Reklama

W obliczu śmierci

Niedziela Ogólnopolska 46/2010, str. 27

Ewa Polak-Pałkiewicz
Publicystka, autorka wywiadu rzeki z Janem Olszewskim pt. „Prosto w oczy” oraz tomu publicystyki „Kobieta z twarzą”

Ewa Polak-Pałkiewicz<br>Publicystka, autorka wywiadu rzeki z Janem Olszewskim pt. „Prosto w oczy” oraz tomu publicystyki „Kobieta z twarzą”

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Chwila odejścia do wieczności w świecie chrześcijańskim była zawsze chwilą świętą. I nawet gdy towarzyszyła jej rozpacz rodziny, wspomnienia o niej przechowywano jako szczególną relikwię, świadectwo o wyjątkowej mocy umocnienia. Ile w tej godzinie można było sobie ofiarować dobra, prawdziwej troski, nieocenionej pomocy, która tak łączyła bliskich. Nie bez powodu przy umierających gromadzono się w domach - bo dawniej nikt nie wysyłał ich do szpitala, by tam mogli umrzeć „bardziej humanitarnie”. I nikt nie próbował faktu i okoliczności śmierci, choćby najbardziej dramatycznej, ukryć przed dziećmi, pod pretekstem, że są „jeszcze za małe”, by o takich rzeczach słyszeć.
Komentarze po tragicznej śmierci p. Marka Rosiaka sprawiają wrażenie, jakby nasi namiestnicy - ci w mediach i ci na tronach - uznali, że właśnie jesteśmy „za mali”. Zbyt infantylni, by o czymkolwiek - a zwłaszcza o okolicznościach i przyczynach śmierci zadawanej w czasach pokoju - na serio rozmawiać. Nie dorastamy. „W przedszkolu naszym nie jest źle...”. Dlatego sypnięto nam - niczym piaskiem w oczy - tak obfitą garścią komentarzy „standardowych”. Że na tę śmierć złożyliśmy się wszyscy. Nikt nie jest bez winy. Tak, my wszyscy. Bo jak tu powiedzieć coś prostego i oczywistego o tym, co się zdarzyło, kiedy już dawno, jeszcze na początku lat 90. XX wieku, wykrzyczano „całą prawdę” o komunizmie, że mianowicie „wszyscy jesteśmy winni” („po przejściu przez morze czerwone wszyscy jesteśmy umoczeni”)? Tak brzmiało główne zaklęcie tych czasów. Tak wyglądał początek epoki poprawności politycznej, w której najbardziej ściganym przestępcą, najbardziej niebezpiecznym wrogiem, okazała się prawda. I tak jest do dziś. Ci, którzy nie zapisali się do chóru i nie dali się mu zastraszyć, w wielkiej liczbie znaleźli się wśród ofiar Smoleńska.
Moment śmierci ojców i matek rodzin był niegdyś traktowany jako niezwykle ważny przekaz. Pamięć o wszystkich szczegółach końca życia przechowywano ze czcią w rodzinnych wspomnieniach. Powracały do nich kolejne pokolenia. Z pozbieranych okruchów, listów, zapisków, rodzinnych pamiątek układano pełny obraz wydarzeń. Dziś, gdy miejsce smoleńskiej katastrofy odwiedza ekipa polskich archeologów, by zająć się wszystkimi szczegółami, wszystkimi śladami życia, które zostało tam unicestwione, porozrzucanymi na obszarze jednego hektara, to mimo że jest niewątpliwie bardzo późno, fakt ten stanowi, być może, wstęp do powrotu do innej epoki. Epoki, w której prawda o faktycznych przyczynach śmierci - zarówno osobistości politycznych, jak i zwykłych członków rodzin - nie mogła być ukrywana, nie mogła zostać pominięta, upokorzona, odepchnięta, zafałszowana. Tego domaga się nasze człowieczeństwo, elementarna ludzka sprawiedliwość.
I oto wracamy do punku wyjścia, do momentu przerwanego przez beztroskie cenzurki wydawane wszystkim Polakom przez, pożal się Boże, „intelektualistów”. Każda niewinnie zadana śmierć domaga się prawdy. Od tego nie ma odwołania. Z każdej trzeba będzie kiedyś przed obliczem Jedynego Sędziego zdać rachunek. Nie da się długo ukrywać przyczyn ostatniego morderstwa dokonanego w Łodzi za fasadą niefrasobliwych zapewnień, że „takie rzeczy wszędzie się zdarzają” i że winna jest „retoryka wojenna”, „atmosfera polityczna”, że morderca - okrzyczany od razu, bez diagnozy lekarskiej, „szaleńcem” - jest „tyleż sprawcą, co i ofiarą”, że to kwestia „wojny polsko-polskiej, za której rozpętanie i przebieg ponosi odpowiedzialność cała klasa polityczna”.
Takie słowa budzą tylko współczucie. Śmierć jest zawsze bezlitosną demaskatorką. I choć w przypadku śmierci p. Marka Rosiaka robi się wszystko, by jak najbardziej osłabić jej wymowę - by nie potraktowano jej jako najważniejszego dopełnienia prawdy o ostatnich wydarzeniach w Polsce i by nikt nie zachłysnął się, tak obcym „cywilizacji śmierci”, zapachem wieczności - to śmierć ta jest wielkim okrzykiem prawdy.
Największym w dziejach objawieniem się Prawdy była Śmierć na krzyżu Chrystusa, Boga - Człowieka i Jego Zmartwychwstanie. W imię Prawdy o życiu i śmierci Chrystusa trzeba szukać dziś prawdy o śmierci zadawanej wciąż w Polsce niewinnym ludziom. To nie jest „jakaś tam” prawda polityczna. Wydaje się, że coraz więcej polityków PiS, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, zaczyna zdawać sobie sprawę, że metodami politycznymi nie wyeliminuje się zła, które rozlało się po Polsce niczym wielka brudna kałuża. Że nie toczą walki „przeciw ciału i krwi”. Że jest to walka przede wszystkim duchowa.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Depo: zaczyna się od palenia krzyża, a później będzie się podpalać kościoły

2026-06-04 15:00

[ TEMATY ]

Częstochowa

abp Wacław Depo

Boże Ciało

Jasna Góra/facebook.com

Podczas mszy w archikatedrze częstochowskiej poprzedzającej procesję Bożego Ciała, abp Wacław Depo ocenił, że ludzi wierzących spycha się w Polsce na margines i wyszydza. Tak jak w Europie, będzie się podpalać kościoły albo zamieniać je na kawiarnie i restauracje - ostrzegł.

Metropolita częstochowski w kazaniu mówił o laicyzacji społeczeństwa, któremu - jak ocenił - wraz z liberalizmem zaoferowano technologiczne atrakcje oddalające od religii. Wymienił wśród nich telewizję, kanały streamingowe, Internet. - Nawet coraz dłuższe urlopy odciągają od Boga, bo nie ma podczas nich czasu na pójście do kościoła - mówił abp Wacław Depo.
CZYTAJ DALEJ

Nie – adorujcie, czcijcie, kłaniajcie się, ale bierzcie i spożywajcie!

2026-06-02 11:02

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Karol Porwich/Niedziela

Dzisiejsza Uroczystość nie jest świętem dla adoratorów. Jest natomiast świętem dla wszystkich tych, którzy Chrystusa pragną przyjmować do siebie, którzy chcą wprowadzać Go w każdy zakamarek swojego życia, pokazywać Mu dosłownie wszystko, wszystkie swoje słabości i radości, swoje lęki i oczekiwania, swoje nadzieje i doznane porażki.

Jezus powiedział do Żydów: «Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata». Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: «Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».
CZYTAJ DALEJ

Z Wawelu na Rynek Główny

2026-06-04 19:51

Biuro Prasowe AK

– Jako Kościół mamy być narzędziem jedności całego rodzaju ludzkiego. (…) Świat nie uwierzy, dokąd nie będziemy jedno. I świat ma prawo nie wierzyć, dokąd chrześcijanie nie są jedno – mówił kard. Grzegorz Ryś w czasie centralnej procesji Bożego Ciała, która z Wawelu przeszła na Rynek Główny.

Przy pierwszym ołtarzu usytuowanym przy kościele św. Idziego homilię wygłosił bp Robert Chrząszcz. Komentując fragment Ewangelii św. Mateusza, zwrócił uwagę na cztery imperatywy Chrystusa. Pierwszy brzmi: „idźcie”. – Wiara zawsze jest związana z drogą. Chrześcijaństwo nie polega na siedzeniu w miejscu. Nie jest zamknięciem Boga w murach świątyni. Jezus posyła swoich uczniów do miasta, pomiędzy ludzi, w zwyczajność i ich codzienność – mówił krakowski biskup pomocniczy, zaznaczając, że to właśnie dzieje się w Boże Ciało, kiedy „Bóg wychodzi do ludzi”. – Chrystus nie chce zostać zamknięty w tabernakulum – idzie pomiędzy nasze domy, nasze problemy, nasze życie. Idzie tam, gdzie człowiek żyje, pracuje, cierpi i kocha – dodawał, zauważając, że to wezwanie Jezusa domaga się też konkretnej odpowiedzi od człowieka – gotowości do drogi, która wyraża się rozwojem i dojrzewaniem wiary, która potrafi zbliżać innych do Boga.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję