Reklama

Stary kredens

DZIECIŃSTWO
Poezja
starych studni,
zepsutych zegarów,
Strychu
i niemych skrzypiec
pękniętych
bez grajka,
Zżółkła księga,
gdzie uschła
niezapominajka
Drzemie -
były dzieciństwu memu
lasem czarów...
Leopold Staff

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Stary kredens był ogromny i dominował nad pokojem stołowym. Był meblem magicznym i krył niejedną tajemnicę. Należał do tych mebli powstałych pod koniec XIX wieku, które naśladowały styl barokowy. Był monumentalny, kilkukondygnacjowy, dębowy, pokryty wypukłą rzeźbą; sięgał do sufitu. Zobaczyłam go po raz pierwszy w mieszkaniu dziadków, miałam wtedy 5 lat; wydał mi się piękny, trudny do zdobycia - taka parafraza Szklanej Góry.
Najniższa kondygnacja tej „budowli” była bardzo obszerna, w jej tajemniczym wnętrzu stały serwisy wyjmowane na różne okazje, a najbardziej ważna była Wigilia. Wtedy ujawniał się „wyprawowy” serwis Babki - w bukieciki fiołków, nasycone w kolorycie, z zielonymi listkami.
Stół, który był jakby towarzyszem kredensu, ale o ileż mniej dominującym, rozkładano ukrytymi w nim deskami na 24 osoby, nakrywano najlepszym obrusem, pod spód kładziono siano i dopiero ów serwis wyprawowy Babki. Na to wszystko patrzył wyniosły kredens i zachwycone dzieci. W dolnej części kredensu dzieci mogły się schować, lekko pochylając głowy; wnętrze to było przepełnione nieopisanym zapachem czekolady, cynamonu... i może drewna...
Nad pierwszą kondygnacją mieściły się wysuwane blaty, na nich codziennie krojono chleb lub w świąteczne dni - ciasta. Nad nimi - płaskie szuflady z przegródkami na sztućce obiadowe i mniejsze - do deserów, herbaty i kawy. Sreber było niewiele, ale za to prześliczne platery z firmy Norblina.
Jeden z czterech braci dziadka Aleksandra, zwany stryjem Józefem, pracował długie lata u Norblina; przynosił do domu Babki piękne katalogi platerów - oglądaliśmy je godzinami.
Zrobię tu małą dygresję.
Stryj Józef miał mieszkanie w domach fabryki. Pamiętam, że w dyżurce z czarnym zegarem czekaliśmy na wypisanie przepustek, bez których nie można było wejść na teren fabryczny. Po przekroczeniu drzwi wiodących na nieco tajemniczą przestrzeń roztoczył się przed nami fascynujący pejzaż: budynki z czerwonej cegły, a raczej ich sylwety na tle ciemniejącego nieba, i budynki z kominami, które już nie dymiły. Wszędzie połyskiwały tzw. kocie łby bruku, stały wózki i niewielu robotników. Latarnie dawały słabe światło, niebo było bez gwiazd. Koloryt tego fabrycznego krajobrazu był jakby ze snu - szaro-granatowy, niezapomniany filmowy efekt.
Stryj Józef mieszkał na drugim piętrze, witał się z nami serdecznie - ze mną i Babką na czele. Na gwiazdkę ofiarował mi kiedyś niewielką francuską lalkę z brązowymi lokami, z zamykanymi oczami, w pięknej sukience, w białych pantofelkach i rękawiczkach. Był wdowcem, a jego syn został po rewolucji bolszewickiej w Rosji.
W domu Babki, kiedy starsi szli do teatru lub z wizytą, zostawałam z opiekunką, lubiłam ją (była to młoda wilnianka), ale uciekałam do „swoich spraw” - zaliczała się do nich kontemplacja kredensu. Na „pierwszym piętrze” miał on rozległą wnękę, gdzie stała secesyjna majolikowa waza na bilety wizytowe - niezbędny atrybut tamtych czasów. Była zielona, w pawim odcieniu, zdobiona plastycznymi girlandami z różowymi pelargoniami. Obok - duża muszla o głębokim perłoworóżowym wnętrzu, która przykładana do ucha szumiała nam morzem.
Kredens miał, jak na niego przystało, ogromną nastawę dwuczłonową - tworzyły ją dwie duże szafki, zwieńczone mniejszymi, z różnokolorowymi szybkami. Za tymi szybkami w jednej miały swoje miejsce filiżaneczki do kawy, różnorodnych kształtów i kolorów, a w przeciwległej - porcelanowy serwis do herbaty: duże białe filiżanki z kwiatkami, chyba Sevres.
Stary kredens w różnych miejscach skrywał wiele małych szufladek. Ich zawartość zachwycała nas, dzieci, np. szufladka, gdzie chowano przepisy kulinarne; były one z wielu epok, miały przeróżne charaktery i style pisma, rozmaity język i formułowanie zdań, niektóre pochodziły nawet z końca XVIII wieku. Pisały je ciocie i babcie, hrabiny i kucharki, niektóre napisała matka mojego męża, która nigdy sama nie gotowała. Takie malutkie „encyklopedie” smaku.
W innej szufladce trzymano kilku żołnierzyków ołowianych i działko armatnie na precyzyjnie wykonanych kołach oraz pudełko kapiszonów do niego. W kolejnej - stare kolorowane pocztówki z kurortów, jak się wówczas mówiło: z Meranu, Karlsbadu, z Nicei - z wypukłymi pękami mimozy, z Wenecji - całująca się para w czapeczkach marynarskich, z Kazimierza nad Wisłą - z widokiem wieży. Dalej - typy „ludowe”, np. kobieta w pięknej sukni sprzedająca mleko (z podpisem: Siena. Lattivendola), także niesamowita, kiczowata ilustracja do „Konrada Wallenroda”.
Istniała też szufladka z dewocjonaliami, takimi nieco ludowymi, np. szklana buteleczka na wodę święconą z Częstochowy, z wizerunkiem Matki Bożej, różańce ze szklanych koralików, kropidełka do wody święconej, broszka w kształcie szarotki z widokiem Częstochowy, szpilki zakończone główką aniołka itd.
Gdzie indziej, w połączonych szufladkach - mały zespół metalowych form do wyrobów czekoladowych: małe mikołajki, pieski, kotki, serca, dwustronne duże czekoladowe serce, forma na rybę. W jeszcze innej szufladce Babka chowała opłatki - bardzo ciekawe plastycznie, a na nich całe sceny: górale przed szopą, sama stajenka - gwiazdki i śnieg, zwierzątka przed stajenką, Dzieciątko Jezus i Madonna pod zarysem symbolicznej szopki, a na pierwszym planie klęczący żołnierze legioniści, obok - Trzej Królowie itd.
Była też szufladka z kilkoma kartami do gry - z niepełnej talii (jak u Andersena) i popielniczki z Ćmielowa, używane przy grze w karty; szczątki biżuterii - dość tandetne kolczyki, pierścionki, broszki i malutkie buteleczki po lalczynych perfumach.

***

Leopold Staff (1878 - 1957) ulegał urokowi poezji niezwykłego poety francuskiego Jeana A. Rimbauda (1854-81), tworzącego najwięcej między 16. a 19. rokiem życia. Dałam taki „rimbaudowski” cytat ze Staffa, jako motto do opowieści o starym kredensie. Tylko pęknięte skrzypce nie mogłyby znaleźć się w kredensie moich dziadków, byłyby zbyt tragicznym akcentem. Stary kredens był także, wraz z nami, świadkiem wielu bolesnych wydarzeń; był przecież członkiem rodziny.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święta, która "całuje" kopułę Bazyliki św. Piotra. To ona przekonywała papieża, by wrócił do Rzymu

2026-09-13 08:59

[ TEMATY ]

papież

Rzym

św. Katarzyna ze Sieny

Awinion

Grzegorz XI

Vatican Media

Pomnik św. Katarzyny w Rzymie. Wygląda tak, jakby święta całowała kopułę Bazyliki św. Piotra

Pomnik św. Katarzyny w Rzymie. Wygląda tak,  jakby święta całowała kopułę Bazyliki św. Piotra

Dokładnie 650 lat temu, 13 września 1376 r., Grzegorz XI opuścił Awinion i rozpoczął podróż, która miała przywrócić papieża Rzymowi. Do podjęcia tej historycznej decyzji przekonywała go młoda kobieta bez urzędu i politycznej władzy: Katarzyna ze Sieny. Dziś jej pomnik w Rzymie znów przyciąga uwagę. Turyści fotografują go z perspektywy, z której święta wygląda, jakby całowała kopułę Bazyliki św. Piotra.

13 września 1376 r. Grzegorz XI wyruszył z Awinionu. Był ostatnim papieżem okresu, który przeszedł do historii jako niewola awiniońska. Od początku XIV wieku kolejni następcy św. Piotra rezydowali bowiem nie w Rzymie, ale nad Rodanem.
CZYTAJ DALEJ

Przebaczenie naprawia relacje

2026-09-08 14:17

Niedziela Ogólnopolska 37/2026, str. 20

[ TEMATY ]

homilia

Adobe Stock

Umiejętność darowania win jest istotną zdolnością ucznia Chrystusa. Właśnie tym się dziś zajmiemy. W dawnych zakonach obowiązywało pozdrowienie: Memento mori (pamiętaj, że umrzesz). Mnisi, mobilizując się do życia w łasce, przypominali sobie o sądzie Bożym przy końcu życia. Podobnie Syrach w dzisiejszym pierwszym czytaniu uporczywie zachęca nas do odpuszczenia winy bliźniemu. Żywienie do drugiego człowieka złości, gniewu czy knucie planów zemsty są nazwane obrzydliwościami. Strasznie się czujemy, gdy próbuje nas opanować nienawiść. Pytamy: co się ze mną dzieje? A inni dociekają: gdzie się podział ten sympatyczny i życzliwy człowiek? Nienawiść to potworna siła, która może obrócić kochające serce w lodowaty kamień.
CZYTAJ DALEJ

Ekspert KEP: formacja w wierze to nie realizowanie harmonogramów

2026-09-13 09:39

[ TEMATY ]

ekspert KEP

formacja w wierze

harmonogramy

Adobe Stock

„Człowiek jest drogą Kościoła” - słowa św. Jana Pawła II przywołuje ks. dr Marek Studenski, wskazując, że wychowanie i formacja we wspólnocie wiary nie mogą sprowadzać się do realizowania programów i harmonogramów. Rozpoczynający się 13 września XVI Tydzień Wychowania przebiega pod hasłem „Wychowanie i formacja we wspólnocie wiary”. W specjalnej konferencji dla rodziców, nauczycieli, katechetów i duszpasterzy Konsultor Komisji Wychowania Katolickiego KEP proponuje siedem zasad, które mogą pomóc budować parafię jako wspólnotę wychowującą.

Duchowny zwraca uwagę, że tegoroczne hasło kieruje uwagę nie tyle na to, czego należy uczyć, ile na sposób życia i działania wspólnoty, która podejmuje zadanie wychowania. „Formacja, która nie realizuje się we wspólnocie, nigdy nie będzie formacją pełną i w pełni owocną” - podkreśla.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję