Reklama

Podróż sentymentalna (1)

Dawni mieszkańcy Słobódki Dżuryńskiej wyruszyli na Podole, aby zobaczyć, jak wygląda ich ukochana wieś i spotkać się z tymi, którzy żyją tu dziś

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Wielu pragnęłoby pojechać do swojej ukochanej wsi na Podolu. Zdrowie i wiek jednak nie pozwalają na to. Tęsknią za obrazami tamtych lat spędzonych w ich ukochanej wsi. Tę tęsknotę mocno widać u byłej mieszkanki tej wsi - Franciszki Łukaszów, obecnie mieszkającej w Nowej Wsi Legnickiej. Chciałaby tak mocno jeszcze przed śmiercią ujrzeć swoją wieś z dzieciństwa. Siły nie pozwalają. Zrób jak najwięcej zdjęć, ile możesz, ze wszystkich zakątków wsi - mówi do Marii Kwaśnicy, która też tam się urodziła i jedzie na tę sentymentalną pielgrzymkę. Zapamiętaj dobrze wszystko, co tam zobaczysz - mówi i jak przyjedziesz, to mi wszystko dokładnie masz opowiedzieć. Serce słobódczanki ciągle mocno bije do tej ziemi, choć wzrok już nie ten. Im bliżej wyjazdu, atmosfera staje się nostalgiczna. Pewnie u niejednego mieszkańca wsi pojawiła się w tych dniach łza, serce zabiło mocniej, zadrżało ciało ze wzruszenia i wspomnień. Zbliża się niedziela 17 lipca 2011 r., uczestnicy wyjazdu zbierają się w Michałowicach, gdzie czeka na nich autokar. Z okolic Legnicy jadą: Franciszek Jakubów, Józef Jakubów, Władysław Seredyszyn, Maria Gocka, Maria Wierzbicka z wnuczką Aleksandrą Karmelita, Maria Kwaśnica, Maria Wilk z mężem Tadeuszem, jej syn ks. Janusz Wilk, ks. Tadeusz Tymków z parafii w Brenniku i piszący te słowa Antoni Bucki. Zbieramy się na posesji organizatora wyjazdu Michała Florkowa, który jedzie na kresy ze swoją córką. Jest to jego pierwszy wyjazd w rodzinne strony. Wyrusza 50 osób, z tego 5 osób jedzie po raz pierwszy. Wśród nas są urodzeni na kresach (stanowią większość tej grupy). Są także synowie i wnukowie słobódczan urodzeni już na Ziemiach Zachodnich.

Podróż przez Ukrainę

Reklama

Niedziela, ruszamy w daleką drogę. Jest 21.30, opuszczamy Michałowice. Nie odstrasza nas nawet 40-stopniowa temperatura w autokarze. Klimatyzacja nie działa jak powinna, pot leje się z nas. To dopiero początek trudów tej podróży. Co nas czeka na granicy ukraińskiej? - to pytanie dręczy nasze umysły. Wreszcie granica. Jest godzina 5.10. Stoimy na granicy i czekamy spokojnie na odprawę. Stop. Czerwone światło nas trzyma, na jak długo, tego nie wie nikt z nas. Odprawę kończymy o godzinie 7.40. Pierwszy raz staję na tej ziemi, ziemi mojej mamy i babci. Widok, który widzę w czasie jazdy autokarem, przypomina mi obrazy z filmu „Ogniem i mieczem” oraz słowa naszego wieszcza Juliusza Słowackiego - dziki to kraj, acz zbożem i mlekiem płynący. Dziki to kraj - zauważamy już po przejechaniu kilkunastu kilometrów po tej ziemi. Po obu stronach drogi puste pola, niezagospodarowane, niczym preria z amerykańskich westernów. Pełna pagórków i wzgórz, porośniętych krzewami, drzewami (lasy tylko liściaste). Jak okiem sięgnąć wszędzie lasy, nieużytki i łąki. Nasuwa mi się pytanie - gdzie te uprawne i żyzne pola Podola, znane z opowiadań i literatury? Zobaczyliśmy je dopiero za Tarnopolem. Ponadto jeszcze jeden szczegół mocno utkwił nam w pamięci. Wszechobecne po obu stronach drogi złociste i srebrne kopuły świecących swym blaskiem cerkwi obrządku greckokatolickiego. Jest ich tak wiele niczym grzybów po deszczu i tak beztrosko tkwią w tym krajobrazie. Po kilka w jednej wsi i kilkanaście w miasteczku czy mieście. Nawet, co kilkaset metrów, jedna koło drugiej. Towarzyszą im też, tak gęsto obok siebie rozsiane po Ukrainie, stacje paliw. Zauroczeni tym widokiem, a raczej ubawieni, mkniemy dalej do celu naszej pielgrzymki. Docieramy do niego ok. godz. 18.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Obraz wsi

Reklama

Najpierw przejeżdżamy obok budynku stacji kolejowej w Dżurynie, tej samej, na której 66 lat temu mieszkańcy Słobódki Dżuryńskiej ładowali się do bydlęcych wagonów, ruszając w nieznane. Zatrzymujemy się, wysiadamy. Robimy zdjęcia budynku stacji kolejowej. Stoi samotnie przy torach, zapomniany, na odludziu. Jakby rozmyślał o tych, którzy 66 lat temu stąd odjechali, zostawiając go samemu sobie. Wielu najstarszych uczestników tego wyjazdy przypomina sobie ten dzień, kiedy wsiadali na tej stacji do bydlęcych wagonów. Kiedy tak patrzą na ten budynek stacji kolejowej w Dżurynie, przypominają im się obrazy z tamtych dni. Rozmawiają, dyskutują, przytaczają szczegółowo ten wyjazd. Wyboistą drogą (łagodne określenie) „katulamy” się dalej w stronę wsi. Na górce przy wjeździe do wsi widać już pierwsze domy. Nim jednak przejedziemy przez mostek na rzeczce Dżuryn przed naszymi oczami, pojawia się obraz tej wsi, pochodzący z opowiadań naszych rodziców. U nas w Polsce niespotykany. Piękny krajobraz ziemi podolskiej, zatrzymanej w kadrze filmu. Stop klatka. Ujrzany obraz powalił mnie. Przypomniała mi się moja nieżyjąca mama i jej opowieści o tym, jak wyglądała jej wieś dzieciństwa. Leniwa i modra rzeczka Dżuryn, wokół niej podmokłe łąki koloru ciemnej soczystej zieleni i pagórki. Zobaczyłem także niepowtarzalne gdzie indziej gęsi skupione w małych i dużych stadach. Wszędzie ich było pełno, na łąkach, wodzie. Obraz, jakiego nigdzie nie zobaczysz, tylko na Podolu. Wjeżdżamy do wsi. Domki małe, kryte eternitem, a nawet blachą. Rozciągnięte jakby w nieładzie, grupami. Wiele z nich jest w stanie rozsypki, wiele jest odnowionych. Zostało ich niewiele. Na 400 domów przed wojną, jakie stały we wsi, dziś jest ich ok.150.

Spotkanie z mieszkańcami

Dojeżdżamy do „centrum” wsi, do dawnego kościółka, dziś przemianowanego na cerkiew. Naszym oczom ukazuje się niezwykły obraz. Ogromna rzesza mieszkańców tej wsi, oczekuje na nasz przyjazd przed świątynią. Odświętnie ubrani, w strojach ludowych, zarówno młodzi jak i starzy z kościelnymi sztandarami i swoim duszpasterzem, ojcem Stefanem. Witają nas po staropolsku - chlebem i solą! Pieśniami i wierszami w wykonaniu młodzieży. My przekazujemy im ikonę Matki Boskiej, obraz Jezusa Chrystusa Zbawiciela oraz drobną sumkę pieniężną, zebraną podczas jazdy autokarem. Skromna to sumka ok. 6000 zł. Wspólną procesją ruszamy do kościoła pw. św. Michała Archanioła, dziś cerkwi (czynna od 1971 roku, wcześniej były w niej magazyny). Msza koncelebrowana przez ks. Tadeusza Tymkowa i ks. Janusza Wilka. Łzy w oczach wiernych, obecnych mieszkańców tej wsi, atmosfera nostalgii. W oczach tych mieszkańców widać autentyczną radość z naszego przybycia do nich w odwiedziny. Jeszcze bardziej ich serca zabiły, kiedy ks. Janusz Wilk, przystąpił do udzielania Komunii św. Można było zobaczyć, jak ich serca pragnęły przyjąć Komunię św. Kobiety stały przy ołtarzu i czekały z utęsknieniem na przyjęcia Pana Jezusa do swoich serc. Jakież było ich zasmucenie, kiedy ks. Janusz odmówił im udzielenia tegoż sakramentu, tłumacząc, że ich duszpasterz nie wyraża na to zgody. Patrzyłem na to stojąc obok nich i widziałem ich twarze. Ta odmowa to był dla nich cios, zadany przez kogoś, na kogo czekali tyle lat z utęsknieniem, na kogo liczyli. Było również widać, że ks. Janusz nie może pogodzić się z faktem odmowy ze strony ich duszpasterza. Wydawało się, że w głębi duszy czeka na zmianę decyzji. Było widać, że waha się i walczy do końca, nie mogąc się pogodzić z taką sytuacją. W końcu odniósł zwycięstwo. Ich duszpasterz podszedł do niego i zmienił swoją poprzednią decyzję. To, co zobaczyłem w tym momencie przypominało ujęcie jak w sporcie, w biegach. Błyskawiczny sprint, rzut na taśmę i zwycięstwo! Zwyciężyli! Mogli przyjąć do serc swych Pana Jezusa w Eucharystii, na którego tak długo czekali. Czekali nie na darmo. Przyszedł do nich. Ten obraz uświadomił mi jeszcze raz, że ludzie mimo różnych upokorzeń, zakazów, nigdy nie tracą nadziei i wiary.

Pamiątkowa fotografia

Msza św. dobiegła końca. Następują wzajemne podziękowania. Polacy dziękują parafianom i ojcu Stefanowi za to, że mogli wspólnie się modlić w ich dawnym kościele po tylu latach nieobecności. Proszą ojca Stefana, ażeby przekazane dary - ikona oraz obraz Pana Jezusa Zbawiciela znalazły godne miejsce we wnętrzu tej świątyni. Wychodzimy przed świątynię na plac, który jest wyłożony nową kostką. Pięknie prezentuje się przed kościołem odnowiona dzwonnica z odnalezionym przez Stefana Andruchowa, w 1950 r. dużym dzwonem. Dzwony do tego kościoła (trzy) odlano w 1920 r. w Drohobyczu. Wszyscy ustawiają się do wspólnego pamiątkowego zdjęcia. Ustawiają się obecni mieszkańcy wsi, starsi i dzieci oraz my - uczestnicy tej pielgrzymki. Wspólne zdjęcie, rozmowy w grupkach i czas na poczęstunek przygotowany przez mieszkańców Słobódki Dżuryńskiej. Po Mszy św. wspólny poczęstunek w świetlicy wiejskiej (spadku po Związku Radzieckim), postawionej na zburzonej, przedwojennej cerkwi w czasie, kiedy przez wieś przechodził front. Wielkie zaskoczenie i ogromny aplauz od mieszkańców otrzymali nasi: Franciszek Jakubów, Józef Jakubów i Władysław Seredyszyn, śpiewając pieśni w języku ukraińskim.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Włochy: figura ojca Pio płacze krwią. Sprawę bada specjalna komisja

2026-05-23 11:24

[ TEMATY ]

figura ojca Pio

płacze krwią

specjalna komisja

Agata Kowalska

Święty Ojciec Pio

Święty Ojciec Pio

Leżąca nieopodal Neapolu Casalba stała się w ostatnich dniach miejscem pielgrzymek. Wszystko za przyczyną „nowego cudu” ojca Pio. Na twarzy stojącej przed kościołem figury Świętego odkryto „krwawą łzę”. Miejscowy proboszcz jest przekonany, że „nie jest to dzieło rąk ludzkich, ale znak od Boga”. Na polecenie biskupa sprawę bada specjalna komisja.

Włoskie media szeroko komentują domniemane nadprzyrodzone zjawisko, do którego doszło w parafii Matki Bożej Łaskawej w Casalbie. Jest to niewielka wioska, zamieszkana przez czterysta osób, położona w gminie Macerata Campania i należąca do archidiecezji Capua.
CZYTAJ DALEJ

Majowe podróże z Maryją: Rychwałd - U Pani Beskidów w cieniu barokowej bazyliki

2026-05-23 19:30

[ TEMATY ]

Majowe podróże z Maryją

Monika Jaworska

Procesja z kopią obrazu Matki Bożej Rychwałdzkiej i koronami bielsko31.indd 5 2015-07-24 14:29:43

Procesja z kopią obrazu Matki Bożej Rychwałdzkiej i koronami
bielsko31.indd 5 2015-07-24 14:29:43

Z mazowieckich nizin i warmińskich jezior docieramy w serce Beskidu Żywieckiego, gdzie nad malowniczą doliną góruje barokowa bazylika św. Mikołaja. Rychwałd to miejsce, w którym maryjna czułość spotyka się z twardą, góralską wiarą, a franciszkański habit stał się nieodłącznym elementem tego krajobrazu, gdy na prośbę kardynała Sapiehy bracia mniejsi objęli to sanktuarium po II wojnie światowej.

W centralnym punkcie ołtarza głównego znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Rychwałdzkiej. To piętnastowieczna ikona namalowana na lipowej desce, która do Rychwałdu trafiła w 1644 roku jako dar Katarzyny z Komorowskich Grudzińskiej. Maryja, na złotym tle, z niezwykłą delikatnością trzyma na lewej ręce Dzieciątko Jezus, które z kolei błogosławi pątników. Historia tego wizerunku jest historią wdzięczności – to po uzdrowieniu Piotra Samuela Grudzińskiego w XVII wieku sława obrazu rozeszła się na całą Polskę, a Rychwałd stał się regionalną Częstochową.
CZYTAJ DALEJ

Biskup z rakietką

2026-05-23 22:18

Ks. Jakub Deperas

W parafii Trójcy Świętej we Wrocławiu‑Krzykach młodzież rozgrywała wewnętrzny turniej w ping ponga. Na finał przyjechał biskup Jacek Kiciński CMF, który zagrał mecz ze zwycięzcą turnieju. Wcześniej biskup Jacek przewodniczył Mszy świętej kończącej Biały Tydzień.

Ks. Jakub Deperas, wikariusz parafii i opiekun wspólnoty Phileo, zaznacza, że obecność bp. Jacka Kicińskiego na turnieju nie była przypadkowa. – Biskup Jacek był u nas na bierzmowaniu w kwietniu i po kolacji zaszedł jeszcze do salek, wiedząc, że tam są młodzi i chciał z nimi chwilę spędzić czasu. Zobaczył, że grają w ping-ponga i zagrał z nimi. Okazało się, że bardzo dobrze gra i widać, że lubi grać w ping-ponga – opowiada ks. Deperas, zaznaczając, że to właśnie wtedy młodzi zaprosili biskupa na planowany turniej– Jak to zobaczyli, od razu go zaprosili, a on bardzo entuzjastycznie do tego podszedł. Dopytywał potem, kiedy dokładnie odbędzie się turniej. Udało mu się przyjechać na dzień finałowy – dodaje ks. Jakub.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję