Reklama

Przez tasiemki, przez pole - po szkaplerz

Niedziela podlaska 45/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Szkaplerz jest jednym z sakramentaliów Kościoła. To dwa małe kawałki sukna połączone tasiemką, noszone na piersiach i plecach, które można zastąpić odpowiednim medalikiem. Nabożeństwo szkaplerzne ma swój początek w 1251 r. w modlitwie angielskiego karmelity Szymona Stocka, który prosił Maryję, aby zachowała zakon Jej poświęcony, zagrożony rozwiązaniem. Tradycja podaje, że Matka Boża ukazała mu się, wskazała na szkaplerz, który już wówczas był wierzchnią częścią habitu zakonnego, i ustanowiła go znakiem swej szczególnej opieki. Każdy, kto przywdziewa szkaplerz święty, zostaje wszczepiony w pobożność maryjną Karmelu. Ma udział we wszystkich duchowych owocach modlitwy i życia rodziny karmelitańskiej. Każdy, kto został ozdobiony szatą Maryi, jest zaproszony do codziennego współtworzenia duchowości karmelitańskiej. Ideał Karmelu stanowią: wierna modlitwa, kontemplacja Boga, wolność oraz wynikająca z niej służba braciom - na wzór Maryi. Zasady te mogą być realizowane na różne sposoby - zgodnie ze specyfiką prowadzonego życia. Istotą karmelitańskiego ideału jest gotowość pójścia wraz z Maryją ku Bogu, który jest Miłością. Z przyjęciem szkaplerza związane są obietnice, ale i zobowiązania.
Jakiś czas temu wpadło mi w ręce czasopismo Nasza Arka - numer poświęcony szkaplerzowi karmelitańskiemu. Opowiedziana w nim historia sprowokowała mnie do refleksji. Zastanawiałam się, czy potrafiłabym z należną czcią i wiarą przyjąć szkaplerz, nosić go dniem i nocą i - co najważniejsze - udowadniać swoim życiem, że rozumiem, co znaczy naśladowanie cnót Matki Najświętszej, bo do tego przyjęcie szkaplerza zobowiązuje. Dość szybko doszłam do wniosku, że nie dorastam duchem do tak pobożnej praktyki, że moja wiara jest zbyt mała, a duchowość zbyt płytka, bym mogła poradzić sobie ze zobowiązaniami wynikającymi z noszenia szkaplerza; że moje wady zdecydowanie „kłócą się” z cnotami Matki Najświętszej i z tego powodu naśladownictwo Maryi (jako zobowiązanie) mogłoby okazać się zbyt karkołomnym, przerastającym moje siły zadaniem. Odłożyłam Arkę na półkę, a z nią temat szkaplerza.
W lutym 2004 r. moja 15-letnia córka Barbara uczestniczyła w rekolekcjach zorganizowanych przez Siostry Karmelitanki z Siemiatycz. Do domu wróciła ze szkaplerzem na szyi, czym bardzo mnie zaskoczyła. Zareagowałam dosyć gwałtownie: - Czy wiesz, że to nie dekoracja?
- Wiem, mamo. - Czy wiesz, że to zobowiązanie? - Wiem, mamo. - Że nie na dziś i na jutro, aż ci się znudzi? - Wiem, mamo...
Chyba nie uwierzyłam zapewnieniom córki, dlatego nerwowo zaczęłam jej tłumaczyć, że szkaplerz to nie wisiorek na szyję, że nie o kolekcjonowanie pamiątek z podróży tu chodzi, że przyjęcie szkaplerza nie może być pustym, pozbawionym duchowej głębi gestem, że to uzewnętrznienie pewnej predyspozycji duchowej do podjęcia określonych zadań, że rzecz dotyczy naszych relacji z Bogiem i Jego Matką, że do czegoś zobowiązuje, że stawia wymagania, że wiąże się z określoną duchowością i postawą, jaką mamy realizować w naszym codziennym życiu, że bez wiary nie ma sensu. - Wszystko wiem, mamo. Siostry nam wszystko wytłumaczyły - odparła.
Pomyślałam sobie, że wytłumaczyć to jedno, a zrozumieć to drugie. Przestraszyłam się, że moje dziecko zaczyna zbyt łatwo „obwieszać się” religijnymi emblematami, zbyt łatwo podejmuje pobożne praktyki. Pojawiła się obawa, że może za tydzień lub dwa znajdę gdzieś w kącie porzucony szkaplerz, co będzie dowodem powierzchowności gestów, słów i czynów mojej córki. A przecież w jej wychowaniu zabiegałam o coś więcej - o głęboką autentyczną wiarę, o kształtowanie postaw, do których chrześcijaństwo zobowiązuje.
Mijały tygodnie od powrotu Basi z rekolekcji. Spod trykotowych koszulek często wystawały jej tasiemki, łączące dwa kawałki karmelitańskiego sukna z wizerunkami Matki Bożej i Pana Jezusa. Rzadko zastępowała je medalikiem. Do medalika łatwiej się przyzwyczaić. Z czasem można go nie zauważać, zapomnieć, że go mamy. Jest mniej kłopotliwy - dużo mniej kłopotliwy!
Wymykające się spod bluzeczek Basi tasiemki nieustannie przypominały mi, że moje dziecko nosi szkaplerz. Pewnego dnia usłyszałam pytanie: - Mamo, a dlaczego ty nie przyjęłaś szkaplerza? Musiałam się przyznać, że nie dorosłam do tej praktyki.
Rok 2005 Basia powitała na zabawie sylwestrowej. Wyszukana kreacja, okazjonalna fryzura i do tego „biżuteria” w nastoletnim stylu. Wszystko poprzedzone przesadnym - „do bólu” - wystawaniem przed lustrem. Typowa małolata. Gdy po zabawie prałam sylwestrową sukienkę Basi - oniemiałam. Po jej wewnętrznej stronie odkryłam podszyty szkaplerz, który bez pomocy igły i nitki nie pozwoliłby ukryć się dyskretnie pod wieczorowym strojem. Przeżyłam najbardziej wzruszające pranie w swoim życiu. W zamoczonym, przyszytym do sukienki szkaplerzu dostrzegłam wiarę dziecka, mego dziecka.
Pod koniec września dowiedziałam się, że jedno z kółek Żywego Różańca, istniejące przy naszej parafii - Podwyższenia Krzyża Świętego w Hajnówce - wybiera się do Bielska Podlaskiego, by w kościele pw. Matki Bożej z Góry Karmel przyjąć karmelitański szkaplerz. Maria Borowska, zelatorka tego składającego się z małżeństw kółka, inicjatorka i organizatorka szkaplerznej wyprawy, zaproponowała mi przyłączenie się do grupy. Po półtorarocznym „zgłębianiu tematu”, które zawdzięczałam mojej córce, nie mogłam powiedzieć „nie”. Nie byłam jednak pewna, co powie mój mąż na niespodziewaną propozycję, ponieważ nigdy na ten temat nie rozmawialiśmy. Gdy zaproponowałam mu przyjęcie szkaplerza, usłyszałam krótkie: - Myślałem o tym. Jak mógł nie myśleć? Przecież Basine tasiemki jego również „kłuły” w oczy - i w serce, i w duszę. I zrobiły swoje. - Ale obawiam się, czy nie okażę się profanatorem - dodał po chwili.
Bywa, że przypadkowa lektura, „niesforne” tasiemki czy wreszcie nieoczekiwana propozycja sprowokują nas do autorefleksji. Autorefleksja to droga do odkrycia wiedzy o sobie, nierzadko trudnej i bolesnej, do uświadomienia sobie swoich słabości i zranień, własnej bezradności, do odkrycia potrzeby sięgnięcia po pomoc - wyciągnięcia rąk do Matki.
Szkaplerz karmelitański jest darem Matki Bożej niezastrzeżonym wyłącznie dla świętych. Jest znakiem opieki i wstawiennictwa Maryi. To Ona pod krzyżem otrzymała od Chrystusa zadanie troski o każdego człowieka. Odpowiadając na prośbę Syna, okrywa nas swoją opieką „jak płaszczem”.
Ojciec Święty Jan Paweł II jako 10-letnie dziecko przyjął szkaplerz. I przez wszystkie lata pozostał mu wierny. Czy potrzeba większego autorytetu niż nasz Papież, by uwierzyć w moc płynącą ze szkaplerza? Czy potrzeba zapewnienia kogoś bardziej wiarygodnego niż on, że warto okryć się „płaszczem” Maryi?
1 października znaleźliśmy się z mężem w 24-osobowej grupie pielgrzymów, która o godz. 11.00 wyruszyła spod kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Hajnówce do kościoła pw. Matki Bożej z Góry Karmel w Bielsku Podlaskim. Pierwsza sobota miesiąca, wspomnienie św. Tereski od Dzieciątka Jezus, odpust w bielskiej parafii. Na Mszy św. o godz. 12.00, sprawowanej w intencji hajnowskiej grupy, mieliśmy przyjąć szkaplerze.
Podróż nieoczekiwanie skomplikowała się. Drogę zablokowano z powodu wypadku. Nie było mowy o przejeździe. Poprzedniego dnia w tragicznej katastrofie zginęli białostoccy maturzyści. Z ulgą przyjęliśmy wiadomość, że w tym wypadku nikt nie zginął. Pojawiła się jednak refleksja o kruchości życia, o nieprzewidywalności zdarzeń, pytanie o to, co jest najważniejsze. Czasami, a może nawet często, najważniejszy cel naszej ziemskiej wędrówki gdzieś nam ginie z oczu. I właśnie po przypomnienie celu naszego życia, po drogowskazy i umocnienie w wędrówce jechaliśmy do Matki Bożej z Góry Karmel. Aby ominąć nieprzejezdny odcinek trasy i zdążyć na Mszę św., wyruszyliśmy na przełaj przez świeżo nawiezione pole. Wdzierający się do samochodu zapach użyźnionej ziemi nabrał w tych szczególnych okolicznościach nieco symbolicznej wymowy. Dojechaliśmy na czas. W świątyni czekały na nas ustawione przed ołtarzem ławki. Poczuliśmy się oczekiwani, wyróżnieni...
Uroczystej Eucharystii przewodniczył gospodarz parafii - ks. prob. Tadeusz Kryński. Jako goście czynnie włączyliśmy się we Mszę św. - w czytania, śpiew psalmu, modlitwę wiernych, procesję z darami. Ksiądz Proboszcz w czasie kazania opowiedział historię szkaplerza, przypomniał obiecane łaski, które zgodnie z zapowiedzią Matki Bożej mają spływać na Jej czcicieli, którzy pobożnie noszą szkaplerz. Zapewniał też, że łask możemy również oczekiwać z rąk św. Tereski od Dzieciątka Jezus, patronki dnia oraz świątyni, w której odbywała się uroczystość. Św. Tereska, ogłoszona przez Jana Pawła II doktorem Kościoła, w swoich pismach kładła nacisk na świętość jako ufne powierzenie się Bogu i postawę dziecięctwa wobec Jego miłosiernej miłości. W ikonografii jest przedstawiana jako karmelitanka z różami w dłoni, ponieważ obiecała, że po śmierci zrzuci na ziemię róże łask. O różach łask spadających na nas z nieba mówił kapłan, upatrując w decyzji przyjęcia karmelitańskiego szkaplerza aktu zawierzenia Bogu przez oddanie się w opiekę Jego Matce.
Gdy po Komunii św. siostra organistka zaczęła grać Ave Maria, zatopiliśmy się w modlitwie. Po chwili z góry, przez otwór w sklepieniu kościoła, zaczęły spadać na nas płatki róż. Siedzieliśmy obsypani kwiatami - wzruszeni i rozmodleni. W tle ciągle cichutko rozbrzmiewało Ave Maria, a płatki leciały, leciały, leciały... Jakieś dobre dusze niemało się natrudziły, by zebrać ich taką ilość, a później, by wejść tak wysoko i sypnąć nam na głowy pachnące symbole łask. Wokół nas unosił się zapach róż także jako nagroda za pełną determinacji podróż po świeżo nawiezionym polu.
W kościele Matki Bożej z Góry Karmel w Bielsku Podlaskim przeżyliśmy piękną, wzruszającą uroczystość. Wzruszenie wzmogło ciepłe przyjęcie, jakie nam zgotowano. Kościół jest jeden - i w Bielsku, i w Hajnówce ten sam - powszechny. Pielgrzymowanie - choćby krótkie, sąsiedzkie - zawsze ożywia wiarę. Mobilizując siebie, czasami nieświadomie mobilizujemy innych. Pobudzamy się nawzajem i nawzajem obdarowujemy. Wymiana dóbr duchowych między parafiami jest efektem takich właśnie wizyt.
Z Bielska przywieźliśmy szkaplerze oraz postanowienie kroczenia przez życie z Matką Najświętszą. W Bielsku pozostawiliśmy świadectwo naszej modlitwy - naszego zawierzenia.
Czy po przyjęciu szkaplerza przestałam mieć wady „kłócące się” z cnotami Matki Najświętszej? Czy mój mąż tak z dnia na dzień nabrał zaufania do samego siebie? Czy pozostałe 22 osoby, które razem z nami przyjęły szkaplerze, automatycznie stały się kandydatami na ołtarze? Nie. Bo nasze wady i słabości są zbyt mocno z nami zrośnięte. I właśnie dlatego potrzebujemy pomocy, opieki, Matczynej dłoni, Jej karmelitańskiego „płaszcza”... Tylko musimy stale pamiętać, że szkaplerz to nie wisiorek na szyję, że nie jest on na dziś i na jutro, że nas do czegoś zobowiązuje, że bez wiary nie ma sensu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kardynałowie Nycz i Ryś krytycznie o decyzji prezydenta Warszawy ws. symboli religijnych

2024-05-17 20:17

[ TEMATY ]

Warszawa

kard. Kazimierz Nycz

Kard. Grzegorz Ryś

symbole religijne

flickr.com/episkopatnews

Kard. Kazmierz Nycz

Kard. Kazmierz Nycz

To próba zaprowadzenia “urawniłowki” w pluralistycznym społeczeństwie - tak zarządzenie prezydenta Warszawy w sprawie symboli religijnych w stołecznych urzędach komentuje dla KAI kard. Kazimierz Nycz. Z kolei kard. Grzegorz Ryś stwierdza: “Neutralność, która domaga się tego, żeby każdy ‘wyzerował’ się ze swoich przekonań i poglądów nie buduje wspólnoty międzyludzkiej”.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski nie chce symboli religijnych w przestrzeniach stołecznych urzędów. Jest to zapisane w jego wydanym w ub. tygodniu zarządzeniu dotyczącym “Standardów równego traktowania w Urzędzie m.st. Warszawy”.

CZYTAJ DALEJ

Nowe normy dotyczące domniemanych zjawisk nadprzyrodzonych

Od „nihil obstat” po opinię negatywną – zatwierdzony przez Papieża dokument Dykasterii Nauki Wiary zawiera 6 różnych ocen w rozeznawaniu przypadków. Zasadniczo ani biskup, ani Stolica Apostolska nie będą się wypowiadać w sprawie orzeczenia o nadprzyrodzonym charakterze danego zjawiska, a ograniczą się do zezwolenia na kult i pielgrzymki oraz ich promowania.

Uaktualnione zostają normy dotyczące rozeznawania domniemanych zjawisk nadprzyrodzonych – stanowi o tym nowy dokument Dykasterii Nauki Wiary, opublikowany w piątek 17 maja, który wejdzie w życie w niedzielę 19 maja, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Tekst poprzedza szczegółowa prezentacja, dokonana przez prefekta, kard. Victora Manuela Fernandeza, po której następuje wprowadzenie i wskazanie 6 różnych możliwych rozstrzygnięć. Możliwe będzie szybsze wypowiadanie się, z poszanowaniem pobożności ludowej, i z reguły władza kościelna nie będzie już zobowiązana do oficjalnego orzekania o nadprzyrodzonym charakterze danego zjawiska, którego dogłębne przebadanie mogłoby wymagać dużo czasu. Inną nowością jest wyraźniejsze zaangażowanie Dykasterii Nauki Wiary, która będzie musiała zatwierdzić ostateczną decyzję biskupa i będzie miała prawo do interweniowania w każdej chwili poprzez motu proprio. W ostatnich dziesięcioleciach w wielu przypadkach, co do których wypowiadali się poszczególni biskupi, angażowane było dawne Święte Oficjum, jednak prawie zawsze interwencja pozostawała za kulisami, i domagano się, żeby nie podawać tego do publicznej wiadomości. Obecnie motywacją do tego wyraźnego zaangażowania Dykasterii jest m.in. trudność w ograniczeniu do poziomu lokalnego zjawisk, które w pewnych przypadkach osiągają wymiary krajowe, a nawet globalne, „tak że decyzja dotycząca jednej diecezji ma konsekwencje również gdzie indziej”.

CZYTAJ DALEJ

Historia powołania. Znajomy w seminarium, Jezus na krzyżu i… Jan Paweł II

2024-05-18 10:30

[ TEMATY ]

świadectwo

zakonnica

archwium s. Joanny Cybułki

Chciałam wiedzieć, co ze sobą zrobić, ale… żeby to było na zawsze! Szukałam swojego miejsca. Czułam pewnego rodzaju niepokój – tak o początkach swojego powołania opowiedziała portalowi Polskifr.fr s. Joanna Cybułka z Instytutu Zakonnego Apostołek Jezusa Ukrzyżowanego. Ważną rolę w jej powołaniu odegrał św. Jan Paweł II, który przyszedł na świat dokładnie 104 lata temu.

„W ciągu nauki w szkole średniej zastanawiałam się nad sobą, moim życiem i przyszłością, szukałam mojej drogi. Po maturze z koleżanką z liceum zaczęłyśmy jeździć do Krakowa na skupienia i rekolekcje powołaniowe. Dało mi to dużo, bo mogłam poznawać siebie, pogłębiać życie modlitwy i znajomość Pisma Świętego” – podkreśliła s. Joanna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję