Chciałbym nawiązać do pewnych spraw, które nie są nagłaśniane przez media, lecz istnieją i dobrze służą naszym „kochanym cwaniakom”. Te sprawy to przejmowanie cudzych osiągnięć i korzystanie z nich jak z dokonań własnych. Przykładów jest tak wiele, że nie sposób ich wszystkich ująć w krótkim tekście. Niektórzy ludzie, tzw. cwaniacy, wiedzą, że solidne wykonanie zadania wymaga dużego wysiłku, a przecież wystarczy skłamać, że praca została wykonana, pobrać premię i „główka się cieszy”.
Dlatego mamy tak dużo przebiegłych krytykantów, którzy zniweczą, ośmieszą i obrzydzą działania ludzi solidnych, żeby przejąć ich sukces. Pisałem już nieraz na ten temat.
Chciałbym też upomnieć się o ludzi, którzy są krzywdzeni za narażanie się w obronie innych czy w obronie dobra społecznego. Często są oni rzucani na pożarcie zbuntowanego tłumu. A szczególnie ci, którzy ujawniają cudze grzechy. Modne dziś określenie „sygnalista” bywa jednocześnie utożsamiane z innym, mianowicie: „samobójca”... (A.M.)
Droga Redakcjo, przeczytałam list pani Anny z Podlasia, zamieszczony w tygodniku „Niedziela” z 18 grudnia 2022 r. na s. 36, pt. „Chata za wsią”, w którym pani Anna opisuje swoje życie, przez które przeszła. U mnie było jeszcze gorzej, bo ojciec moich i jego dzieci potraktował je jako niepotrzebne, przestał się nami zajmować i nas pozostawił. No cóż, dzieci wyuczyły się i odeszły, teraz muszę sobie sama dawać radę. Ich ojciec „zajmował się” alkoholem, kolegami pijaczkami, a kiedy zmarł 18 lat temu – żadnego kolegi nie było na pogrzebie...
Za zgodą ks. Marka Pieńkowskiego przekazujemy informację, że dziś został odłączony od respiratora, zaczął się komunikować za pomocą krótkich zdań i przyjął Komunię świętą pod postacią Krwi Pańskiej - czytamy w mediach społecznościowych opactwa w Jarosławiu.
Za zgodą ks. Marka Pieńkowskiego przekazujemy informację, że dziś został odłączony od respiratora, zaczął się komunikować za pomocą krótkich zdań i przyjął komunię świętą pod postacią Krwi Pańskiej. Ks. Marek dziękuje wszystkim, którzy wspierają go modlitwą. Prosi o dalszą pamięć duchową przed Bogiem.
Przy pierwszym „Zdrowaś Maryjo” jeszcze wiemy, po co się modlimy. Przy drugim przypominamy sobie, że mieliśmy odpisać na wiadomość. Przy trzecim myślimy o jutrze. Przy czwartym wraca rozmowa sprzed kilku dni. Przy piątym zastanawiamy się, czy o czymś ważnym nie zapomnieliśmy. I nagle orientujemy się, że właśnie skończyliśmy dziesiątkę. Chyba wielu z nas zna ten moment.
Bierzemy różaniec do ręki. Siadamy albo wychodzimy na spacer. Chcemy się pomodlić. Naprawdę chcemy. Przez chwilę jesteśmy skupieni, a potem myśli zaczynają biec w zupełnie inną stronę. Praca, zakupy, wiadomość, na którą wciąż nie odpisaliśmy. Ktoś, kto nas zranił. Ktoś, za kim tęsknimy. Sprawa, którą odkładamy od kilku tygodni. Coś, co wydarzyło się dzisiaj. Coś, co może wydarzyć się jutro. Czasem można odnieść wrażenie, że właśnie podczas różańca przypominamy sobie o wszystkim. I wtedy pojawia się myśl: „Przecież ja się w ogóle nie modlę”. Ale może nie do końca tak jest.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.