Przez dwie dekady przewinęło się przez nią kilkaset osób, które odkrywają jedną z najstarszych tradycji modlitwy Kościoła i uczą się spotkania z Bogiem w milczeniu.
Wrocławska grupa należy do Lubińskiej Wspólnoty Grup Medytacyjnych, założonej blisko 40 lat temu przez o. Jana Berezę, benedyktyna. – Po jednym z wyjazdów do Lubinia Paweł Głowacki, założyciel naszej grupy stwierdził, że potrzebujemy również miejsca na lokalne spotkania we Wrocławiu – mówi Monika Sypniewicz z wrocławskiej wspólnoty. Udało się je znaleźć w suterenie domu zaprzyjaźnionych osób.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Początki we Wrocławiu
Jak wspomina Maja Głowacka, od początku grupa spotykała się raz w tygodniu. Spotkania trwały ok. godziny, po czym uczestnicy rozmawiali i wspólnie pili herbatę. W 2007 r., po utracie dotychczasowego miejsca, wspólnota znalazła nowy dom u dominikanów dzięki o. Wojciechowi Czwichockiemu.
Przez grupę przewinęło się wiele osób. – Jedni pozostali na lata, inni zatrzymali się tylko na jakiś czas. Dla wielu ta wspólnota stała się miejscem duchowego wzrastania i odkrywania modlitwy polegającej na uważnej obecności – mówi pani Monika.
Nie moda, lecz tradycja
Zdarza się, że medytacja chrześcijańska budzi nieufność, ponieważ kojarzy się z religiami i praktykami dalekowschodnimi. Tymczasem jest to jedna z najstarszych form modlitwy Kościoła.
Reklama
Leszek Sypniewicz podkreśla, że pragnienie takiej modlitwy rodzi się niezależnie od kultury czy religijnego wychowania. – Medytacja to cisza i trwanie w obecności Boga, bez oczekiwań. Przychodzimy, zanurzamy się w ciszy, słuchamy słowa Bożego, a potem wracamy do codzienności. Wielu z nas praktykuje medytację także poza spotkaniami wspólnoty – mówi.
Ojciec Mariusz Woźniak, dominikanin, opiekun wrocławskiej grupy zauważa: – Medytacja jest pragnieniem wejścia w głąb i pozostania sam na sam z Bogiem. Przypominają mi się słowa Psalmu: „Zatrzymajcie się i we Mnie uznajcie Boga...”. Zatrzymanie jest naszym wysiłkiem, a reszta należy już do Boga.
– Ojciec Włodzimierz Zatorski zwracał uwagę, że choć mówimy o medytacji, w istocie chodzi o kontemplację – doświadczenie głęboko zakorzenione w tradycji Kościoła. Jak powiedział niedawno o. Maksymilian Nawara, bez wejścia w przestrzeń kontemplacji nie odnowimy Kościoła. To mocne, ale bardzo prawdziwe słowa – mówi pani Monika.
W sercu Kościoła
Członkowie grupy zwracają uwagę, że ta forma modlitwy nie stanowi alternatywy dla życia sakramentalnego, ale pomaga głębiej je przeżywać i bardziej świadomie uczestniczyć w życiu Kościoła. – Kontemplacja i medytacja są w sercu Kościoła, który tworzymy – zauważa pani Monika.
Przywołuje historię misjonarki Anny, posługującej na pograniczu Izraela i Libanu, w miejscu działań wojennych. Kiedy podczas medytacji rozlegał się alarm bombowy, schodziła do schronu, a po jego odwołaniu wracała do modlitwy. – To jest właśnie duch medytacji. Ona wraca do tej modlitwy, bo widzi w niej sens i ratunek – mówi pani Monika.
Od mówienia do słuchania
Reklama
Członkowie wrocławskiej grupy przyznają, że medytacja jest drogą długą i zwyczajną. Nie obiecuje szybkich efektów ani niezwykłych przeżyć, ale prowadzi do głębokiej przemiany człowieka.
– Medytacja jest odkrywaniem prawdy o sobie, a to nie zawsze bywa wygodne – mówi o. Mariusz i zaznacza, że właśnie wtedy możemy zobaczyć siebie takimi, jacy naprawdę jesteśmy.
Na jeszcze jeden aspekt zwraca uwagę pan Leszek. – Gdy człowiek zaczyna praktykować modlitwę i poznawać tradycję Kościoła, okazuje się, że wszystko się upraszcza. Schodzimy do poziomu jednego słowa, które nas prowadzi. Chodzi o to, aby ono zaczęło w nas żyć i abyśmy sami nim żyli. Później wchodzimy jeszcze głębiej – tam, gdzie nie potrzeba już wielu słów, gdzie zaczynamy „oddychać” imieniem Jezus – mówi.
Pan Tomasz, jeden z najbardziej doświadczonych członków grupy, dodaje: – Medytacja jest lekcją słuchania. Modlitwa zmienia się: od mówienia i myślenia do słuchania; od litanii próśb do gotowości, by naprawdę usłyszeć.
Zakończyć wojnę w sobie
Jak podkreślają członkowie grupy, medytacja może przynosić wewnętrzny pokój, ale nie jest to jej celem. Grupa medytacyjna nie jest kursem technik relaksacyjnych. Dla wielu osób staje się jednak miejscem uzdrowienia relacji z samym sobą i z Bogiem.
Pan Tomasz zaznacza, że czasem już samo zachowanie ciszy bywa trudne. Jeśli jednak uda się ten wysiłek podjąć, rodzi się coś, co później owocuje w codziennym życiu.
Reklama
– Te przestrzenie ciszy, które nosimy w sobie, oddziałują później na świat wokół nas. Może dzięki temu nie skończy się wojna na granicy izraelsko-libańskiej, ale kończy się wojna w nas samych. A gdyby każdy zakończył wojnę w sobie, ta zewnętrzna również mogłaby się skończyć – mówi pan Leszek.
Siła wspólnoty
Charyzmatem grup medytacyjnych jest przede wszystkim otwartość. Widać to zwłaszcza w sposobie przyjmowania nowych osób. – Tak naprawdę nie oczekujemy od nich niczego poza szczerym pragnieniem modlitwy. Nie muszą mieć żadnego przygotowania – mówi pani Monika.
Zaznacza, że we wrocławskiej wspólnocie spotykają się ludzie w różnym wieku, wykonujący różne zawody i będący na różnych etapach życia. – Medytacja jest dla ludzi prowadzących zwyczajne życie. Każdy, kto chce zatrzymać się w codziennym pędzie i ma pragnienie wejścia w ciszę, może dołączyć do naszej grupy – zachęca.
Członkowie grupy zgodnie podkreślają, że w medytacji trudno czasem wytrwać samotnie. Dlatego tak ważne są wspólne spotkania i towarzyszenie sobie w drodze.
– Wspólnota mobilizuje. Kiedy trudno znaleźć czas albo zwyczajnie się nie chce, świadomość czwartkowego spotkania pomaga wrócić do modlitwy – mówi pani Anna. Dodaje, że nie praktykuje jeszcze codziennej medytacji, ale we wspólnocie uczy się trwania tu i teraz.
– Przez te 20 lat bywałam we wspólnocie z różną regularnością, ale moja modlitwa trwała. Tym bardziej widzę dziś, jak cenne jest medytowanie razem z innymi. To piękne doświadczenie – podkreśla pani Liliana, jedna z pierwszych członkiń grupy.
Każdy ma swoją drogę
Reklama
– Pierwsze doświadczenia medytacji miałem z buddystami. Przeczytałem kiedyś artykuł o leczeniu narkomanów medytacją Zen i po latach byłem gotów usłyszeć o niej coś więcej. O wrocławskiej grupie medytacji chrześcijańskiej usłyszałem w ogłoszeniach po Mszy św. Od dawna myślałem, że dobrze by było, gdyby taka grupa istniała w Kościele – opowiada pan Tomasz.
Inne doświadczenie ma pani Monika. – Mąż przez wiele lat namawiał mnie do praktyki medytacji, ale wydawało mi się, że jest to praktyka wschodnia i nigdy nie będę potrafiła jej zgłębić. Wszystko się zmieniło, kiedy dowiedziałam się, że istnieje medytacja chrześcijańska – mówi pani Monika.
Pani Anna należała wcześniej do wspólnot Odnowy w Duchu Świętym. – Było tam dużo śpiewu, rozmów i modlitwy. Na tamtym etapie było mi to potrzebne. Później jednak, słuchając świadectw o głębokiej relacji z Bogiem, sama zapragnęłam czegoś więcej. I tę relację odnalazłam właśnie w ciszy medytacji – opowiada.
Jakub Nysler należał do wspólnoty jezuickiej, gdzie zetknął się z medytacją ignacjańską.
– Ale to sposób medytacji zakorzeniony w tradycji ojców pustyni pozwala mi bardziej pobyć z Panem Bogiem i dać Mu siebie takim, jakim jestem. Każdy musi odnaleźć swoją drogę w Kościele – podkreśla.
Przyjdź i zobacz!
Grupa spotyka się w każdy czwartek o godz. 20. – Jeśli chcesz choć na chwilę zatrzymać się w codziennym pośpiechu i wejść w ciszę, po prostu przyjdź. Każdy jest mile widziany – zachęcają członkowie wspólnoty.
