Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

To było pragnienie mojego serca

Z proboszczem parafii w Oleszycach ks. Arturem Schodzińskim, byłym misjonarzem w Argentynie, rozmawia Adam Łazar.

Niedziela zamojsko-lubaczowska 1/2022, str. IV-V

[ TEMATY ]

wywiad

Argentyna

misjonarz

Ks. Artur Schodzińsk

Ks. Artur Schodziński prawie 4 lata przebywał na misjach w parafii na pustyni

Ks. Artur Schodziński prawie 4 lata przebywał na misjach w parafii na pustyni

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Adam Łazar: Na początku naszej rozmowy przypomnijmy kilka faktów z życiorysu Księdza proboszcza.

Ks. Artur Schodziński: Urodziłem się w 1979 r. w Biłgoraju. Do szkoły podstawowej i średniej chodziłem w Bidaczowie, Soli i Szczebrzeszynie. Po zdaniu matury w 1998 r. wstąpiłem do seminarium duchownego. Święcenia kapłańskie otrzymałem w czerwcu 2004 r. z rąk bp. Jana Śrutwy w katedrze zamojskiej. Pierwszą moją parafią były Tyszowce, w której pracowałem 2 lata. Od 2006 do 2011 r. posługiwałem w parafii św. Karola Boromeusza w Lubaczowie. Później, przez niecały rok przygotowywałem się do misji w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Prawie cztery lata byłem na misjach w Argentynie. Po powrocie w 2016 r. do kraju, przez pół roku pomagałem w Różańcu, a następnie przez 5 lat byłem wikariuszem w parafii św. Jerzego w Biłgoraju. Od 16 sierpnia 2021 r. jestem proboszczem w Oleszycach.

Reklama

Kto miał wpływ na Księdza powołanie kapłańskie?

Na moje powołanie kapłańskie złożyło się wiele czynników. Na pewno religijność rodziców, dziadków i rodziny. Znaczącą rolę odegrała postawa ks. Adama Gorzelewskiego, który przez 37 lat posługiwał w parafii Sól. Kapłana niesamowicie ciepłego, otwartego, życzliwego i światowego. Po katechezie swoim samochodem rozwoził nas do domów. Był dla mnie wzorem kultury osobistej i kapłanem, który umie słuchać i rozmawiać. Niewątpliwie ważną rolę odegrali kapłani ze Szczebrzeszyna – ks. Józef Filipek, ks. Jarosław Nowak i ks. Tadeusz Czuk, którym posługiwałem w kościele jako ministrant. Chciałem studiować psychologię, ale widać Bóg miał wobec mnie inne plany. Po rekolekcjach wielkopostnych w 1998 r. zapadła decyzja, że będzie seminarium duchowne naszej diecezji.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Jak to się stało, że Ksiądz został misjonarzem? Na czym polegało przygotowanie do misji i jak doszło do wyjazdu do Argentyny?

Już w czasie seminarium byłem w Kole Misyjnym. To było pragnienie mojego serca. Zaraz po święceniach kapłańskich wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, gdzie chciano mnie tam zatrzymać. Ale to nie ten kraj na misje. Po odwiedzeniu misjonarzy w Brazylii, zdecydowałem, że będzie to Ameryka Południowa. Pojechałem do bp. Wacława Depo z prośbą, by wyraził zgodę. Powiedział: „Ja ci pozwalam, wybierz sobie kraj”. Skierował mnie na przygotowanie do posługi misyjnej. Wybrałem Argentynę. Były trzy zaproszenia do tego kraju. I było nas trzech chętnych. Dla mnie pozostała Patagonia, kraina geograficzna położona na terenie Argentyny i Chile. Wyjazd na misje było moją decyzją, spełnieniem pragnienia mojego serca. Pomyślałem sobie: „Nie tylko pomogę ludziom, to jeszcze będę miał szansę zrobić dobre zdjęcia”, gdyż moją pasją było fotografowanie. Przygotowanie do misji rozpoczęło się we wrześniu 2011 r. w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Przygotowanie bardzo szybkie i konkretne. Trzeba było błyskawicznie nauczyć się języka hiszpańskiego. Już w piątym miesiącu moich przygotowań, w styczniu przyjechała lektorka z Peru i trzeba było rozmawiać z nią po hiszpańsku. Uczyłem się też przedmiotów, które przydatne były na misjach. W kwietniu otrzymaliśmy od nuncjusza krzyże misyjne i czekaliśmy na możliwość wyjazdu. W tym czasie byłem w Madrycie, posługiwałem tam w zgromadzeniu zakonnym, a przy okazji poznawałem język praktycznie. W sierpniu poleciałem samolotem do Patagonii. Odbyłem daleką podróż, najpierw do Rzymu, stamtąd do Buenos Aires i jeszcze przelot ok. 2 tys. km. na południe do Patagonii. W linii prostej z Polski pokonałem trasę ok. 14 tys. km.

W jaki rejon Argentyny biskup diecezjalny skierował Księdza do pracy duszpasterskiej? Jakie były tam warunki do życia?

Nie było tam diecezji, była prałatura Esquel w ogromnej – bo liczącej ponad 70 tys. km2 – prowincji Chubut. Biskup rozważał myśl utworzenia parafii w górach i na pustyni. Pilniejszą potrzebą była parafia na pustyni. Skierował mnie do niej i od grudnia zostałem proboszczem. Parafia w Paso de lndios liczyła 23 tys km2., a więc stanowiła ? prałatury. Była kaplica, przy niej budynek, który kiedyś był domem pogrzebowym, a teraz to miała być plebania. Musiałem sam ją remontować, by dało się w niej zamieszkać. Wcześniej nie było tu księdza. Zostałem proboszczem w niesamowicie biednej parafii. Nie było tu żadnego przemysłu. Ludzie w terenie zajmowali się hodowlą owiec. Uprawy zbóż czy warzyw nie wchodziły w grę, bo nie było wody. Tam, gdzie mieszkałem, woda na bieżące potrzeby doprowadzona była z rzeki oddalonej 30 km. Energię elektryczną wytwarzały stare agregatory, które psuły się, a więc były dni bez prądu. Znajdował się szpital, ale brakowało lekarzy. Ceny w sklepach były wysokie, bo towar sprowadzano z daleka, a to kosztuje. Do najbliższego większego miasteczka było 260 km. Istniał problem ze wszystkim. Byliśmy na środku kontynentu, a tak naprawdę odcięci od świata.

Jak w takich warunkach docierał Ksiądz do wiernych, pozyskiwał nowych ludzi do wiary chrześcijańskiej?

Argentyna jest przesiąknięta protestantyzmem. W parafii, w której byłem, było 6 kościołów protestanckich. Moi parafianie byli ochrzczeni, ale bez katechezy. Brak księdza wykorzystywali pastorzy werbując wiernych do swoich wspólnot. W ich religii nie mówi się o grzechu, sakramentach świętych, nie stawia się wymagań. Były i takie wspólnoty protestanckie, które walczyły z katolicyzmem. Moimi parafianami w pierwszej kolejności byli ludzie ochrzczeni, którzy nie przeszli na protestantyzm. Podejmowałem pracę z dziećmi, przygotowując ich do I Komunii św. Na katechezę przywozili je rodzice. Chcieli posłuchać, co mówię i uczestniczyli w tym przygotowaniu pogłębiając swoją wiedzę religijną. Tak rozpoczynałem pracę z rodzicami. Podobnie było z przygotowaniem do bierzmowania. Do młodzieży docierałem poprzez prowadzenie w szkole średniej warsztatów fotograficznych. Podczas uroczystości lokalnych, Dnia Dziecka czy Dnia Matki nasza świetlica zapełniała się ludźmi, którzy przy okazji dowiadywali się o wierze katolickiej. Szukałem ludzi na pustyni, aby być z nimi, przekonać ich do siebie. Cenili sobie ten kontakt. Zapraszali mnie na uroczystości rodzinne, by m.in. zrobić im pamiątkowe zdjęcie. Moja pierwsza kolacja wigilijna była przy ognisku, jedliśmy pieczone jagnię. Ludzie nie wstydzili się, że są biedni, zapraszali do swoich domów. Poznawałem przy okazji, w jakich warunkach żyją. Starałem się im pomóc w potrzebach.

Jak wyglądało uczestnictwo we Mszy św. i innych uroczystościach kościelnych?

Msze św. odprawiałem i słowo Boże głosiłem w języku hiszpańskim. Okazało się, że język ten znacznie odbiega od tego, jaki używany był w Hiszpanii. By go poznać, prowadziłem konwersację w miejscową nauczycielką. Jak popełniałem błędy, co odważniejsi mnie poprawiali. Okazało się, że jak czytam kazanie z kartki, to mnie nie słuchają. Wtedy z pomocą przyszły dzieci. Z nimi prowadziłem kazania dialogowane, co się podobało. Msza św. musiała być z kazaniem, bo wierni chcieli usłyszeć, co ważnego ma im do powiedzenia ksiądz. Zdarzało się, że kogoś poprosiłem do czytania mszalnego, a on nie umiał czytać – tłumaczył się, że nie ma okularów. Jak zorganizowałem pierwszą procesję na Boże Ciało, to ludzie się zatrzymywali, wyciągali telefony komórkowe, robili zdjęcia. Nigdy czegoś podobnego nie widzieli. Podobnie było, gdy podczas pogrzebu szedłem w sutannie. Były wspólnoty, w których niedzielne Msze św. odprawiałem w innym dniu tygodnia. Przyjazd księdza do takiej wspólnoty, to nie tylko sprawowanie sakramentów, ale i pomoc materialna. Jadąc, zabierałem na swój terenowy samochód to wszystko, co było do wzięcia w Caritasie i rozdawałem. Jak powiedział jeden z misjonarzy, gdy komuś burczy w brzuchu, to nie myśli o Panu Bogu. Ksiądz w miejscu zamieszkania wiernych udzielał im pomocy socjalnej. Dla nich było czymś niesamowitym, że ksiądz z bogatej Europy, z dobrych warunków, nagle postanawia zamieszkać na pustyni, dzielić z nimi dole i niedole. Widzieli, że nie miałem nic lepszego niż oni. Musiałem sobie przywieźć drewno z odległych Andów, wysuszyć je, narąbać, napalić w kościele i plebani. Podobnie było z zakupami żywności, gromadzeniem zapasów wody i innych rzeczy potrzebnych do życia. Nawet gdy nie miałem koloratki, wszyscy wiedzieli, że jestem księdzem, a i protestanci mnie pozdrawiali. Posługa misyjna, choć trudna, dawała mi wiele satysfakcji. Część mojego serca została w Patagonii. Mam nadzieję, że jeszcze tam wrócę, chociażby tylko odwiedzić znajomych.

2021-12-28 11:17

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Misje warto kochać

Niedziela bielsko-żywiecka 45/2016, str. 5

[ TEMATY ]

misje

misjonarze

misjonarz

PB

Spotkanie grup misyjnych w Aleksandrowicach

Spotkanie grup misyjnych w Aleksandrowicach
Misjonarz to nie jest osoba bohaterska. Ma po prostu powołanie misyjne i może je realizować dzięki naszym modlitwom i naszej pomocy materialnej. Proszę byście nie zapomnieli o misjonarzach – mówił w bielskiej parafii św. Maksymiliana o. Luca Bovio ze Zgromadzenia Matki Bożej Pocieszenia, sekretarz krajowy Papieskiej Unii Misyjnej. Kapłan na co dzień pracujący w Warszawie gościł w Bielsku-Białej, aby przybliżyć wiernym tematykę misji i wziąć udział w spotkaniu grup misyjnych z naszej diecezji. Podczas niedzielnych kazań o. Luca odwołując się do hasła tegorocznego Tygodnia Misyjnego „Ochrzczony znaczy posłany” przypomniał, że Polska zawdzięcza swoją1050-letnią historię działaniu misjonarzy. – Mieszko I przyjął chrzest ponieważ misjonarze przybyli tutaj, głosili Ewangelię – powiedział pochodzący z Mediolanu kapłan. Podziękował także za modlitewne i materialne wsparcie misyjnych działań w Kościele. Oprócz głoszonego w aleksandrowickiej świątyni słowa, o misjach przypomniał także misyjny kiermasz. Parafianie mogli wesprzeć misjonarzy nabywając różańce misyjne, kalendarze, książki, wśród których był także świeżo wydany biograficzny album o męczenniku z Pariacoto bł. Michale Tomaszku z podżywieckiej Łękawicy. Ponadto przez cały dzień młodzież kwestowała na cele misyjne. W przeddzień Misyjnej Niedzieli w Aleksandrowicach spotkali się przedstawiciele kół misyjnych naszej diecezji. Mszy św. przewodniczył ks. Piotr Jarosz z Żywca, a homilię wygłosił o. Luca. – Dziękuję wam za to, że kochacie misje. Bo misje kochać warto – powiedział do uczestników spotkania kapłan z Mediolanu. Po wspólnej modlitwie wszyscy udali się do parafialnej kawiarenki Emaus, by omówić bieżące sprawy związane z działalnością parafialnych kół misyjnych. Misyjną działalność wspierano w wielu innych parafiach. W parafii św. Maksymiliana Męczennika w Oświęcimiu gościł ks. Don Bosco z Indii, który obecnie posługuje w Belgii. Jak podkreślił ks. proboszcz Józef Niedźwiedzki – misjonarz głosił słowo Boże, dzieląc się radością Dobrej Nowiny, a równocześnie ukazując złożoność sytuacji, w jakiej znajdują się chrześcijanie w różnych stronach świata, np. w Indiach. Zaś 1 listopada Zespół Misyjny rozprowadzał kalendarze na nowy rok. W ostatnim czasie wiele parafii wspierało misyjną działalność Kościoła. W konkatedrze kazania głosił ks. Dariusz Komadowski, posługujący w gruzińskiej Arali, prosząc też o ofiarę na pomoc tamtejszemu Kościołowi. Nieco wcześniej żywiecką parafię odwiedziła s. Bonawentura Barcik pracująca w Boliwii. W październiku misjonarz z Tanzanii ks. Krzysztof Dybał gościł w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Skoczowie. Także Siostry Pasterzanki – Służebnice Matki Dobrego Pasterza odwiedziły diecezję, o swojej działalności opowiadając w parafii Imienia NMP w Cieszynie-Bobrku.
CZYTAJ DALEJ

Przywrócona do życia

Nadzwyczajne łaski za wstawiennictwem św. Krescencji wymadlane są nieprzerwanie od jej śmierci w 1744 r. A pomocy katolickiej zakonnicy wzywają nawet niemieccy protestanci.

Siostra Maria Krescencja przyszła na świat jako Anna Höss w ubogiej, wielodzietnej rodzinie tkaczy z bawarskiego miasteczka Kaufbeuren. W wieku 21 lat wstąpiła do klasztoru Franciszkanek w Kaufbeuren. Zasłynęła mądrością, niezliczone rzesze ludzi zgłaszały się do niej z prośbą o radę w sprawach zarówno duchowych, jak i doczesnych. Zmarła w opinii świętości. Jej grób zaczęły nawiedzać tysiące pielgrzymów, z czasem miejsce jej spoczynku stało się jedną z najczęściej wybieranych pielgrzymkowych destynacji.
CZYTAJ DALEJ

Rozmowa z Ojcem: V niedziela Wielkiego Postu

2025-04-05 10:00

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

Episkopat News

Jak wygląda życie codzienne Kościoła, widziane z perspektywy metropolii, w której ważne miejsce ma Jasna Góra? Co w życiu człowieka wiary jest najważniejsze? Czy potrafimy zaufać Bogu i powierzyć Mu swoje życie? Na te i inne pytania w cyklicznej audycji "Rozmowy z Ojcem" odpowiada abp Wacław Depo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję