Reklama

Wiadomości

Chciałbym pojechać do Rzymu

Z prezesem PKP Intercity Jackiem Leonkiewiczem rozmawia Artur Stelmasiak

Niedziela Ogólnopolska 11/2016, str. 44-45

[ TEMATY ]

wywiad

pociąg

Artur Stelmasiak

Prezes PKP Intercity Jacek Leonkiewicz zapowiada przygotowanie na Światowe Dni Młodzieży 2016 biletu pielgrzyma do podróżowania w regionie lub w całej Polsce

Prezes PKP Intercity Jacek Leonkiewicz zapowiada przygotowanie na Światowe Dni Młodzieży 2016 biletu pielgrzyma do podróżowania w regionie
lub w całej Polsce

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

ARTUR STELMASIAK: – Tygodnik Katolicki „Niedziela” z okazji jubileuszu 90-lecia organizuje pielgrzymkę kolejową z Częstochowy do Watykanu. Nasz pociąg obsługiwany jest przez PKP Intercity. Czy Prezes Intercity wybiera się z nami?

JACEK LEONKIEWICZ: – Z chęcią bym pojechał, ale 2 miesiące temu urodziła mi się córka. Pomagam więc żonie w opiece nad dziećmi, zwłaszcza nad starszym, 2-letnim synem. To ważny okres w życiu mojej rodziny i staram się jak najwięcej czasu spędzać w domu z najbliższymi.

– Ma Pan czego żałować, bo dla każdego miłośnika kolei przejazd XIX-wiecznymi wiaduktami i tunelami przez Alpy to wyjątkowa gratka. Takiej podróży do Rzymu nie da się porównać z lotem samolotem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– To na pewno wyjątkowe doświadczenie. Mam nadzieję, że będę miał jeszcze kiedyś okazję wziąć udział w takim wydarzeniu i jechać z całą rodziną.

– PKP Intercity zanotowało w 2015 r. wzrost liczby pasażerów i lepszy wynik finansowy, po wieloletniej zapaści. Czyja to zasługa?

Reklama

– Mówi się, że sukces ma wielu ojców. W tym przypadku to prawda, bo na ubiegłoroczne dobre wyniki ciężko pracowali wszyscy pracownicy, cała firma. Mocno walczyliśmy o odzyskanie pasażerów i udało nam się to – w 2015 r. podróżowało z nami o blisko 6 mln pasażerów więcej. Warto też podkreślić, że nie osiągnęlibyśmy sukcesu bez współpracy z innymi podmiotami kolejowymi, np. zarządcą infrastruktury PKP PLK.

– Ale da się wymienić kilka czynników, które na to wpłynęły.

– Po pierwsze, w ostatnim roku zakończono wiele remontów na torach. Dla nas oznacza to, że na sporej części tras, po których kursują nasze pociągi, skróceniu uległ czas przejazdów i mogliśmy skonstruować bardziej atrakcyjny rozkład jazdy. Mamy też nowe, komfortowe pociągi. Oprócz Pendolino jeżdżą pociągi Pesa Dart i Flirty. Ponadto kupiliśmy i zmodernizowaliśmy 260 wagonów i kilkadziesiąt lokomotyw. W ostatnich latach wydaliśmy ponad 5,5 mld zł na nowy tabor. Zaproponowaliśmy również bilety w dobrych cenach. Synergia tych 3 elementów sprawiła, że jesteśmy coraz bardziej konkurencyjni dla innych środków transportu.

– Jaka jest przyczyna tak wielkich inwestycji po wielu latach zapaści?

– Gdyby nie doszło do tych inwestycji, to nasza spółka straciłaby zdolność świadczenia swoich usług transportowych. Ostatnie lata były dla nas bardzo trudne. Dlatego tak kluczowy był projekt odnowy taboru. Cieszę się, że teraz większość naszej floty jest na europejskim poziomie i zapewnia komfortową podróż.

– O Pendolino było głośno z różnych powodów. Wasze pociągi stały się bohaterami kampanii wyborczej. Ten szum pewnie wam pomógł.

Reklama

– Wprowadzenie Pendolino rzeczywiście wywołało duże zainteresowanie. Ale to właśnie pokazuje, jak ważny był to projekt. Właściwie każdy Polak słyszał o tych nowoczesnych pociągach. Cieszę się, że pasażerowie je polubili.

– To może wzrost liczby pasażerów w 2015 r. był wywołany zwykłą ludzką ciekawością...

– Przez wiele lat byliśmy kojarzeni ze starymi pociągami, które nie cieszyły się dobrą renomą. Pojawienie się pociągów Pendolino na torach było pierwszą zmianą, którą mogli odczuć pasażerowie. Na pewno część osób wybrała się w podróż tym nowoczesnym pociągiem z ciekawości. Ale dzięki temu mogli zobaczyć, że nie tylko pociąg jest nowy – wprowadziliśmy też korzystne ceny biletów, podnieśliśmy jakość obsługi, zaprezentowaliśmy wyszkolone drużyny konduktorskie. Dla nas to jest niepowtarzalna okazja, aby zmieniło się postrzeganie PKP Intercity – chcielibyśmy być widziani jako firma, która jest nowoczesna i budzi zaufanie klientów. Ci, którzy pojechali raz z ciekawości, dzięki dobrym doświadczeniom pojechali kolejny raz i przy okazji powiedzieli o tym znajomym – tak buduje się przywiązanie pasażera do firmy.

– Będą jeździć też klasyczne składy?

Reklama

– Klasyczne składy zestawione z lokomotywy i wagonów nadal będą jeździć. Są połączenia, na których wagony lepiej się sprawdzają i możemy elastycznie zmniejszać lub zwiększać liczbę miejsc w pociągu. Ponadto część pasażerów woli podróżować w wagonach z przedziałami. Dlatego w najbliższym czasie będziemy dalej modernizować nasze zasoby. Chcemy, aby były one przyjazne i dostosowane do wymagań współczesnych klientów. Dziś standardem w podróżowaniu są dostęp do Wi-Fi oraz miejsca dla niepełnosprawnych i rodzin z małymi dziećmi. Pracujemy nad projektem wagonu, który będzie odpowiadał na potrzeby różnych grup klientów, szczególnie tych wymagających opieki ze strony drużyny konduktorskiej. Planujemy w nim m.in. kącik dla dzieci, miejsce, gdzie rodzice będą mogli podgrzać pokarm czy przewinąć niemowlę. Jest to projekt nowatorski na skalę europejską.

– Jakość obsługi też się zmienia?

– Cały czas szkolimy drużyny konduktorskie, aby jak najlepiej opiekowały się podróżnymi. Wprowadziliśmy też procedury, które ułatwiają pracę czy całe procesy. W tak dużej firmie muszą panować klarowne zasady. Jedną z nich są procedury dotyczące sytuacji trudnych, np. co robić, gdy pociąg stanie w szczerym polu. W zeszłym roku mieliśmy przypadek, że skład, z powodu połamanych drzew, utknął w miejscu bardzo trudno dostępnym. Okazało się, że jechała nim rodzina z dzieckiem na bardzo ważną operację do Warszawy. Drużyna konduktorska powiadomiła nasze Centrum Wsparcia Klienta, które szukało sposobu, aby rodzina mogła dojechać na czas do szpitala. Pamiętam, że wydzwanialiśmy o trzeciej nad ranem do Poznania, aby znaleźć samochód terenowy, który dostanie się w to trudno dostępne miejsce. Wszystko zakończyło się dobrze i rodzina zdążyła na operację. Oczywiście, taka akcja była dla nas kosztowna, ale nie o to chodzi. Przede wszystkim pomogliśmy dziecku, ale też pokazaliśmy, że jesteśmy firmą, na której można polegać w trudnych sytuacjach. Myślę, że ta rodzina, pomimo niedogodności, będzie dalej korzystać z naszych usług.

– Mówi Pan o wielkich inwestycjach i o zmianach mentalnych na kolei. Czy zawód kolejarza ma w Polsce przyszłość?

Reklama

– W ostatnim półroczu zatrudniliśmy ok. 300 nowych konduktorów. Prowadzimy też rekrutację maszynistów oraz cały czas szkolimy ich pomocników. Mamy nawet pierwszą kobietę maszynistkę. Dziś praca w PKP Intercity jest też całkiem nieźle wynagradzana. Kolej zmienia się więc pod każdym względem, również jako pracodawca.

– A czy te bardzo duże inwestycje mogą przyczynić się do tego, że Polska będzie miała przemysł kolejowy?

– W ostatnich latach przewoźnicy bardzo dużo zainwestowali w nowy tabor; nasze inwestycje np. były rekordowe. Jednak zamówienia nie będą się stale utrzymywać na tak wysokim poziomie. Rok 2016 będzie pod tym względem słabszy niż 2015. Branża kolejowa musi szukać innych rynków, bo Polska jest za mała. Jeśli uda się naszym zakładom pozyskać zagranicznych klientów, to będą się rozwijać, choć oczywiście my wciąż inwestujemy i na pewno będziemy w najbliższych latach wciąż bardzo ważnym klientem dla rodzimych producentów taboru.

– Kolej jest wynalazkiem XIX-wiecznym. Przez 200 lat pociągom wyrosła spora konkurencja. Mamy nowe lotniska i autostrady. Linie lotnicze OLT-Express – delikatnie mówiąc – okazały się niewypałem, ale PolskiBus odbiera wam klientów. Jak sobie radzicie z tą konkurencją?

– Na coraz większej liczbie tras odzyskujemy przewagę, a nawet zmuszamy konkurencję do rezygnacji. Przykładem tego może być Olsztyn, z którego PolskiBus się wycofał. Teraz walczymy o Białystok, gdzie jeżdżą nasze nowoczesne pociągi Pesa Dart. Jesteśmy szybsi i bardziej komfortowi niż autobusy. Klienci otrzymują lepszą usługę za niewiele większą cenę.

– Kolej jest środkiem transportu przyszłości?

Reklama

– Wiele na to wskazuje. Polska jest zbyt dużym krajem na komunikację autobusową i zbyt małym na lotniczą. To duży atut i szansa dla transportu kolejowego.

– Ile w tej chwili ludzi podróżuje pociągami PKP Intercity?

– I ile dokładnie osób podróżuje w tym momencie, będziemy wiedzieli, jak spłyną dane za dany dzień, a dziś (rozmawiamy w piątek – przyp. A. S.) będzie to nawet ponad 100 tys. osób. Średnio w ciągu dnia przewozimy ok. 70-90 tys. osób.

– Czyli kieruje Pan przedsiębiorstwem, które codziennie przewozi kilka miast powiatowych.

– Można tak powiedzieć. Ale to nie moja zasługa, tylko ponad 7 tys. ludzi, którzy pracują w PKP Intercity.

– Wiele uwagi poświęca się dziś polityce prorodzinnej oraz seniorom. Jak pod tym względem kształtują się ceny państwowego przewoźnika?

– W ubiegłym roku wprowadziliśmy specjalny bilet dla seniorów. Muszę powiedzieć, że jest to grupa naszych klientów, która najszybciej się zwiększa. Mamy też duże zniżki dla posiadaczy Karty Dużej Rodziny, ale także pakiety dla mniejszych rodzin. Myślę, że nasza oferta może być konkurencyjna nawet dla podróży samochodem.

– Czy PKP ma w swojej ofercie połączenia międzynarodowe?

– Jeździmy na Ukrainę, do Moskwy, Berlina, Wiednia, Budapesztu i Pragi. Są klienci, którzy z różnych powodów wolą pociąg niż samolot. Nie ukrywam, że bardzo nas to cieszy.

Reklama

– Często się zdarza, że organizowane są pielgrzymki pociągami albo jakieś wyjazdy na zamówienie?

– Są pielgrzymki, ale zawsze mogłoby być ich więcej. Mieliśmy pielgrzymkę do Lourdes oraz wiele razy jeździliśmy do Rzymu. 2 lata temu 5 pociągów pojechało na kanonizację bł. Jana Pawła II. Tu muszę pochwalić bardzo dobrą współpracę z biurem podróży Koltur, które organizuje pielgrzymki kolejowe. Często wynajmujemy pociągi na terenie Polski dla dużych firm, które zamawiają transport np. na wyjazdy integracyjne, a podczas przejazdu mają szkolenia w wagonie konferencyjnym.

– W lipcu br. będziecie mieli więcej pracy podczas Światowych Dni Młodzieży. Czy to będzie dla was duże wyzwanie?

– Na pewno będzie to ogromne wyzwanie logistyczne. Skorzystamy więc z doświadczenia, które zdobyliśmy podczas Euro 2012. Choć spływają do nas zamówienia z różnych diecezji, to jednak musimy przygotować się na dużo większą liczbę pasażerów. Wiemy, że sporą grupę będą stanowić pielgrzymi indywidualni. Zachęcamy ich do tego, aby z wyprzedzeniem planowali podróż i kupowali bilety na pociąg. Wtedy jesteśmy bowiem w stanie przygotować większą liczbę miejsc w składach. Jeżeli natomiast przyjdzie spora grupa pasażerów i będzie chciała kupić bilet tuż przed odjazdem, to może się okazać, że nie będzie biletów na wszystkie połączenia lub nam samym zajmie więcej czasu dołączenie dodatkowych wagonów.

– Jaką ofertę szykujecie dla pielgrzymów ŚDM?

– Chcemy przygotować bilet pielgrzyma, który będzie uprawniał do podróżowania po danym regionie lub po całej Polsce. Zakładamy, że jeżeli przyjedzie ktoś z zagranicy, to oprócz Krakowa będzie może chciał zwiedzić także Zakopane, Warszawę czy Trójmiasto. Zależy nam, aby młodzi ludzie z całego świata dobrze zapamiętali nasz kraj i naszą firmę. Mam nadzieję, że kiedyś wrócą do nas ze swoimi znajomymi lub rodziną i znów wsiądą do pociągów PKP Intercity... Tak buduje się dobrą pozycję marki.

2016-03-09 08:35

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Strażnicy „przestarzałych wartości”

Niedziela Ogólnopolska 12/2016, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Grzegorz Boguszewski

Edmund Muszyński

Edmund Muszyński

Z Edmundem Muszyńskim i Mirosławem Widlickim o nowym szturmie na PAST-ę i walce o ideały Armii Krajowej rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jest Pan, Panie Prezesie, jednym z nielicznych już, niestety, przedstawicieli pokolenia Armii Krajowej... EDMUND MUSZYŃSKI: – Jednym z ostatnich i coraz bardziej bezsilnych, nie tylko z powodu stanu zdrowia. Bardzo martwi mnie stan naszego AK-owskiego środowiska. Choć jest w nim wciąż jeszcze wielu ludzi prawdziwych, doskonale czujących przesłanie Armii Krajowej, to jestem bardzo zniesmaczony postawą tych, którzy od kilku już lat decydują o naszym Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Tak naprawdę trudno mi powiedzieć, kim są ci ludzie, bo na pewno nie rozumieją słów: „Bóg, Honor i Ojczyzna”. – Kim zatem są dzisiejsi członkowie Światowego Związku Żołnierzy AK? MIROSŁAW WIDLICKI: – W ostatnich latach rzeczywiście coraz trudniej to określić. I takie pytania zadają nam członkowie terenowych kół AK. Sprawa była oczywista w latach 90. ubiegłego wieku, gdy żyło jeszcze wielu dowódców AK, gdy wszyscy dobrze się znali i na ogół znali swoją przeszłość. Po 2000 r. szeregi poszerzały się o wolontariuszy – takich jak ja – niekombatantów, ale przybywało też członków kombatantów, których nie miał kto weryfikować i którzy następnie trafiali do władz różnych szczebli, również do Zarządu Głównego. – Czy częste są dziś życiorysy AK-owskie niedostatecznie uwierzytelnione? M. W.: – To przykre, ale krążą takie opinie, a te przypadki, nawet jeśli nie są zbyt częste, to i tak podważają wiarygodność całego związku. Poza tym w ostatnich latach, w czasach docierającej do nas liberalizacji, można zaobserwować odchodzenie związku od swoich ideałów. Gdy pan prezes Muszyński napisał piękną „Preambułę” do naszego statutu (aby przeciwstawić się tej liberalizacji), wywołało to protesty, Zarząd Główny przegłosował odrzucenie „Preambuły”. – Dlaczego? M. W.: – Dlatego, że była zbyt „bogoojczyźniana”, a teraz to nie na czasie. Dwadzieścia lat temu taka reakcja byłaby nie do pomyślenia. Bardzo więc stępiła się ta szczególna czujność, nawet w ludziach powołujących się na etos AK, a niedługo już nie będzie tych, którzy dziś starają się tę czujność budzić... – Światowy Związek Żołnierzy AK stara się jednak przekazać swą wartę następnemu pokoleniu, poprzez tzw. członków nadzwyczajnych... M.W.: – Ludzie młodsi, niekombatanci, jeśli deklarują przywiązanie do wartości i etosu Armii Krajowej i chcą czynnie i całkowicie bezinteresownie pracować w związku, by zaszczepić ten etos szczególnie w młodym pokoleniu, otrzymują status członka nadzwyczajnego – bez praw wyborczych. Po roku działalności i pozytywnej opinii prezes okręgu ma prawo nadać im status członka zwyczajnego – z prawami wyborczymi, lecz oczywiście bez uprawnień kombatanckich. Taki właśnie status ja posiadam. Mimo że jestem z młodszego pokolenia, to podobnie jak pan prezes Muszyński ubolewam nad odchodzeniem (mam nadzieję, że to wyjątki) od Boga, ale i z honorem jest różnie. E. M.: – Niedawno byłem bardzo zdumiony tym, że kilka osób przyjęło medale zasługi od... prezydenta Niemiec. Choć tego nie nagłaśniano. M. W.: – Prezydent Niemiec wręczył te odznaczenia powstańcom warszawskim, odpowiednio dobranym członkom naszego związku. Naszym zdaniem, przyjmowanie ich było co najmniej dwuznaczne moralnie i mogło budzić niesmak. E. M.: – Ja z zasady odmawiałem przyjmowania odznaczeń. Przyjąłem tylko Krzyż Armii Krajowej i Krzyż Partyzancki. – Kiedy, Panów zdaniem, zaczęły się te „budzące niesmak” zmiany? E. M.: – Moim zdaniem, widać je wyraźnie od czasu, gdy w Polsce zaczęli rządzić liberałowie, czyli Platforma Obywatelska. Wcześniej nikt w naszym środowisku nie ośmielał się kwestionować wartości, z których wyrasta etos AK. Nagle okazało się, że wszystko można wyśmiać, nawet splugawić, a w najlepszym razie przemilczeć. M. W.: – Dwa lata temu pewna szkoła przyjęła imię jednego z naszych bohaterów lotników i... na jej sztandarze zabrakło słowa „Bóg”, jest tylko „Honor i Ojczyzna”. Komuś przyszło do głowy, żeby tak ocenzurować sztandar. – Pytaliście, dlaczego tak się stało? E. M.: – Nie miał kto zadać tego pytania, bo na uroczystość nawet nas nie zaproszono. Może dlatego, że byśmy tam tylko przeszkadzali jako strażnicy „przestarzałych wartości”. M. W.: – Po prostu atmosfera poprawności politycznej trafiła pod strzechy. Decyzję w tej konkretnie sprawie najprawdopodobniej podjęli sami nauczyciele tej szkoły, może rodzice, a w najmniejszym stopniu młodzież. – Kłopoty z wypełnianiem misji ŚZŻAK nie polegają więc dziś tylko na tym, że odchodzą już ci, którzy swym życiem zaświadczali, czym jest hasło: „Bóg, Honor i Ojczyzna”... M. W.: – Faktem jest, że jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy wśród nas była większa liczba dowódców o niekwestionowanym autorytecie, łatwiej było wypełniać tę patriotyczną misję w obronie najważniejszych polskich wartości. E. M.: – Istotnie, od kilkunastu lat nie tylko na tym polegają nasze kłopoty. Wystarczy tu przypomnieć perturbacje z zakładaniem Fundacji Polskiego Państwa Podziemnego, która miała być materialną bazą dla działalności ŚZŻAK. Kiedy zaczynaliśmy powoływać fundację w roku 1998, było jeszcze całkiem uczciwie... – Co to znaczy? E. M.: – Założycielami fundacji mieli być pospołu Światowy Związek Żołnierzy AK i warszawski Urząd Wojewódzki. W końcu jednak jedynym fundatorem został nasz związek. Tak się złożyło, że wybrano mnie na pierwszego prezesa fundacji. To było w czasie, kiedy kończyły się rządy Jerzego Buzka, a AWS tracił poczucie bycia partią uczciwą. Przygotowałem wtedy projekt statutu, potem kolejne, których z jakiegoś powodu długo nie chciano zaakceptować w Krajowym Rejestrze Sądowym. W końcu, po pokonaniu licznych kłód pod nogami, we wrześniu 1999 r. statut został zarejestrowany. Fundacja mogła więc wreszcie przyjąć darowiznę – czyli przejąć budynek PAST-y. Ale to nie koniec kłopotów. Prawdziwa walka dopiero się zaczęła. – Zaczęła się nowa walka o PAST-ę? E. M.: – Tak, i to równie zacięta jak ta w 1944 r. Od początku było jasne, że ktoś za wszelką cenę chce nam uniemożliwić przejęcie PAST-y, czyli jej nieodpłatne scedowanie przez Skarb Państwa na rzecz naszej fundacji. Państwo musiało wypłacić sowite odszkodowanie firmie do tej pory administrującej tym budynkiem tylko w zamian za to, że nie będzie ona pretendowała do tytułu własności. O ile pamiętam, było to 960 tys. zł – ostatnie pieniądze, które miał do dyspozycji premier Buzek przed podaniem się do dymisji. M. W.: – Gdyby nie to odszkodowanie, sprawa przez lata toczyłaby się w sądach, a z darowizny na rzecz naszego związku nic by nie wyszło. I tamta firma nadal by sobie pasożytowała na budynku PAST-y, podobnie jak czyniło to w innych miejscach wiele pokomunistycznych firm. – Można powiedzieć, że to pan prezes Muszyński ponownie odbił PAST-ę? M. W.: – Jak najbardziej, choć dzisiaj wielu się do tego przyznaje... E. M.: – ...a nie mają nawet bladego pojęcia, jak ostro wtedy było. Po zarejestrowaniu statutu zaczęła się wojna podjazdowa – i to na wielu frontach – mająca nam uniemożliwić przejęcie PAST-y. W urzędzie wojewódzkim zadziałał ktoś wpływowy; urzędnicy zaczęli mnożyć trudności, zwłaszcza wicedyrektor wydziału gospodarki ziemią i geodezji, który aby rzecz maksymalnie utrudnić, przygotował specjalne plany geodezyjne wręcz uniemożliwiające przekazanie nam działki, na której stoi budynek PAST-y. M. W.: – Działkę podzielono na dwie części – umyślnie w taki sposób, że część budynku PAST-y z windą wydzielono i przypisano do działki sąsiedniej! Chciano tak skomplikować sytuację prawną, by uniemożliwić, a co najmniej na bardzo długo odwlec przekazanie budynku Związkowi AK. To wszystko by się powiodło – bo ten chytry zabieg utrzymywano w ścisłej tajemnicy – gdyby nie to, że jedna z wysokich urzędniczek uczciwie ostrzegła pana prezesa Muszyńskiego, że coś takiego się kroi. E. M.: – To prawda. Nikomu o tym nie mówiłem, ale wtedy zacząłem osobiście atakować wojewodę. Umowę przekazania darowizny, oczywiście, przedłożyłem wcześniej radcom prawnym w Ministerstwie Skarbu Państwa. Nikt tam nie miał żadnych zastrzeżeń. Pojawiły się one potem nagle – zaczęto domagać się od nas kolejnych bezsensownych dokumentów. Do końca nie byliśmy pewni, czy podpisanie umowy w ogóle kiedykolwiek nastąpi, gdyż targi były niezwykle ostre. Strona przeciwna – na dobrą sprawę nie wiadomo kogo reprezentująca, nieżyczliwa – do końca miała chyba nadzieję, że do tego podpisania, mimo wcześniejszych uzgodnień, jednak nie dojdzie. Pomogły wspierające nas działania dyrektor Wydziału Skarbu Państwa i Przekształceń Własnościowych Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego Bożeny Grad, a szczególnie szefa Kancelarii Premiera Buzka ministra Mirosława Koźlakiewicza; przyszło polecenie od premiera, aby pan wojewoda podpisał dokument. To było 10 listopada 1999 r. – Miał Pan wówczas wielką satysfakcję, poczucie zwycięstwa? E. M.: – Tak, ale to poczucie trwało krótko, ponieważ już następnego dnia nie dostąpiłem zaszczytu uroczystego przejęcia budynku z rąk premiera Buzka... PAST-ę przejmował ówczesny prezes Światowego Związku Żołnierzy AK płk Stanisław Karolkiewicz, sam. Mnie zignorowano... Mimo że przecież byłem prezesem zarządu fundacji, adresatem całej korespondencji w tej sprawie, mimo że – powiem nieskromnie – przez wiele miesięcy sam walczyłem o PAST-ę. – Cóż, taki zawsze był w Polsce los prawdziwych, najbardziej zasłużonych AK-owców, Panie Prezesie. E. M.: – Pozostała mi tylko satysfakcja, że się udało, bo sam najlepiej wiem, że mogło się nie udać. – Ale zasłużył Pan chyba na wdzięczność AK-owskiego środowiska? E. M.: – No właśnie, najsmutniejsze jest, że tego nie jestem pewien... M. W.: – Obydwaj z Prezesem jesteśmy w komisji statutowej związku i tak się składa, że wszystkie nasze najważniejsze poprawki do statutu zostały w głosowaniu odrzucone, m.in. wprowadzenie do statutu „Preambuły” i przywrócenie może nie Rady Naczelnej, ale Rady Starszych (złożonej z kilku powszechnie szanowanych kombatantów), która dbałaby o kręgosłup moralny związku i zabierałaby głos w sprawach ważnych dla Polski, którego dziś brakuje. E. M.: – A ja mimo wszystko nie tracę nadziei, że w Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej zajdzie jakaś dobra zmiana. * * *
CZYTAJ DALEJ

Nie zamiast was, ale przed wami

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Agata Kowalska

„Wy mówicie: Sposób postępowania Pana nie jest słuszny”. Ezechiel przytacza zarzut wygnańców i odpowiada na niego całym osiemnastym rozdziałem, z którego liturgia daje dziś zwieńczenie. Izrael na wygnaniu powtarzał przysłowie o ojcach, którzy jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom, w przekonaniu, że cierpi się za cudze winy. Prorok w imieniu Boga ogłasza zasadę, która była w tamtym świecie rewolucją: „umrze tylko ta osoba, która grzeszy”. Odpowiedzialność jest osobista. Trudno przecenić, co to zdanie uczyniło z ludzkim myśleniem o winie. Odpowiedzialność zbiorowa i dziedziczna, oczywistość archaicznych porządków, zostaje tu zakwestionowana u samych podstaw. Prawo Kościoła zbuduje na tym fundamencie całą swą naukę o poczytalności. Nikt nie podlega karze, jeśli czyn nie jest mu ciężko poczytalny z winy umyślnej lub nieumyślnej (kan. 1321 § 1), a domniemania działają na korzyść osoby. Grzech się nie dziedziczy jak dług rodowy. Wina jest zawsze czyjaś, imienna. Ezechiel idzie jednak dalej, i to jest właściwa pointa. Skoro odpowiedzialność jest osobista, to i nawrócenie jest zawsze możliwe. „Jeśli bezbożny odstąpił od bezbożności, którą uprawiał, a postępuje według prawa i sprawiedliwości, zachowa duszę swoją przy życiu”. Przeszłość nie jest wyrokiem. Człowiek nie jest sumą swoich akt. Bóg patrzy na to, kim człowiek się staje. To dokładnie ta logika, którą Jezus rozwinie dziś w przypowieści o dwóch synach. Liczy się końcowe „poszedł”.
CZYTAJ DALEJ

Imieniny abp. Wacława Depo

2026-09-28 10:59

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

BPJG

Abp Wacław Depo

Abp Wacław Depo

Wytrwałości i odwagi w prowadzeniu siebie i innych „ku Chrystusowi Odkupicielowi człowieka”, opieki Matki Bożej w codzienności! – życzymy obchodzącemu dziś imieniny abp. Wacławowi Depo, metropolicie archidiecezji częstochowskiej.

Figura św. Wacława jest darem śp. bpa Wacława Wyciska z Opola oraz bpa Jana Wieczorka - seniora gliwickiego, którzy ocalili ją od zniszczenia z jednego z czeskich kościołów i odnowioną przekazali na Jasną Górę. Przez długi czas był to „zagadkowy święty”, bo nie można było stwierdzić jaki to święty, dopiero po latach okazało się, że to św. Wacław.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję