Skandal, skandal, skandal. To najczęściej używane słowo podczas ostatniej debaty w Parlamencie Europejskim w Strasburgu w sprawie „Volkswagengate”. Dotyczy ona fałszowania pomiaru emisji spalin w samochodach tej marki z silnikiem Diesla.
Niemiecki koncern zamówił również w niemieckiej firmie Bosch urządzenie, które podczas testów wykazywało niską emisję szkodliwych substancji, ale podczas normalnego użytkowania silnik wydalał o wiele więcej oparów, przewyższających nie tylko unijne, ale i światowe normy. Stosowany od kilku lat przekręt zdemaskowany został w Stanach Zjednoczonych, które sprawę nagłośniły, wstrzymały u siebie sprzedaż aut tej marki oraz domagają się ponad 18 mld dolarów odszkodowania za naruszanie norm ochrony środowiska. Okazało się, że problem jest szerszy i dotyczy oprócz USA i Europy także innych regionów świata, gdzie jeździ blisko 11 mln aut z podobnymi silnikami i wmontowanym sprytnym oprogramowaniem fałszującym. W innych autach niemieckich i francuskich odkryto, że fabryki fałszują informacje dotyczące zużycia paliwa nawet o połowę. Obecnie pod pręgierzem postawiono flagową markę niemiecką Volkswagen. Na marginesie warto zauważyć, że stworzył ją Ferdinand Porsche na wyraźne życzenie Adolfa Hitlera, który był autorem jej nazwy. Sytuacja jest bardziej niż żenująca.
Unia Europejska od lat walczy z rzekomym globalnym ociepleniem i wprowadza ograniczenia emisji szkodliwych substancji do atmosfery. Narzuca na swoje kraje drakońskie normy. Liderem tej polityki są Niemcy, a oszukująca i szkodząca środowisku firma motoryzacyjna Volkswagen w większości kontrolowana jest przez niemieckich polityków. Wypowiadający się w PE niemiecki europoseł, notabene były prezes Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego, dowodził, że to właśnie wpływ polityków niemieckich na zarząd tej firmy doprowadził do tegoż procederu. Jak zauważył, za przymykanie oka na skandal „płacono nawet wizytami w burdelu” (Bordellbesuchen gekauft worden). Wiele wskazuje na to, że podobny stan może panować w innych branżach. W trakcie debaty ujawniono, że już dawno temu do Komisji Europejskiej wpłynęła skarga na praktyki znanych firm produkujących telewizory, które w testach pokazują niższe zużycie energii niż podczas użytkowania. Niewykluczone, że to tylko wierzchołek góry lodowej. W kolejce czekają inne urządzenia pochłaniające ropę, gaz, prąd. Czy aby Unia sztucznie nie wyśrubowała norm, których producenci nie są w stanie przestrzegać? Wygląda na to, że znaleźliśmy się nie tylko w oparach Diesla, ale również w oparach absurdu.
Społeczeństwo niemieckie, czując się oszukiwane, zaczyna odwracać się od największych tradycyjnych politycznych formacji.
Demokracja to rządy demosu, czyli ludu. System ten powinien prowadzić do wyłonienia politycznej reprezentacji ludzi, która odzwierciedla ich poglądy i zgodnie z nimi podejmuje decyzje. Dlatego większość ugrupowań politycznych przed wyborami prezentuje swój program. Co jednak, gdy w trakcie rządzenia pojawiają się ważne, niebrane wcześniej pod uwagę wyzwania? Wówczas należy pytać ludzi. Można to robić w przeróżny sposób. Od tzw. konsultacji społecznych, osobistych rozmów, sondaży opinii publicznej, komisji wielostronnych, przez dyskusje radiowo-telewizyjno-internetowe, aż po referendum. Ten ostatni środek uważany jest za najdoskonalszy i traktowany jako rezerwa dla najbardziej istotnych spraw. Gdy jednak w Niemczech przyjmowano walutę euro, ówczesny kanclerz Helmut Kohl przyznał, że w referendum społeczeństwo niemieckie odrzuciłoby takie rozwiązanie. Wiedział to na podstawie niejawnych badań. Lepiej więc było uniknąć referendum i de facto wbrew większości Niemców wycofać markę, a wprowadzić nową walutę euro. Tego typu cyniczna polityka, podszyta lekceważeniem tzw. ciemnego ludu przez zarozumiałe elity, prędzej czy później odbija się czkawką. Formacja, która raz zastosuje podobny manewr, zmuszona jest brnąć dalej. Tak było z zaproszeniem przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel imigrantów oraz otworzeniem granic Niemiec i Unii Europejskiej wbrew obowiązującym przepisom. Merkel uczyniła to jednoosobowo. Nikogo wcześniej nie zapytała – ani społeczeństwa niemieckiego, ani Bundestagu, ani Parlamentu Europejskiego. Konsekwencjami chce jednak dzielić się ze wszystkimi i zmuszona jest ukrywać prawdę nawet przed własnymi obywatelami, uciekając się do cenzury, jak po napadzie imigrantów na kobiety w Kolonii w noc sylwestrową. W rezultacie społeczeństwo niemieckie, czując się oszukiwane, zaczyna odwracać się od największych tradycyjnych politycznych formacji, dając szansę trzeciej sile – Alternatywie dla Niemiec (AfD). Choć nie ma jej w Bundestagu i nie może wykazać się konkretnymi dokonaniami, to ludzie na nią głosują, argumentując, że przynajmniej „mówią tak, jak jest”. Są więc wiarygodni, a przede wszystkim słuchają obywateli, także tych, którzy stykają się na co dzień z imigrantami i mają ich po prostu dosyć. Efekt braku wsłuchiwania się w głos społeczeństwa mogliśmy obserwować także w Polsce jeszcze kilka miesięcy temu. Rządząca formacja, nazywająca się dumnie „obywatelską”, przestała słuchać i pytać obywateli do tego stopnia, że została przez nich zmieciona. O lekcjach tych nieustannie powinni pamiętać obecnie sprawujący władzę, szczycący się największym zaufaniem społecznym. Nigdy nie zawadzi bowiem pytać ludzi.
Leon XIV w telegramie podpisanym przez kard. sekretarza stanu Pietro Parolina, skierowanym z okazji pierwszej konferencji Katolickiego Instytutu ds. Niestosowania Przemocy, organizowanej przez Pax Christi, zaapelował o „kontynuowanie misji krzewienia w świecie kultury pokoju, sprawiedliwości i pojednania”.
To pierwsza konferencja Katolickiego Instytutu ds. Niestosowania Przemocy. Trzydniowe obrady rozpoczęły się 9 września w Seraphicum w Rzymie. Ich organizatorem jest Pax Christi International – międzynarodowy ruch katolicki, który promuje pokój i niestosowanie przemocy.
Za dwa tygodnie Leon XIV odwiedzi Francję. Już teraz jest tam autorytetem w dziedzinie etycznego korzystania ze sztucznej inteligencji. Jego encyklika Magnifica humanitas sprzedała się w nakładzie ponad 135 tys. egzemplarzy i nadal utrzymuje się na pierwszym miejscu bestsellerów w kategorii esejów refleksyjnych. Co więcej, jak podaje dziennik La Croix, papieski dokument wywarł silny wpływ na postrzeganie AI również w środowiskach niezwiązanych z Kościołem.
We Francji Magnifica humanitas jest dostępna w kilku wersjach. Wydawnictwa Cerf, Bayard i Mame zdecydowały się na wspólne wydanie, które rozeszło się w nakładzie 85 tys. egzemplarzy. Inne wydawnictwa sprzedały co najmniej 50 tys. egzemplarzy. „Jesteśmy bardzo zadowoleni, nie spodziewaliśmy się takiego sukcesu” – mówi Laetitia Girard z wydawnictwa Cerf. Przypuszcza, że wrześniowa wizyta Leona XIV we Francji sprawi, że encyklika będzie się nadal dobrze sprzedawać.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.