Reklama

GPS na życie

Nie nazwę tak swojego dziecka!

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jestem dwudziestoletnią kobietą. Skończyłam liceum i rozpoczęłam studia, wychodząc z bezpiecznego, wypełnionego chrześcijańskimi wartościami domu w pełen niepewności świat. To spotyka każdego, kto prędzej czy później musi się zmierzyć z oddzieleniem od domu i ze świadomością, że od tej pory sam w pełni decyduje, co będzie stanowiło jego priorytety. Jestem dwudziestoletnią kobietą i moje koleżanki zaczęły już stosować środki antykoncepcyjne. To zainspirowało mnie do podjęcia tego tematu. A ponieważ jestem dwudziestoletnią kobietą katoliczką, dla której duże znaczenie ma to, co dzieje się z jej ciałem, chcę o nim napisać inaczej niż autorki większości poradników dla nastolatek. Będzie to artykuł o odpowiedzialności kobiet za siebie i swoich bliskich - oraz o odpowiedzialności mężczyzn za swoje kobiety.

Czym są środki antykoncepcyjne?

Oto dziewczyna, która właśnie rozpoczęła współżycie (ze swoim chłopakiem albo i nie), sama z siebie lub też pod eskortą mamy wybiera się do lekarza ginekologa-położnika, żeby po konsultacji dobrał odpowiednie dla niej środki antykoncepcyjne. Potrzebny jest wywiad, bo jeśli w rodzinie wystąpiły przypadki nowotworu piersi, ryzyko jest podwyższone. Następnie dostaje receptę i wyposaża się w tabletki - koszt ok. 30 zł/mies. (Obliczyłam, że od 20. roku życia do osiągnięcia wieku lat 50 kobieta wydaje na tabletki ok. 11 tys. zł).

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Potem zaczyna je przyjmować. Należy zacząć w pierwszy dzień krwawienia miesiączkowego, można też 2.-5. dnia, jednak - jak alarmują strony internetowe - wtedy przez pierwsze 7 dni należy stosować również inną metodę antykoncepcji. A potem co? Potem przyjmujemy tabletkę już codziennie, 28 pigułek naszprycowanych hormonami, kilka tzw. placebo, czyli bez substancji czynnych, których funkcją jest stworzenie w kobiecie odruchu, żeby zawsze przyjmowała tabletkę. Zawsze, z wyjątkiem tego jednego czy dwóch razów w życiu, kiedy zapragnie jednak zajść w ciążę.

Jak działają?

Reklama

Dostarczają organizmowi kobiety nadprogramowe dawki syntetycznych wersji hormonów kobiecych: estrogen zatrzymuje wydzielanie folitropiny (FSH), co zapobiega rozwojowi dominującego pęcherzyka Graafa (jajnikowego), zaś progestagen zatrzymuje wydzielanie lutropiny (LH), co zapobiega jajeczkowaniu, uniemożliwia zagnieżdżenie się komórki jajowej w macicy, a także powoduje zagęszczenie śluzu szyjkowego, co z kolei utrudnia dotarcie plemników do jamy macicy i komórki jajowej. Ponadto zawierają: alkohol poliwinylowy częściowo hydrolizowany, dwutlenek tytanu, makrogol 3350, talk, żelaza tlenek żółty (zapewne jako barwnik), laktozę bezwodną i jednowodną, powidon, krospowidon, stearynian magnezu, skrobię żelowaną i kukurydzianą (dane zaczerpnięte z ulotki leku „Vibin”). Tabletka oszukuje organizm kobiety, sprawiając, że wydaje mu się, że już nastąpiła owulacja. Jajniki nie wypuszczają co miesiąc gotowego do zapłodnienia jajeczka, ale ciało myśli, że tak się stało. Czyli przez cały czas pozostaje w fazie między owulacją a miesiączką, ewentualnie przeżywając tzw. krwawienia z odstawienia w dniach, kiedy nie spożywa się tabletek hormonalnych, a jedynie „placebo” lub robi się przerwę. Oprócz wprowadzenia ciała w ten sztuczny stan, często powoduje skutki uboczne - nierzadko główny lub wręcz jedyny powód przyjmowania tabletki - piękna cera, powiększenie się piersi, zmniejszenie bolesności miesiączki. O negatywnych skutkach mówi się rzadziej - zmniejszenie gęstości kości, choroby zakrzepowo-zatorowe, spadek nastroju, nowotwory.

Dlaczego nie będę ich stosować?

Już same nazwy powodują, że robi mi się niedobrze - miałabym karmić swój organizm winylem, tytanem i stearyną? Następnie dalekosiężne negatywne skutki - tabletka na tyle modyfikuje naturalny zapach kobiety, że zdarzają się sytuacje wręcz absurdalne. Oto para, która poznała się i zakochała w sobie, zaczęła starać się o dziecko. Kobieta odstawia pigułki i woń jej feromonów na tyle się zmienia, że przestają się sobie nawzajem podobać i rozstają się. Dość ryzykowne w przypadku chęci zawarcia związku na całe życie. Nie można za bardzo ingerować w naturę, która od wieków działa w sprawdzony sposób. Lubię swoje ciało i szanuję je. Nie chcę go oszukiwać.

Nie chcę też, żeby moje podejście do zagadnienia tworzenia rodziny zostało zdominowane przez pojęcia „ryzyko”, „niebezpieczeństwo”, „wpadka”, „niechciane”, „zagrożenie”. Nie będę tak nazywać swojego dziecka! Nie zgadzam się też na to, żeby ciężar antykoncepcji spoczywał na kobiecie. Uważam, że jest to robienie z kobiety przedmiotu do zaspokajania potrzeb mężczyzn. Chcę też żyć w zgodzie ze swoją wiarą.

Co w zamian?

Reklama

Mam świadomość tego, jak funkcjonuje mój organizm. Wiem, że podczas miesięcznego cyklu jest dokładnie jeden dzień, kiedy mogę zajść w ciążę. Dla pewności należy powstrzymać się od współżycia przez 2-3 dni przed i po owulacji. Do tego można monitorować temperaturę swojego ciała i śluz szyjki macicy, co pozwala na podejście do własnego organizmu z szacunkiem i ewentualne wykrycie różnych nieprawidłowości w jego funkcjonowaniu. Poza tym, takie metody planowania rodziny inspirują do wspólnego interesowania się tym tematem przez kobietę i mężczyznę, do okazywania sobie miłości i czułości na inne sposoby niż seks, co bardzo wzbogaca ich relację. Nawiasem mówiąc, do tego m.in. ma nas przygotować czystość przedmałżeńska. Czyli wszystko się ze sobą łączy - miłość z odpowiedzialnością, odpowiedzialność ze wstrzemięźliwością, wstrzemięźliwość z szacunkiem. Bo poza małżeństwem trudno jest się zastosować do metod naturalnych, choć istnieją też pary osób niewierzących, które w ten sposób kontrolują swoją płodność.

Oczywiście, miliony podręczników do biologii, reklam środków antykoncepcyjnych, stron internetowych i czasopism dla nastolatek przekonują nas, że metody naturalne są nieskuteczne, a tylko faszerowanie się hormonami wespół z prezerwatywą i najlepiej jeszcze wczesnoporonną spiralą wewnątrzmaciczną mogą nas ustrzec przed poczęciem niechcianego potomka. Ale to dlatego, że olbrzymie koncerny zarabiają na tych produktach i ich interes leży w przekonaniu dziewczynki od jej najmłodszych lat, że powinna zabezpieczać się na wszelkie sposoby. Tymczasem na wszystkie argumenty o „nieskuteczności” metod naturalnych dr Wanda Półtawska odpowiadała: „To nie metoda może zawieść, ale człowiek”. I to jest bardzo głęboka prawda na nasz temat. Usprawiedliwianie się domniemaną nieskutecznością metody jest na pewno prostsze niż zwyczajne powstrzymanie się od współżycia i powzięcie banalnego wysiłku obserwacji swojego organizmu. Nie mówiąc już o posłuszeństwie Bożym przykazaniom, do którego zobowiązuje nas nasza wiara.

Która metoda jest zdrowsza?

Odpowiedź nasuwa się sama.

Źródła:
www.womenshealth.pl
antykoncepcjabeztajemnic.pl
www.forumginekologiczne.pl
Ulotka leku Vibin
Źródła własne

2014-12-02 14:50

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

List do dziewczyny, która próbuje wyciągnąć swojego chłopaka z jakiegoś dna

Poznałem wiele Twoich twarzy. Jesteś matką alkoholika, dziewczyną narkomana albo byłą dziewczyną narkomana, żoną faceta uzależnionego od porno, starszą siostrą gimnazjalisty, który nie kryje się z THC i na Facebooku wstawia ujarane zdjęcia. Chcę Ci napisać kilka zdań, ale wybacz: szczerych.
CZYTAJ DALEJ

Św. Jan Chrzciciel de la Salle

[ TEMATY ]

św. Jan de la Salle

Peter Potrowl (talk)/pl.wikipedia.org

Pomnik Jana Chrzciciela de la Salle w kościele pod tym wezwaniem w Paryżu

Pomnik Jana Chrzciciela de la Salle w kościele pod tym wezwaniem w Paryżu

Urodził się w Reims 30 kwietnia 1651 r. w podupadłej rodzinie książęcej jako najstarszy z jedenaściorga rodzeństwa. W wieku 27 lat przyjął święcenia kapłańskie.

Trzy lata potem na uniwersytecie w Reims zdobył doktorat z teologii (1680 r.). Zaraz po święceniach otrzymał probostwo. Powierzono mu także kierownictwo duchowe nad szkołą i sierocińcem, prowadzonym przez Siostry od Dzieciątka Jezus. Jan postarał się w Rzymie o zatwierdzenie zakonu tychże sióstr. Bardzo bolał nad losem setek sierot, pozbawionych zupełnie pomocy materialnej i duchowej. Gromadził ich na swej plebanii, której część zamienił na internat. Następnie na użytek biednych dzieci oddał swój rodzinny pałac, a za pieniądze parafialne i otrzymane od pewnej zamożnej kobiety zakupił obszerny dom. Ludzie, którzy pomagali Janowi z czasem utworzyli zgromadzenie zakonne pod nazwą Braci Szkolnych. Za jego początek przyjmuje się datę 24 czerwca 1684 roku. Utworzył wiele typów szkół: podstawowe, wieczorowe, niedzielne, zawodowe, średnie, seminaria nauczycielskie. Nauka w nich odbywała się w języku ojczystym i była bezpłatna. Na polu pedagogiki Jan ma więc poczesne miejsce. W jego szkołach na pierwszym miejscu był język ojczysty, a nie wszechwładna łacina. Zniósł często stosowane w szkołach kary fizyczne W roku 1681 powstała pierwsza szkoła założona przez św. Jana w Reims (1681 r.), kolejna powstała w Paryżu (1688 r.), potem w Lyonie, w Rouen itd. W sto lat potem cała Francja była pokryta szkołami lasaliańskimi. Do rewolucji francuskiej (1789 r.) w samej Francji zgromadzenie miało 126 szkół i ponad 1000 członków. Dzisiaj Bracia Szkolni mają swe szkoły w prawie 90 krajach. Jan de la Salle zostawił po sobie bezcenne pisma. Najwybitniejsze z nich to: „Zasady dobrego wychowania”, które doczekało się ponad 200 wydań; nadto „Rozmyślania”, „Wskazania, jak prowadzić szkoły” i „Obowiązki chrześcijanina”. Bezcenne dla poznania ducha lasaliańskiego są także jego listy. Jan zmarł po krótkiej chorobie 7 kwietnia 1719 r. Beatyfikował go Leon XIII w 1888 r. On też wyniósł go uroczyście do chwały świętych w roku 1900. Pius XII ogłosił św. Jana de la Salle patronem nauczycieli katolickich (1950 r.). Ciało św. Jana, zbezczeszczone w czasie rewolucji francuskiej w roku 1793, dla bezpieczeństwa przeniesiono do Belgii, a w roku 1937 złożono przy domu generalnym zakonu w Rzymie.
CZYTAJ DALEJ

Lekarz papieża: Franciszek nie mógł mieć lepszego powrotu do zdrowia

2025-04-07 15:07

[ TEMATY ]

papież Franciszek

PAP/EPA/GIUSEPPE LAMI

Papież Franciszek dokonał prawdziwego „zamachu stanu” swoim niespodziewanym wystąpieniem - twierdzi jego lekarz. „Nie mógł mieć lepszego powrotu” - powiedział profesor Sergio Alfieri włoskiej gazecie „Il Messaggero”.

„Żywy, obecny, w dobrym nastroju: to było pocieszające widzieć 88-latka w takim stanie” - dodał szef zespołu medycznego, który leczył papieża podczas 38 dni w klinice Gemelli, podczas których dwukrotnie był bliski śmierci. „Teraz znów jest sobą, papieżem Franciszkiem; nie jest już chory, ale wraca do zdrowia. To znak, który daje nam nadzieję i pewność” - stwierdził Alfieri.
CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję