Reklama

Kultura

Mnie wolno, wam nie

Niedziela Ogólnopolska 23/2014, str. 22-23

[ TEMATY ]

prasa

gazeta

BOŻENA SZTAJNER

O. prof. Leon Dyczewski OFMConv

W sobotnio-niedzielnym numerze „Gazety Wyborczej” z 17/18 maja 2014 r. Dominika Wielowieyska oceniła trzy ważne pisma katolickie: „Gościa Niedzielnego”, „Przewodnik Katolicki” i „Niedzielę”, a przy okazji także diecezje, bo tak należy rozumieć tytuł jej artykułu: „Jaka diecezja, taka gazeta”. W dokonywaniu oceny wzięła pod uwagę liczbę sprzedanych egzemplarzy, zajmowanie się polityką, stosunek do gender, relacje z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Do wszystkich odniosła się negatywnie, najgorzej do „Niedzieli” i archidiecezji częstochowskiej z jej arcypasterzem Wacławem Depo. Trzeba mieć niebywały tupet, by takiej oceny dokonać. Warto zatem bliżej przypatrzeć się rozumowaniu i argumentacji Autorki tej oceny.

Rzetelność czy manipulacja

Już w pierwszych zdaniach swego artykułu Wielowieyska podrzuca czytelnikowi dwie manipulujące informacje. W pierwszej stwierdza, że wymienione trzy tygodniki są głosem hierarchów katolickich, a w drugiej – że „Gość” jest w czołówce, jeśli chodzi o sprzedaż. Daleko w tyle w tym rankingu jest „Przewodnik Katolicki”, a jeszcze dalej „Niedziela”. Jaka jest rzetelność tych stwierdzeń?

Czy wymienione tygodniki katolickie są głosem hierarchów katolickich, czyli arcybiskupów Wiktora Skworca, Stanisława Gądeckiego i Wacława Depo? Niewątpliwie swoisty rodzaj zależności istnieje, bo kuria biskupia diecezji, na terenie której wydawany jest tygodnik katolicki, jest podmiotem wydawniczym i miejscowy ordynariusz wyznacza redaktora naczelnego; jeżeli wydawcą jest jakieś stowarzyszenie, organizacja, fundacja, spółka, osoba pojedyncza, wówczas wyznacza asystenta kościelnego, by czuwał nad tym, aby pismo nie upowszechniało doktryny i norm moralnych niezgodnych z nauką Kościoła katolickiego. W żadnym wypadku nie jest to jednak pismo biskupa, w tym rozumieniu, że jest ono jego organem, tubą, choć, oczywiście, jego głos jest w nim jak najbardziej uwzględniany. Jest to pismo katolików redagowane przez katolików. Na ogół biskup ordynariusz, a ściślej: kierowana przez niego kuria biskupia, ma swoje pismo kierowane do duchownych i jednostek ściśle kościelnych. W polskich diecezjach najczęściej nosi ono tytuł „Wiadomości Diecezji” czy „Archidiecezji”, np. Lubelskiej, Sandomierskiej, Łowickiej. Należy zatem rozróżnić pisma kościelne i pisma katolickie. „Gość Niedzielny”, „Przewodnik Katolicki”, „Niedziela” należą do drugiej kategorii i cieszą się dużą autonomią. Redaktor naczelny „Niedzieli”, zapytany telefonicznie o tę sprawę, odpowiada: „Jestem zupełnie wolny w redagowaniu «Niedzieli». Nie czuję żadnej presji ze strony Arcybiskupa”. Wymienione tygodniki, szczególnie „Gość Niedzielny” i „Niedziela” nie są tubą miejscowych arcybiskupów także dlatego, że są czasopismami ogólnokrajowymi. Sprzedaż ich egzemplarzy jest parokrotnie większa w innych diecezjach i poza Polską niż we własnych diecezjach. O ich ogólnopolskim charakterze świadczą dość liczne oddziały redakcyjne poza Katowicami czy Częstochową. „Niedziela” swoje oddziały ma w 19 diecezjach na 42 diecezje rzymskokatolickie w Polsce. Najczęściej są to 2-, 3-osobowe zespoły, które redagują specjalną 8-stronicową wkładkę z informacją i artykułami tematycznymi danej diecezji. W tych diecezjach Metropolita Częstochowski nie ma władzy i tygodnika „Niedziela” nie może traktować jako swojej tuby – używając określenia Wielowieyskiej.

Reklama

Drugie stwierdzenie dziennikarki „Gazety Wyborczej” mówiące o tym, że za „Gościem Niedzielnym” w rankingu sprzedaży idzie „Przewodnik Katolicki”, a po nim daleko w tyle jest „Niedziela”, jest całkowicie błędne. Jeżeli chodzi o sprzedaż egzemplarzy, to od wielu lat „Gość” i „Niedziela” ze sobą konkurują. Były lata, kiedy „Niedziela” wyprzedzała „Gościa”, obecnie to „Gość” wyprzedza „Niedzielę”, ale obydwa tygodniki mają najwyższe nakłady spośród tygodników opiniotwórczych w Polsce, większe niż „Polityka” (średnia sprzedaż: 127 516 egz. w 2013 r.), „Newsweek” (126 168 egz.), „wSieci” (94 393 egz.), tygodnik Lisickiego „Do Rzeczy” (86 614 egz.), „Wprost” (61 981 egz.). Czytelnicy „Niedzieli” najczęściej są w wieku 28-65 lat, mają wykształcenie wyższe lub średnie, mieszkają w dużych i średnich miastach oraz na wsi; nieco częściej są to kobiety (52 proc.) niż mężczyźni (48 proc.).

Katolicy głosu nie mają

„Cała trójka (czytaj: tygodniki, diecezje, biskupi – przyp. L.D.) chętnie zajmuje się polityką. Ale są istotne różnice” – stwierdza Wielowieyska. Z kontekstu wynika, że zajmowanie się polityką ma im ona za złe, szczególnie dlatego, że redakcje pytały kandydatów do Parlamentu Europejskiego o ich stanowisko na temat obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci i o definicję rodziny, że wypowiadają się na temat Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zagadnień gender, tragedii smoleńskiej, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, wyniku obrad „okrągłego stołu”, Unii Europejskiej, przypadków pedofilii wśród księży, że popierają PiS („Gość” i „Przewodnik” słabiej, „Niedziela” zdecydowanie), występują w Radiu Maryja i Telewizji Trwam. W skali oceny Wielowieyskiej najlepiej wypada „Gość”, najgorzej – „Niedziela”, ale wszystkie trzy tygodniki ocenia ona negatywnie, choć werbalnie tego nie stwierdza – wynika to z jej sformułowań, z przytaczanych nazwisk i cytatów z publikacji zamieszczonych w trzech wymienionych tygodnikach. Nazwiska i cytaty są tak dobrane, by mówiły, że stanowisko „Niedzieli” czy „Przewodnika” jest niewłaściwe.

Nie to jednak niepokoi, że Dominika Wielowieyska ocenia. Każdy przecież ma do tego prawo, byleby tylko czynił to w sposób rzetelny. Najbardziej niepokojące jest to, że dziennikarka w swoim artykule zdaje się odmawiać pismom katolickim prawa do zabierania głosu w sprawach politycznych, do niezgadzania się z partiami i politykami głoszącymi poglądy i normy moralne niezgodne z chrześcijaństwem. Jej wolno reprezentować ideologię, upodobania polityczne, zasady moralne własne czy naczelnego „Gazety Wyborczej”, a katolikom w pismach katolickich nie wolno. Jej zdaniem, katolicy w swoich pismach powinni albo nie zabierać głosu w sprawach tak dla nich ważnych, jak małżeństwo, rodzina, własność społeczna, prawda itp., albo popierać opcje „Gazety Wyborczej”. Trzeciej możliwości, czyli dyskusji na te tematy, wypowiadania swojego stanowiska, nie widzi i nie aprobuje. Interesujące jest zatem rozumienie pluralizmu przez Wielowieyską, pojęcia tak bardzo modnego i nagłaśnianego dzisiaj. Jej wykładnia tego pojęcia jest następująca: zasada pluralizmu wobec moich poglądów, także niezgodnych z dotychczasową kulturą, z poglądami i normami przyjmowanymi przez chrześcijan – ma być bezwzględnie przestrzegana; wobec poglądów innych, odmiennych od moich, przestrzeganie zasady pluralizmu zależy od tego, jakie to są poglądy, kto i kiedy je wypowiada.

Reklama

Totalitaryzm – wróg demokracji

Powstaje pytanie: Dlaczego Dominice Wielowieyskiej wolno wypowiadać własne opinie, publikować je, gdzie tylko chce – np. w „Gazecie Wyborczej” – a abp. Wacławowi Depo zarzuca to, że ma on swoje, odmienne poglądy i wypowiada je w innych niż ona mediach? Dlaczego jednym wolno popierać określone partie polityczne, a innym nie wolno być zwolennikami tych partii, które im odpowiadają? Do postawienia tych pytań skłonił mnie artykuł Dominiki Wielowieyskiej, i to może nie tyle werbalne sformułowania, co całościowy kontekst, czyli rama społeczno-ideowa, w której Autorka je umieściła. Przecież wszystkie wymienione instytucje, a więc „Gazeta Wyborcza”, Telewizja Trwam, Radio Maryja, PO, PiS, są legalne w III Rzeczypospolitej Polskiej, działają zgodnie z prawem w niej obowiązującym, cieszą się zaufaniem znacznej części społeczeństwa. Trudno zrozumieć, dlaczego Wielowieyska pragnie, aby wszyscy w Polsce mieli takie poglądy i tak oceniali jak ona lub redakcja „Gazety Wyborczej”. Tego typu postawa, cechująca się świadomością monopartyjną, dopuszczającą do debaty publicznej tylko jedno medium, nie jest zgodna z ideą pluralizmu, tak bardzo lansowaną przez dzisiejszych ideologów Unii Europejskiej. Do publicznego dyskursu powinny być dopuszczone poglądy także tych, którzy nie zgadzają się z wieloma zarządzeniami różnych dykasterii Unii Europejskiej, propagującymi np. związki homoseksualne, złagodzoną eutanazję, zabijanie dzieci poczętych, przedwczesne wprowadzanie dzieci w życie seksualne, odbieranie dzieci rodzinom pod pozorem przyspieszonej edukacji. Dla chrześcijan są to ważne sprawy, niezgodne z ich przekonaniami, i powinni oni mieć możliwość wypowiadania się, i to nie tylko w swoich mediach, ale także na szerokim forum medialnym. Katolicy w III RP pracujący w różnych zakładach pracy mają obowiązek interesować się, do kogo one należą, na jakich umowach, jak długo i w jakich warunkach ludzie w nich pracują, jaka jest wysokość wynagrodzeń, rent i emerytur, jaka jest skala ich zróżnicowań i od czego one zależą. Poglądy i rozwiązania w tych sprawach są przecież wyraźnie różne, chociażby pomiędzy dwiema największymi partiami politycznymi w Polsce. PO jest bardziej za gospodarką liberalną, wszystko chce prywatyzować, wydłużać czas pracy, popiera wzrastającą rozpiętość płac, wczesne wprowadzanie dzieci w życie seksualne. Z kolei PiS opowiada się za gospodarką wolnorynkową, ale o charakterze bardziej społecznym, broni zachowania własności państwowej kluczowych zakładów pracy, przeciwny jest zbyt wielkiej rozpiętości płac, wydłużaniu czasu pracy, uprzywilejowaniu obcego kapitału itp. Pisma katolickie mają prawo, jak każde legalnie wydawane w III RP pismo, i obowiązek uświadamiania swoich czytelników w tych sprawach. Mają też prawo do popierania polityków i tych partii politycznych, które światopoglądowo i moralnie są im bliższe. Taka sytuacja jest w Niemczech, we Francji, w Irlandii czy na Malcie. Dlaczego nie miałoby jej być w Polsce?

Zajmowanie się polityką, rozumianą jako zabieranie głosu, wypowiadanie się w sprawach publicznych jest obowiązkiem obywateli w społeczeństwie demokratycznym, także katolików. Kto tego prawa komukolwiek odmawia i politykę sprowadza tylko do działalności partyjnej, do walki o władzę, jest ukrytym zwolennikiem systemu totalitarnego, dyktatorskiego, monopartyjnego, a tym samym jest wrogiem demokracji. Czytelnicy pism katolickich i odbiorcy elektronicznych mediów katolickich są takimi samymi obywatelami RP jak czytelnicy „Gazety Wyborczej” czy widzowie TVN. Warto ich posłuchać w debacie publicznej, i to bez stereotypowych przymiotników negatywnych.

* * *

O. Leon Dyczewski OFMConv – socjolog, medioznawca, wieloletni kierownik Katedry Socjologii Kultury KUL i kierownik Katedry Kultury Medialnej KUL, dyrektor Podyplomowego Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa KUL, organizator kierunku studiów: Dziennikarstwo i Komunikowanie Społeczne w KUL.

2014-06-03 14:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prokuratura Krajowa: nie ma żadnych tajnych wytycznych dotyczących pozyskiwania kościelnych dokumentów

2020-05-15 13:07

[ TEMATY ]

gazeta

prokuratura

wyborcza

BOŻENA SZTAJNER

"Nie ma żadnych „tajnych wytycznych dla prokuratorów” dotyczących pozyskiwania kościelnych dokumentów, które mogą być dowodami w śledztwie, a Prokuratura Krajowa w żaden sposób przed tym nie zniechęca. Wprost przeciwnie" - czytamy w oświadczeniu Prokuratury Krajowej opublikowanym w reakcji na artykuł w "Gazecie Wyborczej „Nie drażnić Kościoła. Tajne wytyczne dla prokuratorów”.

Publikujemy treść oświadczenia Prokuratury Krajowej:

W związku z nieprawdziwą publikacją „Gazety Wyborczej” pt. „Nie drażnić Kościoła. Tajne wytyczne dla prokuratorów” Prokuratura Krajowa informuje, że:

Nie ma żadnych „tajnych wytycznych dla prokuratorów” dotyczących pozyskiwania kościelnych dokumentów, które mogą być dowodami w śledztwie, a Prokuratura Krajowa w żaden sposób przed tym nie zniechęca. Wprost przeciwnie.

Opisane w artykule w sensacyjnym tonie pismo, które Prokuratura Krajowa skierowała w styczniu 2019 roku do Prokuratorów Regionalnych, miało na celu właśnie skuteczne pozyskiwanie materiałów dowodowych z akt procesów kanonicznych. Prokuratura Krajowa wskazywała w piśmie, że prokuratorzy powinni występować do władz kościelnych o udostępnienie dokumentów w każdej sytuacji, gdy jest to niezbędne dla śledztwa. W przypadku odmowy mają korzystać z uprawnień do zarządzania przeszukania i odbierania rzeczy (na podstawie artykułu 217 kodeksu postępowania karnego). Nieprawdą jest przy tym, że zobowiązano prokuratorów, by w takich sytuacjach zwracali się o zgodę przełożonych.

Pismo Prokuratury Krajowej powstało w celu ujednolicenia praktyki procesowej w zakresie stosowania art. 217 kpk, przy uwzględnieniu zagwarantowanej przez Konstytucję RP, wynikającej z konkordatu, zasady autonomii jurysdykcyjnej Kościoła. Prokuratura Krajowa stwierdziła, że w każdej sytuacji, w której dowód z dokumentów zawarty w aktach prawa kanonicznego jest niezastępowalny, prokurator powinien zwrócić się do władz kościelnych o udostępnienie dokumentu, a jeśli te nie wyrażą na to zgody, uzasadnione jest skorzystanie z instytucji określonej w art. 217 kpk.

Sposób, w jaki pismo zostało zrelacjonowane w artykule, jest więc kłamliwy i odwraca rzeczywistą istotę jego treści. Jest to tym bardziej oburzające, że rzeczowe informacje na ten temat Prokuratura Krajowa przekazała dziennikarzowi „Gazety Wyborczej” już rok temu. Twierdzenie, że Prokuratura Krajowa początkowo zaprzeczała istnieniu pisma, a potem – rzekomo przyparta do muru – bagatelizowała jego znaczenie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i jest manipulacją.

Dowodem na swobodę i skuteczność postępowań dotyczących przestępstw pedofilskich popełnianych przez osoby duchowne jest choćby przywołane w artykule „Gazety Wyborczej” śledztwo Prokuratury Rejonowej w Chodzieży, w którym duchowny usłyszał zarzuty popełnienia czynów o charakterze pedofilskim.

W związku z publikacją „Gazety Wyborczej” Prokuratura Krajowa podejmie kroki przewidziane prawem.

Dział Prasowy

Prokuratury Krajowej

CZYTAJ DALEJ

Abp Jędraszewski zachęca do licznego udziału w procesjach Bożego Ciała

2020-06-01 17:15

[ TEMATY ]

abp Marek Jędraszewski

Boże Ciało

Artur Stelmasiak/Niedziela

Zachęcam duszpasterzy, aby jak co roku organizowali procesje Bożego Ciała do czterech ołtarzy. Wiernych natomiast gorąco zachęcam do włączenia się w przygotowania do procesji oraz do licznego w nich udziału – napisał abp Marek Jędraszewski we „Wskazaniach w sprawie procesji Bożego Ciała” dla archidiecezji krakowskiej.

Powołując się na rozporządzenie Rady Ministrów z 29 maja br. metropolita krakowski przypomniał, że zgromadzenia religijne mogą się odbywać niezależnie od liczby ich uczestników, co stwarza możliwość zorganizowania tradycyjnych procesji eucharystycznych w Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa.

- Zachęcam duszpasterzy, aby jak co roku organizowali procesje Bożego Ciała do czterech ołtarzy. Wiernych natomiast gorąco zachęcam do włączenia się w przygotowania do procesji oraz do licznego w nich udziału – napisał abp Marek Jędraszewski w opublikowanych dziś „Wskazaniach w sprawie procesji Bożego Ciała”.

Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że konieczne będzie zachowanie wymaganych środków bezpieczeństwa, to znaczy utrzymywanie odpowiednich odległości między uczestnikami procesji (minimum 2 metry) lub zasłanianie ust i nosa.

Centralna procesja Bożego Ciała w Krakowie rozpocznie się Mszą świętą 11 czerwca o godz. 9.00 na Wawelu. Następnie traktem królewskim uda się na Rynek zatrzymując się przy czterech ołtarzach usytuowanych kolejno przy kościołach św. Idziego, śś. Piotr i Pawła, św. Wojciecha i zakończy się przed bazyliką Mariacką.

- Niech doświadczenie obecności Boga w sakramencie Eucharystii będzie dla nas wszystkich źródłem radości, pokoju i miłości, które jako wspólnota Kościoła możemy ofiarować światu – podkreśla abp Marek Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Europa: coraz mniej wolności religijnej

2020-06-02 13:12

[ TEMATY ]

modlitwa

wolność religii

Adobe.Stock.pl

Z każdym rokiem w Europie jest coraz mniej wolności religijnej. Kryminalizacja wypowiedzi za pomocą tzw. ustaw o mowie nienawiści zamyka ważne debaty publiczne, stanowiąc poważne zagrożenie dla demokracji. Wskazuje na to Paul Coleman, dyrektor wykonawczy organizacji ADF International, działającej na rzecz obrony podstawowych wolności, w tym prawa do sprzeciwu sumienia i wolności religijnej.

Odniósł się on do marcowego wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który uznał za niedopuszczalny wniosek dwóch szwedzkich położnych, które przez to, że odmówiły dokonywania aborcji straciły w tym kraju możliwość zatrudnienia, a jednocześnie otrzymywania zasiłku dla bezrobotnych oraz do sprawy fińskiej parlamentarzystki Päivi Räsänen, wobec której wszczęto śledztwo za wpis na Twitterze na temat niemożności finansowania z pieniędzy wiernych imprez LGBT (chodzi o Kościół luterański, który wsparł „LGBT Pride 2019”) oraz jej wypowiedzi na temat chrześcijańskiej wizji seksualności.

Paul Coleman wskazuje, że obie te sprawy są bardzo niepokojące, ponieważ jednoznacznie pokazują, że w Europie coraz częściej stajemy przed koniecznością dokonywania wyboru między sumieniem i wartościami, w które wierzymy, a karierą. Zauważa zarazem, że tego typu sprawy służą tworzeniu kultury zastraszania i cenzury i stają się coraz powszechniejsze w całej Europie. Jego słowa potwierdzają raporty papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, które od lat monitoruje sytuację wolności religijnej na świecie. Już w 2012 r. alarmowało ono, że w Europie jej rugowanie odbywa się po cichu, ale bardzo konsekwentnie. Jako kraje, w których stan wolności religijnej budzi poważne zaniepokojenie wymieniano już wówczas Wielką Brytanię, Niemcy, Holandię i Francję. Z kolei najnowszy raport Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji wobec Chrześcijan w Europie odnotowuje aż 325 incydentów nienawiści w 2018 r. Wzrasta liczba ataków na kościoły i inne miejsca kultu, ale także różnorodnych form nacisku (m.in. ze strony środowisk LGBT), jakim poddawani są wyznawcy Chrystusa.

Ellen Fantini, która jest dyrektorem wykonawczym Obserwatorium (działającej od 2005 r. organizacji pozarządowej z siedzibą w Wiedniu) alarmuje, że coraz więcej prowadzonych przez chrześcijan przedsiębiorstw popada w ruinę finansową, uliczni kaznodzieje są aresztowani, chrześcijanie zmuszani do wyboru między wyznawanymi wartościami a wykonywaniem zawodu, wnioski o azyl składane przez chrześcijańskich uchodźców są arbitralnie odrzucane, a prawo rodziców do wychowania dzieci jest deptane przez nadmierną ingerencję rządu. Ellen Fantini wskazuje, że „prawa podstawowe stają się bez znaczenia, jeśli nie mogą być swobodnie realizowane przez wszystkich Europejczyków”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję