Reklama

Wiadomości

Pogarda dla starości

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Według statystyk, systematycznie wydłuża się ludzkie życie. Zależy to od postępów w medycynie, warunków bytowych, zdrowego odżywiania się, większej aktywności fizycznej. Właśnie teraz osoby urodzone w latach 50. i 60. ubiegłego stulecia, czyli w okresie wyżu powojennego, osiągają wiek emerytalny. Przybywa więc seniorów. Równocześnie zmienia się wzorzec społeczny, kształtujący model rodziny: ubywa mieszkających wspólnie rodzin wielopokoleniowych, powiększa się natomiast liczba samotnych osób starszych. Obecnie najczęściej spotykanym typem rodziny jest tzw. rodzina nuklearna, składająca się z rodziców oraz będących na ich utrzymaniu dzieci (zwykle jednego lub dwojga).

Bezduszna ekonomia

Reklama

W ostatnich latach jesteśmy świadkami rozluźniania się więzi rodzinnych. Podyktowany sztywnymi regułami ekonomicznymi punkt widzenia ustawodawców wpływa na organizację rynku pracy. Od pracownika oczekuje się już nie tylko poszerzania kwalifikacji i gotowości do zmiany zawodu, ale również – i to jest najbardziej niepokojące – gotowości do zmiany miejsca zamieszkania. I ta właśnie mobilność zawodowa – tak bardzo nagradzana przez pracodawców i promowana przez ekonomicznych guru – jest dziś jedną z przyczyn rozpadania się rodzin. W mobilnych rodzinach nie ma miejsca dla niedomagających rodziców (dziadków). Pojawia się zatem wielki problem ludzi starszych, którzy nie są już nikomu potrzebni. Kontakty między członkami rodziny, którzy jeszcze niedawno mieszkali pod wspólnym dachem, stają się coraz rzadsze, z biegiem czasu ograniczają się do krótkich rozmów telefonicznych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dla osób ze starszego pokolenia naprawdę „mocnym uderzeniem” staje się dziś przejście na emeryturę, łączące się z poczuciem odstawienia na boczny tor. Dzieci, które zakładają własne rodziny, zamieszkują osobno – często w odległych od rodzinnego domu miejscowościach – lub emigrują ze względów ekonomicznych.

Nieprzydatność emerytów

W naszej mentalności panuje stereotyp, popularny zwłaszcza wśród starszego pokolenia, że matka oprócz pracy na etacie powinna jeszcze prowadzić gospodarstwo domowe, poświęcać się dla rodziny, codziennie wykonywać na jej rzecz rutynowe czynności, ojciec zaś może skupić się na karierze zawodowej. Wśród wielu niekorzystnych efektów takiego podejścia do życia jest również częstsza u mężczyzn niż u kobiet apatia po śmierci współmałżonka. Nierzadko owdowiały mężczyzna po prostu sobie nie radzi, nie jest w stanie właściwie o siebie zadbać. W dodatku spotyka się z niezrozumieniem i brakiem troski ze strony swoich dzieci, które nie mają dla niego czasu.

Świeżo upieczeni emeryci zastanawiają się nad tym, jak zaplanować sobie nowy etap w życiu, żeby nie mieć poczucia nieprzydatności i izolacji społecznej. To prawda, że kobieta może zająć się wnukami. Tak, pod warunkiem, że mieszkają one w pobliżu. Trudno jednak sprawować babciną opiekę na odległość.

Reklama

Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, niż nam się wydaje. Wielu młodych, „nowoczesnych” rodziców, mając do wyboru babcię lub przedszkole, wybiera przedszkole, bo dziecko szybciej będzie się socjalizowało, odpowiednio wcześnie zacznie naukę języków obcych, będzie lepiej przygotowane do podjęcia nauki w szkole. A i same dzieci już nie tak chętnie jak kiedyś słuchają bajek opowiadanych lub czytanych przez babcię. Mają do dyspozycji elektroniczne gry, animowane filmy, nie muszą więc uruchamiać wyobraźni. Starsze przedszkolaki umieją posługiwać się telefonem komórkowym, są przyuczane do obsługi komputera, który w niedalekiej przyszłości zastąpi im bliskich. Wnuczków „podrzuca się” dziadkom tylko wtedy, kiedy ich rodzice chcą mieć czas tylko dla siebie.

Bezludna wyspa

Starszym dzieciom ambitni rodzice skrupulatnie planują dziś grafik zajęć. Nauka języka obcego, a najlepiej kilku, gra na instrumencie, do tego tenis, jazda konna, basen, udział w licznych konkursach... można by długo jeszcze wymieniać. W takiej sytuacji nastolatki nie mają już ochoty ani czasu na kontakty z dziadkami, którzy zresztą już dawno przestali być dla nich autorytetami i osobami atrakcyjnymi towarzysko. Jeśli mają komórkę, to zapewne przestarzały, „obciachowy” model, nie wiedzą, co to tablet i smartfon, mają trudności z obsługą komputera, zwracają uwagę na fatalną polszczyznę młodego pokolenia, nie są obeznani z nowoczesną techniką, podania piszą ręcznie, nie nadążają za młodymi i do tego urodzili się w „niewłaściwych ideologicznie” czasach. Ten stereotyp powielają liczne produkcje telewizyjne, popularne seriale.

Reklama

Jeszcze kilkanaście lat temu powszechnie narzekano, że najważniejszym urządzeniem w domu jest telewizor. Domownicy spędzali przed nim większość wolnego czasu. Przy włączonym odbiorniku wspólnie spożywali posiłki, a nawet przyjmowali gości. Szklany ekran rekompensował brak rozrywek. Nie pochwalam tego, ale z perspektywy czasu można uznać, że tak mocno krytykowana wówczas telewizja miała też dobrą stronę – na swój sposób integrowała rodzinę. Współcześni domownicy zasiadają osobno przed monitorem komputera, posiłki spożywają osobno, każdy na swoim „stanowisku”. Jeśli dyskutują, to na portalach społecznościowych. Tam znajdują setki, a nawet tysiące „przyjaciół”. Bez laptopa czują się jak na bezludnej wyspie.

Trudno wyobrazić sobie, że tak wychowywane młode pokolenie będzie w przyszłości zdolne do założenia zgodnej, kochającej się rodziny, bo i skąd ma czerpać wzorce? Z bezładnej sieci?

Nie twierdzę, że wszystkie współczesne rodziny funkcjonują według opisanego modelu. Osobiście znam panie, które po przejściu na emeryturę świadomie odłożyły na później swoje pasje, czerpiąc radość z opieki nad wnukami.

Przyczyny wykluczenia

Do najtrudniejszych problemów ludzi starszych można zaliczyć choroby związane z wiekiem, znacznie ograniczające sprawność fizyczną i intelektualną, poczucie marginalizacji, życie w ubóstwie. Ale najgorsza jest samotność, która, jak twierdzą specjaliści, zaburza funkcjonowanie układu odpornościowego, zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci. Jednak trzeba też jasno powiedzieć, że mieszkanie z dziećmi może prowadzić do poważnych napięć w rodzinie. Niechęć teściów do małżonków dzieci czy mały metraż mieszkania nie będą sprzyjać dobrej atmosferze rodzinnej.

Poważnym problemem starszych ludzi jest prawie zawsze poczucie wykluczenia, odcięcie od kontaktów z otoczeniem. Myślę, że dobrym rozwiązaniem w uaktywnianiu ludzi starszych mógłby być wolontariat. Niestety, w naszych realiach ta forma pomocy jeszcze słabo działa, zwłaszcza w małych miejscowościach.

Reklama

Większość Polaków deklaruje przywiązanie do wartości chrześcijańskich, a mimo to w naszym społeczeństwie panuje znieczulica, wynikająca z rozlicznych zaniedbań wychowawczych, także na lekcjach katechezy. Śmiem podejrzewać, że w wielu domach dzieci nie mają od kogo uczyć się szacunku dla starości i jej zrozumienia. W Internecie – dzisiejszej wyroczni – aż roi się od niewybrednych komentarzy pod adresem ludzi starszych.

W naszej kulturze „kult siwego włosa” został zastąpiony „kultem młodości”. Zauważmy, jak szybko zanika zwyczaj ustępowania miejsca seniorom w środkach masowej komunikacji. Wychodzi się z założenia, że każdy, kto kupił bilet, ma prawo siedzieć. Emeryci płacą tylko połowę lub jeżdżą za darmo, powinni więc stać.

Zawiść zamiast solidarności

Najwyraźniej słabnie międzypokoleniowa solidarność. Czynni zawodowo młodzi ludzie wypominają emerytom, że muszą na nich pracować. Gdyby lepiej znali historię, wiedzieliby, że emerytura ma długą tradycję i wywodzi się jeszcze ze starożytności (rzymscy żołnierze otrzymywali militarną emeryturę po zakończeniu służby wojskowej). W 1880 r. niemiecki kanclerz Otto von Bismarck wprowadził gwarantowaną niemilitarną emeryturę dla wszystkich ubezpieczonych pracowników, którzy ukończyli 70 lat życia. System był finansowany przez składki odprowadzane z pensji. Emerytura jest więc efektem umowy zawartej między pokoleniami. Emeryci wypracowali ją, będąc w wieku produkcyjnym. Z zawiści wynikają często paradoksy, bo jeśli emeryt dorabia na pół etatu, to też jest atakowany. Wytyka mu się, że blokuje miejsce pracy młodym, którzy nie mają środków na założenie rodziny.

Reklama

Emeryci nie ponoszą żadnej winy za to, że rodzi się coraz mniej dzieci. Nie zabierają nikomu pieniędzy. Wręcz przeciwnie, pracownicy powyżej 50. roku życia są postrzegani przez pracodawców jako „niereformowalni”, niemobilni, a zatem – mało przydatni. To oni są najbardziej narażeni na zwolnienie z pracy z powodu tzw. reorganizacji stanowisk i mogą nie zdążyć wypracować sobie emerytury powyżej minimum socjalnego. Trzeba jasno powiedzieć, że to nieprzyjazna polityka państwa nie sprzyja dzietności (przede wszystkim problemy mieszkaniowe młodych i niestabilna sytuacja na rynku pracy).

Szczęśliwa, godna starość?

Warto zadać sobie pytanie: dlaczego zbyt rzadko spotykamy na naszych ulicach starych ludzi trzymających się czule za ręce? Dlatego, że u nas wywołałoby to zażenowanie lub ironiczne uśmieszki przechodniów. Bo okazywanie sobie uczuć w przestrzeni publicznej, nawet niewinne, jest zarezerwowane dla młodych. Próba wejścia rodzica w nowy związek po śmierci współmałżonka budzi sprzeciw dzieci. Często powodem jest wstyd – „co ludzie powiedzą?” – lub też perspektywa utraty części emerytury, do której młodzi już zdążyli się przyzwyczaić...

Z przykrością muszę powiedzieć, że Polska nie jest krajem przyjaznym dla ludzi starych. Co trzeciego emeryta nie stać na realizację recept, osoby wymagające pomocy geriatrycznej są pozbawione systemowej opieki, ponieważ brakuje zarówno oddziałów, jak i specjalistów. W polskiej rzeczywistości rodzina nie może liczyć na instytucjonalną pomoc w opiece nad starszym, schorowanym bliskim. Na miejsce w domu pomocy społecznej trzeba czekać latami. Odnosi się wrażenie, że państwu nie opłaca się „inwestować” w starych obywateli. Co jeszcze bardziej niepokojące, nie widać w tej przestrzeni większego zaangażowania wolontariatu. Uniwersytety trzeciego wieku, kluby seniora to oferta skierowana do niewielkiej liczby emerytów, głównie tych mieszkających w miastach i sprawnych ruchowo (problemy z dojazdem na miejsce).

A jeszcze nie tak dawno obiecywano emerytom wakacje na Hawajach...

2014-05-06 15:06

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

I Młodzieżowy Zjazd Rycerstwa Niepokalanej

Niedziela przemyska 29/2014

[ TEMATY ]

młodzi

ludzie

ARCHIWUM SIÓSTR MI

Uczestnicy i organizatorzy I Młodzieżowego Zjazdu Rycerstwa Niepokalanej

Uczestnicy i organizatorzy I Młodzieżowego Zjazdu Rycerstwa Niepokalanej
Ten, kogo nie było w dniach 20-22 czerwca br. w Strachocinie u Sióstr Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej niech żałuje, bo jest czego. Hasłem rekolekcji były słowa: „Wierzyć to znaczy chodzić po wodzie, czyli wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia przez Niepokalaną”. Tak z przymrużeniem oka, wybierając się do Strachociny, zastanawiałam się, czy będzie tylko teoria, czy można się też spodziewać chodzenia po wodzie w praktyce. O. Andrzej Sąsiadek, franciszkanin, w  konferencjach przekonywał nas: „Jak człowiek wierzy, to się da! Naprawdę się da! Szatan kłamie i próbuje nam wmówić: to niemożliwe!”. Były to słowa, które zostały poparte opowieściami o konkretnych, wyjętych z życia sytuacjach, co pomagało uwierzyć, że Bóg działa również dziś i w codziennym życiu każdego z nas. Przedstawienie Apostołów, szczególnie św. Piotra, jako normalnych ludzi, którym też nie wszystko w życiu wychodziło, a jednak dali radę, pomogło uwierzyć we własne siły i możliwości oraz w to, że można, „że się jednak da”. Tu przypominają mi się gdzieś usłyszane słowa, że „Bóg nie powołuje świętych, lecz uświęca powołanych”. Ważną rzeczą było także uświadomienie nam, że szatan z reguły nie przychodzi ze słowami: „Jestem Lucyfer. Czy mogę zamieszkać w twoim sercu?”, lecz często działa bardzo podstępnie i pod pozorem dobra, np. odwlekając spowiedź przez podsuwanie myśli: „bo nie jestem jeszcze dobrze przygotowany...”. Również to, że o. Andrzej mówił całym sobą sprawiało, że treści, które przekazywał, przyswajało się nie tylko uszami, ale niemal wszystkimi zmysłami. Słyszeć te konferencje to mało, to trzeba było również widzieć. Po czasie słuchania trzeba było również wykazać się wiedzą. Ponieważ Rycerzy Niepokalanej, tych już pasowanych oraz kandydatów, przyjechało w sumie ponad 60, to pierwszego dnia zostaliśmy podzieleni na mniejsze grupy. Każda z grup miała swojego animatora, opiekuna i świętego patrona. Pierwszym zadaniem było odgadnięcie świętych, którzy mieli się za nami wstawiać u Boga i pomagać Niepokalanej, byśmy z tych rekolekcji skorzystali jak najwięcej. Każdy z animatorów wraz z opiekunem grupy przygotował scenkę z życia świętego patrona – tu brawa dla nich za pomysłowość i zaangażowanie. Towarzyszyli nam tacy święci jak: św. Maksymilian M. Kolbe, św. Franciszek z Asyżu, św. Józef, św. Jan Paweł II i św. Andrzej Bobola. Patronem mojej grupy był św. Andrzej Bobola, który od pierwszego przyjazdu do Strachociny stał mi się szczególnie bliski. Niepokalana, biorąc sobie do pomocy właśnie tego świętego, przyprowadziła mnie w to niezwykłe miejsce. Ponieważ na rekolekcje jechałam z bardzo osobistą sprawą, to pierwsze kroki skierowałam pod pomnik św. Andrzeja, a kolejne były spacerem po Bobolówce, by poprosić go o szczególną opiekę na ten ważny czas. I tym razem św. Andrzej w konkretny sposób wstawił się za mną, dodając odwagi i przez o. Andrzeja uciszył burze w mojej duszy. 20 czerwca, poza znajomością faktów z życia świętych, można było się też wykazać odwagą i zaufaniem do Niepokalanej, która podczas pogodnego wieczorku postawiła niełatwe zadania. Pierwszy wyzwanie podjął o. Andrzej, który miał nas uczyć chodzenia po wodzie, a w rezultacie musiał nurkować w basenie, by odczytać hasło z rebusu na dnie. Kolejne zadanie polegało na czerpaniu wody sitkiem – łatwo się domyślić, jakie to efekty przynosiło. Na koniec tor przeszkód z zawiązanymi oczami. Ponieważ Maryja nigdy nie zostawia swoich dzieci bez opieki i pomocy, to i tym razem pomagała w konkretny sposób, dając okulary do nurkowania i lupę, by odczytać rebus, miskę, by wody naczerpać i pokazać, jak działa jako Pośredniczka łask wszelakich, oraz siostrę, która prowadziła za rękę, pomagała pokonać przeszkody i dodawała otuchy przed wejściem do wody. Przez wesołą zabawę mogliśmy się przekonać, jak wiele zyskujemy, pozwalając działać w naszym życiu najtroskliwszej Matuchnie, i jak ona nam pomaga. 21 czerwca pozostawił w pamięci rycerskie podchody. Przejście przygotowanym szlakiem zdecydowanie ułatwiała znajomość terenu i rozmieszczenia najważniejszych punktów, co siostry w kolejnych wskazówkach potrafiły opisać w bardzo ciekawych i niepowtarzalnych słowach. W wyzwaniu tym liczyła się również współpraca, czasem również między rywalizującymi między sobą grupami. Poza odnalezieniem strategicznych punktów i kolejnych wskazówek mieliśmy do wykonania bardzo praktyczne zadania, które polegały m.in. na podlaniu kwiatków na Bobolówce. Było również zadanie apostolskie, które miało także znaczenie duchowe, bo przez świadectwo o Rycerstwie Niepokalanej dla odwiedzonej pani pozwalało umocnić także naszą reakcję z Niepokalaną. Jednak mimo wspomnianej zdrowej rywalizacji dopiero zebranie owoców pracy wszystkich grup pozwoliło odczytać końcowe hasło rycerskich podchodów. Był również czas na skupienie oraz bardzo prywatne i osobiste spotkanie z Jezusem. Czas wyciszenia, przemyślenia różnych spraw, usłyszanego słowa oraz duchowej rozmowy z Bogiem zapewniony był podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Także w każdej wolnej chwili można było udać się do kaplicy, by w ciszy pobyć z Jezusem. W kaplicy stał słój wypełniony cytatami z Pisma Świętego, by wylosować i zatrzymać dla siebie to, co Pan chce nam powiedzieć. Pozwalało to na łatwiejsze nawiązanie rozmowy z Bogiem, a czasem skłaniało do konkretnych refleksji. Osobiście czułam szczególne prowadzenie tym Słowem przez cały czas rekolekcji. Bardzo trafione i cenne okazały się również słowa św. Maksymiliana, które każdy zabierał dla siebie na zakończenie rekolekcji. Ważnym czasem spotkania z żywym Bogiem była codzienna Eucharystia w sanktuarium św. Andrzeja Boboli, która z racji oktawy Bożego Ciała połączona była z procesją. Na zakończenie rekolekcji, 22 czerwca, odbyło się rycerskie pasowanie. Grono Rycerzy Niepokalanej powiększyło się o kolejne 12 osób, które zdecydowały się oddać całych siebie na własność i do pełnej dyspozycji Niepokalanej. Moment ten przywołał piękne wspomnienia z poprzednich rekolekcji, kiedy to sama byłam w gronie giermków, którzy dostąpili zaszczytu wstąpienia w zastępy tej szczególnej wspólnoty. Przez cały czas Zjazdu troskliwą opieką otaczały nas siostry, które dbały nie tylko o sprawy duchowe, piękną oprawę tego świętego czasu i urozmaicenie wesołych wieczorków, ale i o strawę dla wzmocnienia sił fizycznych, za co serdeczne Bóg zapłać wszystkim razem i każdej z osobna. Jeśli ktoś chciał i mimo sporej dawki wrażeń nie brakowało mu sił, to mógł jeszcze zostać na ponadplanowy czas, którym była rekreacja na świeżym powietrzu zakończona ogniskiem. Czas zacieśniania nowych przyjaźni, rozmów i dzielenia się wrażeniami tych niezwykłych trzech dni. Praktycznie każde słowa są zbyt małe, by opisać i oddać atmosferę, uczucia, wrażenia i przeżycia czasu spędzonego podczas Zjazdu w Strachocinie. Tutaj trzeba po prostu przyjechać i samemu poczuć wszystkimi zmysłami to miejsce, które Niepokalana wybrała sobie na swoją zagrodę. Trzeba osobiście spotkać się z ludźmi, odczuć ich życzliwość, jedność i te szczególne więzi, jakie się tutaj zawiązują. Zdecydowanie jest to miejsce, z którego nie chce się wyjeżdżać i czeka się na każdą okazję, by móc wrócić.
CZYTAJ DALEJ

Objawienia Serca Jezusowego św. Małgorzacie Marii

2026-06-13 21:06

[ TEMATY ]

Najświętsze Serce Jezusa

Adobe Stock

Francuzka Małgorzata Maria Alacoque, piękna, pełna życia córka królewskiego sędziego i notariusza, jako niespełna 24-letnia dziewczyna w 1671 roku wstąpiła do klasztoru sióstr Wizytek w Parayle-Monial. Wkrótce cały świat miał poznać niezwykłe objawienia, jakich doznawała w klasztornej kaplicy podczas adoracji Najświętszego Sakramentu lub po przyjęciu Komunii Świętej. Wizytka i wizjonerka z Paray-le-Monial jest dziś znana jako najważniejsza spośród wszystkich krzewicieli kultu Serca Jezusowego. To właśnie przed nią Pan Jezus odsłonił najskrytsze tajemnice swego Serca.

Podczas pierwszego z serii czterech wielkich objawień, które miało miejsce 27 grudnia 1673 roku, kiedy Kościół wspomina św. Jana Ewangelistę, s. Alacoque poznała miłość Najświętszego Serca Jezusowego do ludzi.
CZYTAJ DALEJ

Przekazano do MEN 30 tys. podpisów przeciwko wprowadzeniu obligatoryjności edukacji zdrowotnej

2026-06-19 21:47

[ TEMATY ]

edukacja zdrowotna

pixabay.com

Zakończyły się konsultacje społeczne podstawy programowej "edukacji zdrowotnej". W ich ramach fundacja Grupa Proelio przekazała do Ministerstwa Edukacji Narodowej apel "Nie chcemy „edukacji zdrowotnej” ingerującej w sferę wartości!" ” wraz z 25 tysiącami Państwa podpisów! (Tyle podpisów było, gdy kończyły się konsultacje, potem ich jeszcze przybyło. Teraz jest już 30 tysięcy - te podpisy także później przekazano).

Apel Nie chcemy „edukacji zdrowotnej” ingerującej w sferę wartości! złożono nie tylko w ramach konsultacji publicznych, ale także osobno jako petycję adresowaną do Ministerstwa, co powinno wymusić na Ministerstwie odpowiedź.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję