Reklama

Prezydent RP w Krzeszowie

2018-03-13 10:57

Ks. Piotr Nowosielski

Ks. Piotr Nowosielski

Sanktuarium Maryjne diecezji legnickiej w Krzeszowie 12 marca gościło Prezydenta RP Andrzeja Dudę

Tego dnia Prezydent, realizując swoje postanowienie przedwyborcze, że pragnie odwiedzić siedziby wszystkich powiatów w Polsce i spotkać się z mieszkańcami danego regionu, przybył do Kamiennej Góry. Ponieważ Krzeszów leży w pobliżu tego miasta, tym samym mógł spełnić także prośbę ks. kustosza Mariana Kopki, który w sierpniu 2017 r. w Lubinie odbierał z jego rąk Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

- Podczas przyjmowania tego odznaczenia zaprosiłem Pana Prezydenta RP Andrzeja Dudę do Krzeszowa – to zaproszenie zostało przyjęte i możemy dziś witać tak znakomitego gościa w progach opactwa - mówi o tej chwili ks. Marian Kopko.

Zobacz zdjęcia: Prezydent Andrzej Duda w Legnicy

Prezydent oraz towarzyszące mu osoby przyjechali do Krzeszowa w godzinach popołudniowych. Najpierw nastąpiło powitanie i spotkanie z Biskupem legnickim, duchowieństwem, parlamentarzystami, władzami oraz przedstawicielami różnych środowisk z tego regionu.

Reklama

Prezydent wpisał się do Księgi Pamiątkowej i nastąpiła wymiana prezentów okolicznościowych. Wśród nich m.in. znalazła się kopia obrazu Matki Bożej Łaskawej z Krzeszowa.

Nawiedzając bazylikę, Prezydent zatrzymał się na modlitwie przed Ikoną Matki Bożej Łaskawej, najpierw osobistej, a później wspólnotowej ofiarowanej w intencji Ojczyzny, której przewodniczył biskup legnicki Zbigniew Kiernikowski. Ksiądz Biskup udzielił też wszystkim obecnym swego pasterskiego błogosławieństwa.

Prezydent odwiedził także siostry benedyktynki w klasztorze na terenie opactwa, gdzie złożył swój podpis w pamiątkowej księdze, nawiedził Mauzoleum Piastów Śląskich i wysłuchał krótkiego koncertu organowego.

Do osobistej rozmowy z nim mieli także okazję współpracownicy krzeszowskiego Sanktuarium, którzy na co dzień swoją pracą służą w Obsłudze Pielgrzyma.

Pobyt w Sanktuarium zakończył się nawiedzinami znajdujacego sie tu kościoła św. Józefa. Po opuszczeniu Krzeszowa Prezydent odjechał do Kamiennej Góry na spotkanie z mieszkańcami regionu. Tam, w pierwszych słowach powitania, powiedział czego doświadczył parę chwil wcześniej: - Jestem pod ogromnym wrażeniem wizyty którą przed chwilą odbyłem w opactwie w Krzeszowie. Proszę Państwa, macie tutaj niesłychaną, wspaniałą perłę architektury europejskiego baroku. Coś, co powala na kolana każdego, ponieważ urok tego miejsca jest niesamowity – mówił Prezydent Duda.

Kustosz sanktuarium, a także jego współpracownicy mają nadzieję, że nie jest to ostatnia wizyta Prezydencka w tym miejscu. Warto też przypomnieć, że Krzeszów jest wpisany na listę Pomników Historii Prezydenta RP.

Więcej o tej wizycie znajdziemy na stronach: www.niedziela.diecezja.legnica.pl , www.legnica.fm i www.opactwo.eu .

Tagi:
Legnica Duda Andrzej Duda

Prezydent o polskim parlamentaryzmie

2018-07-13 12:56

prezydent.pl

Jakub Szymczuk/KPRP
Szanowni Panowie Marszałkowie,

Wielce Szanowny Panie Prezesie Rady Ministrów,

Wielce Szanowni Państwo Wicemarszałkowie Sejmu i Senatu,

Szanowni Państwo Ministrowie,

Szanowni Państwo Prezesi,

Szanowne Panie i Szanowni Panowie Posłowie i Senatorowie,

Eminencje i Ekscelencje, Czcigodni Przedstawiciele Kościołów i Wyznań,

Szanowni Państwo Deputowani do Parlamentu Europejskiego,

Ekscelencje Panie i Panowie Ambasadorowie,

Dostojni Przedstawiciele Parlamentów zaprzyjaźnionych państw,

Szanowni Panowie Generałowie, Oficerowie, Przedstawiciele Wojska Polskiego i Policji,

Wszyscy Czcigodni Uczestnicy Zgromadzenia Narodowego,

Drodzy Rodacy!

Dzisiejsze posiedzenie Zgromadzenia Narodowego odbywa się w miejscu wyjątkowym: na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie. To właśnie tutaj, w salach rezydencji władców Rzeczypospolitej, wielokrotnie obradowały obie izby naszego parlamentu, uchwalając najważniejsze w dziejach ojczystych akty prawne. Pozwolę sobie przywołać teraz dwa, chyba najistotniejsze, spośród nich.

Pierwszy to konfederacja warszawska, uchwalona 445 lat temu, 28 stycznia 1573 roku. Właśnie wtedy – w okresie bezkrólewia po wygaśnięciu dynastii Jagiellonów, kiedy dalsze losy państwa, jego ustroju i przyszłego sposobu sprawowania władzy były niewiadomą – skonfederowane sejmujące stany postanowiły, by dla zapewnienia pokoju w Rzeczypospolitej zagwarantować wszystkim obywatelom wolność religijną i równe prawa niezależnie od wyznawanej wiary.

A działo się to – przypomnijmy – w II połowie XVI wieku, w tym samym czasie, gdy wiele krajów Europy ogarniały wojny religijne. Zaledwie niecałe pół roku po pamiętnych wydarzeniach paryskich, nazwanych nocą św. Bartłomieja.

Tymczasem mądrość posłów i senatorów w Rzeczypospolitej pozwoliła zapobiec tu, na naszej ziemi podobnej tragedii. Kiedy gdzie indziej starano się uzyskać dominację nad mniejszościami i innowiercami, w Polsce wprowadzono zasadę tolerancji. Słuszność tej decyzji potwierdziła potem historia. Pół wieku później wojna trzydziestoletnia, podczas której armie – walczące w imię tego samego chrześcijańskiego Boga, chociaż różnie pojmowanego – spustoszyły liczne kraje Zachodu, niemal w ogóle nie dotknęła ziem polskich i ich mieszkańców.

Drugim aktem prawa tutaj uchwalonym, który chciałbym dzisiaj przypomnieć, była rzecz jasna Konstytucja 3 maja 1791 roku. Obie izby parlamentu, zebrane przy podwójnej liczbie posłów i obradujące pod węzłem konfederacji, uchwaliły wtedy pierwszą w Europie i drugą na świecie, po amerykańskiej, ustawę zasadniczą, która określiła podstawy na wskroś nowoczesnego, jak na tamte czasy, ustroju państwowego.

Oczywiście nie obyło się to bez sporów i gwałtownych nieraz dyskusji. Nie było w wielu ważnych sprawach jednomyślności. Nie wszyscy też uczestnicy obrad mieli czyste intencje i nie wszyscy zajmowali stanowiska nieskażone wpływem obcych potęg i interesów. Ale Konstytucja została uchwalona. I mimo że nie zdołała wtedy ocalić naszego państwa przed zakusami mocarstw ościennych, to jednak potomni nazwali ówczesny sejm Sejmem Wielkim – nie tylko dla jego wyjątkowej liczebności, lecz nade wszystko właśnie z powodu jego niezwykłych dokonań.

Jakub Szymczuk/KPRP

Spotykamy się zatem na zamku warszawskim, który jest symbolem naszej polskiej historii: w dawnej siedzibie władców i miejscu obrad Sejmów, które było świadkiem najważniejszych osiągnięć polskiego parlamentaryzmu doby przedrozbiorowej. Zamek jest znakiem ciągłości pracy Polaków: pracy ponad 30 pokoleń, które budowały fortece i wsie, miasta i instytucje, kulturę i prawo, patriotyzm i ducha – wszystko to, co składa się na naszą tożsamość i czyni nas narodem, wszystko to, co czyni nas Polakami.

Ale ten Zamek – zburzony i odbudowany – jest też wyrazistym znakiem tego, że tu, na ziemi, nic nie jest wieczne ani stałe. Każdy z nas znajduje się w drodze. I my wszyscy razem – jako wspólnota narodowa i polityczna, obywatelska – także wędrujemy przez dzieje. Nasza Rzeczpospolita znajduje się zawsze w nieustannej drodze przez historię. Trwa, ale zmienia się. Rozwija się i wzrasta.

O tym wszystkim myślimy szczególnie często właśnie teraz, kiedy trwają Narodowe Obchody Setnej Rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości. Jubileusz to wyjątkowy czas wspominania, ale jeszcze bardziej – wyciągania wniosków. Czas oddawania czci temu, co było wspaniałe i godne pochwały. I czas czerpania inspiracji do naszych, współczesnych, dzisiejszych działań realizowanych dla dobra wspólnego.

Świętujemy teraz wiele ważnych rocznic związanych z odrodzeniem się Rzeczypospolitej w roku 1918. Ale sięgamy myślami także i do czasów bliższych – kiedy walczyliśmy z dwoma totalitaryzmami: niemieckim nazizmem i sowieckim bolszewizmem, kiedy tworzyliśmy wspaniały ruch „Solidarności”. I sięgamy też do epok dużo odleglejszych, kiedy nasi przodkowie wznosili zręby nowożytnego państwa, opartego już nie na średniowiecznym jedynowładztwie, lecz na ustroju mieszanym, łączącym elementy monarchii, arystokracji i republiki.

Właśnie to dzisiejsze uroczyste Zgromadzenie Narodowe, obradujące w obecności dostojnych przedstawicieli parlamentów zagranicznych, parlamentów zaprzyjaźnionych państw, upamiętnia jeden z ogromnie ważnych kroków na tej drodze. Oto przed 550 laty, w 1468 roku, do Piotrkowa zjechał król Polski i wielki książę litewski Kazimierz IV Jagiellończyk oraz członkowie Rady Królewskiej, którą wkrótce przyjęło się nazywać Senatem, a także posłowie, wybrani po dwóch na sejmikach ziemskich, jako reprezentanci obywateli poszczególnych powiatów.

Wtedy to trzy sejmujące stany – król i dwie izby – po raz pierwszy w naszych dziejach odbyły Sejm walny. Z dawna już było przyjęte, że decyzje polskiego monarchy musieli zatwierdzać możni, tworzący Radę Królewską. Ale oto po raz pierwszy uznano, że wymagają one zgody także przedstawicieli wszystkich ziem Korony, zebranych razem i wspólnie obradujących. I tak oto zapoczątkowana została era dojrzałego parlamentaryzmu polskiego.

Szanowni Państwo!

Od tamtej pory parlamentaryzm, sejmowanie, ucieranie poglądów, dążenie do jednomyślności – stały się podstawową metodą stanowienia prawa i kierowania polityką Rzeczypospolitej. Zaangażowanie obywateli w sprawy publiczne i podejmowanie decyzji najważniejszych dla całego narodu przez jego reprezentantów – to nasze polskie ustrojowe DNA, niezależne od wszelkich historycznych przemian sytuacji geopolitycznej, społecznej, czy ekonomicznej kraju. Kiedykolwiek Polska była wolna, tylekroć Sejm stanowił jedną z głównych instytucji naszego państwa; i stanowi ją, wraz z Senatem, do dzisiaj.

Jakub Szymczuk/KPRP

Tak było przed stuleciem, kiedy Rzeczpospolita odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów. Zwołanie parlamentu było jednym z pierwszych, fundamentalnych rozdziałów w dziele odbudowy państwa polskiego. Już 26 stycznia 1919 roku, kiedy żołnierz polski walczył jeszcze na wschodzie, zachodzie i południu, a ostateczny kształt granic państwowych wciąż nie był znany, Polacy w demokratycznych wyborach wyłonili Sejm Ustawodawczy. Jego posłowie powierzyli Józefowi Piłsudskiemu kontynuowanie misji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza, a latem 1920 roku – kiedy ważyły się losy Odrodzonej Polski – powołali ponadpartyjną Radę Obrony Państwa i poparli Rząd Obrony Narodowej z premierem Wincentym Witosem na czele. Nade wszystko zaś wypracowali projekt i 17 marca 1921 roku przyjęli w głosowaniu Konstytucję – pierwszą nowoczesną ustawę zasadniczą suwerennej Rzeczypospolitej, na mocy której władzę ustawodawczą sprawował odtąd dwuizbowy parlament, składający się, jak dziś, z Sejmu i Senatu.

Również na najbardziej dramatycznych kartach naszych dziejów ojczystych zapisane są świadectwa, mówiące, jak wielką wagę przywiązuje naród polski do idei parlamentaryzmu.

Jedno z nich przynosi historia powstania listopadowego 1830 roku. Nie minęły bowiem nawet trzy tygodnie od nocnego wystąpienia podchorążych, kiedy to 18 grudnia w Warszawie zebrał się Sejm, który proklamował zryw narodowy i objął najwyższą władzę w Królestwie Polskim. Miesiąc później, 25 stycznia 1831 roku, to właśnie posłowie tego Sejmu dokonali aktu detronizacji cara Mikołaja Romanowa. I chociaż większość rodaków wtedy jeszcze nie wyobrażała sobie wolnej Ojczyzny w innej formie ustrojowej niż monarchiczna, to wobec bezkrólewia najwyższą władzę w państwie sprawował Sejm.

Podobne świadectwo przywiązania Polaków do parlamentaryzmu znamy z bohaterskich i tragicznych lat II wojny światowej. Nawet wtedy, gdy nasza wspólnota była śmiertelnie zagrożona, zarówno wśród władz na uchodźstwie, jak też w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego funkcjonowały instytucje zastępujące Sejm, złożone z reprezentantów stronnictw niepodległościowych: Rada Narodowa przy Prezydencie i Rządzie RP w Londynie oraz Rada Jedności Narodowej, działająca konspiracyjnie tu, w okupowanym kraju.

Chciałbym wreszcie przywołać jeszcze jeden dowód tego, jak ogromnie ważny dla nas, Polaków, jest parlament. Wiemy przecież wszyscy, że przełom roku 1918 nie miał dokładnej analogii w czasach bardziej nam współczesnych, o 70 lat późniejszych, kiedy upadał komunizm i Polska znów wybijała się na niepodległość. Pamiętamy doskonale, że był to długi proces przemian, które następowały stopniowo – zarówno w wymiarze przejmowania władzy przez autentycznych przedstawicieli narodu, jak przywracania państwu polskiemu tradycyjnej symboliki. Na drodze od zniewolenia do demokracji nie sposób wskazać cezury, oddzielającej podległość od wolności, podobnie ostrej, jak ta z 11 listopada 1918 roku. Charakterystyczne jest jednak, że za namiastkę takiej cezury przyjęło się wskazywać datę częściowo wolnych wyborów parlamentarnych 4 czerwca 1989 roku, mimo że Polacy mogli wybrać jedynie 35% posłów. Bo chociaż w pełni wolne wybory do Sejmu odbyły się dopiero w 1991 roku, a pozostałości systemu trwały nadal, to nadzieje milionów Polaków i oczekiwanie zmian były tak silne, że dla wielu symbolicznym momentem końca komunizmu stał się właśnie wybór posłów z list Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, a zwłaszcza senatorów, którzy zajęli 99 ze stu miejsc w Senacie. Chciałbym przypomnieć, że wtedy jednym z senatorów I kadencji - senatorów tak głęboko wierzących w wolną Polskę i tak niezłomnie o nią walczących - został przyszły Prezydent Rzeczypospolitej pan profesor Lech Kaczyński. Jakże miłe jest to wspomnienie.

Szanowni Państwo!

Również dzisiaj, kiedy myślimy o wolnej Polsce kolejnego stulecia, kiedy dyskutujemy o jej kształcie ustrojowym, o potrzebie odnowienia konstytucyjnego fundamentu Rzeczypospolitej lub położenia go na nowo, dla nikogo z nas, współczesnych, nie ulega wątpliwości, że nasze państwo jest i będzie republiką, a dwuizbowy parlament pozostanie organem władzy ustawodawczej. Ta oczywistość jest jednak owocem wielowiekowej tradycji i pracy dziejowej. Mamy ją dzięki wysiłkom naszych przodków, dzięki 550 latom życia politycznego tworzonego przez obywateli i ich reprezentantów, dzięki gromadzeniu doświadczeń i wysnuwaniu wniosków.

Bo my, Polacy, naszego parlamentaryzmu nie otrzymaliśmy w darze ani nikt nam go nie narzucił. On jest naszym własnym dziełem, owocem naszych decyzji i naszego trudu. Niesiemy w kodzie genetycznym naszej wspólnoty pamięć i mądrość, ale i doświadczenie błędów, zdobyte przez wieki sejmowania. Znamy jego sens i zasady. Wiemy, gdzie tkwią jego zalety i słabości. Zdajemy sobie sprawę z wielkiego potencjału, ale i z możliwych zagrożeń.

Parlamentaryzm to w pierwszym rzędzie dowód uznania i zaufania obywateli do siebie nawzajem. Wolny naród wybiera swoich przedstawicieli – posłów i senatorów – i im powierza reprezentowanie jego przekonań i zabieganie o interes narodowy i dobro wspólne. Obywatele wiedzą przy tym, że pełna zgodność poglądów jest nieomal niemożliwa. Że ich racje zawsze do pewnego stopnia będą się różnić i że nikt nie ma monopolu na słuszność. Stąd obywatele dzielą się na stronnictwa, a ich przedstawiciele w parlamencie tworzą większość rządzącą i opozycyjną mniejszość.

Przed wiekami w dawnej Polsce stawiano sobie przy tym za cel osiąganie w każdej kwestii jednomyślności, tak aby nikt nie czuł się wykluczony, nie czuł, że jego racja została pominięta. Wiemy jednak, że to, co zbyt szczytne, okazało się niestety zgubne. Dążenie do powszechnej zgody wyrodziło się w faktycznie przeciwną mu zasadę liberum veto. Dbałość o całą wspólnotę przegrała z indywidualizmem i prywatą, a także niestety czasem i zdradą. Wskutek tego wiele Sejmów było zrywanych i rozchodziło się z niczym. Osłabiało to „rządność” państwa, pozbawiając je podstawowych środków zabezpieczenia trwałości i pokoju, prowadząc do anarchii, a w efekcie, jak wszyscy doskonale wiemy, do upadku, do zniknięcia Rzeczypospolitej z mapy.

Wielce Szanowni Państwo Parlamentarzyści, Czcigodni Goście!

Spór jest naturalny i nieunikniony. I to on jest istotą parlamentaryzmu, zawartą poniekąd w samym źródłosłowie tego pojęcia. Sejm i Senat są miejscem debaty, wymiany argumentów, także szermierki na słowa. Lecz spory te muszą toczyć się w granicach, które zakreśla poczucie odpowiedzialności za całość naszej wspólnoty i za to najwyższe dobro, którym jest Rzeczpospolita. Parlament istnieje po to, byśmy byli reprezentowani jako naród polityczny, demokratyczny i pluralistyczny – ale jeden naród, powtórzę: jeden naród, który nieskończenie wiele dzieli od zbiorowiska, czegoś, co możemy nazwać zwaśnionymi plemionami.

Wielce Szanowni Państwo!

Odpowiedzialność za wspólnotę nakazuje także, aby wynik uczciwie przeprowadzonych wyborów był powszechnie respektowany. Werdyktu wydanego przez obywateli przy urnach nie wolno kontestować. Jego przyjęcie jest świadectwem wzajemnego uznania, zaufania i szacunku. Bo to naród jest suwerenem w Rzeczypospolitej. Obywatele wybierają swoich reprezentantów ze względu na ich postawy i przekonania. Dlatego też nie można odmawiać zwycięskiej większości prawa do realizacji jej programu. Spełnianie zapowiedzi wyborczych jest nie tylko przywilejem, ale jest obowiązkiem względem obywateli. Podważanie tych zasad jest zaś sprzeczne z samymi podstawami demokracji przedstawicielskiej. Podmywa fundamenty parlamentaryzmu i w żadnym przypadku nie służy dobru państwa i nie służy dobru społeczeństwa; łamie podstawowe zasady demokracji.

Wielce Szanowni Państwo Posłowie i Senatorowie, Czcigodni Goście!

Tak jak przed 550 laty, podobnie i teraz, na obrady zjeżdżają posłowie i senatorowie, wybrani ze wszystkich ziem kraju. Wolni i równi w imieniu obywateli radzą nad sprawami Rzeczypospolitej. Połączeni wspólną służbą dla Ojczyzny, tworzą jedno z głównych spoiw państwa i społeczeństwa obywatelskiego. Jakość pracy reprezentantów narodu zależy od poziomu społecznego zaufania, a kondycja parlamentaryzmu ma olbrzymi wpływ na nastroje społeczeństwa. Dlatego sejmowanie wiąże się z wielką odpowiedzialnością zarówno za państwo, za uchwalane prawa, jak też za cały naród i za zwykłe sprawy poszczególnych ludzi.

Wieki naszej historii i praktyki parlamentarnej nauczyły nas, jak bardzo delikatnym, wrażliwym, wymagającym stałej uwagi i troski ustrojem jest demokracja przedstawicielska. Posłowie i senatorowie muszą wsłuchiwać się w głos obywateli, by należycie ich reprezentować. Każdy, kto pełnił tę zaszczytną funkcję, wie, że największą nagrodą za służbę jest, gdy ludzie mówią o nim: „nasz poseł”, „nasz senator” – dlatego że mu ufają jako ich przedstawicielowi, jako ich człowiekowi w Warszawie, jako wyrazicielowi ich potrzeb i ich woli.

Ale zarazem parlamentarzyści muszą też obejmować wzrokiem całość spraw państwowych. Nie mogą być stronnikami partykularnych grup interesów, ulegać wpływom czynników zewnętrznych; znamy przecież takie smutne przypadki i ich skutki w prawie każdej z epok – i pamiętamy je ku przestrodze.

Odpowiedzialność nakazuje także, by parlament dawał przykład powagi i dostojeństwa należytych sprawom państwowym, nie zaś zdobywania poklasku i taniej popularności. Wiemy, że w oczach rodaków to właśnie posłowie i senatorowie – bardziej nawet niż ministrowie, sprawujący władzę wykonawczą – są synonimami polityków. A kultura parlamentarna jest powszechnie odbierana jako obraz kultury politycznej w ogóle. Także z tego wynika zatem powinność dbania o jakość pracy obu izb, które winny budować w społeczeństwie szacunek i zaufanie do jego przedstawicieli i rządzących, a nie podważać je, łamać i brukać.

Sejmowanie od samych początków było jedną z najważniejszych form urzeczywistniania się wolności w życiu publicznym, zwłaszcza wolności słowa i poglądów. Sejm i Senat są organami suwerennej władzy ustawodawczej Rzeczypospolitej. I nie ma ponad nimi wyższego prawodawcy. Wysokie izby korzystają z wolności nieskrępowanej niczym poza odpowiedzialnością za całość państwa i narodu – suwerena, którego reprezentują. Ta zaś odpowiedzialność nakazuje troskę o to, aby prowadzona debata zmierzała do konkluzji, do rozstrzygnięć, do decyzji, szczególnie tych potrzebnych tu i teraz dla sprawnego funkcjonowania i rozwoju Rzeczypospolitej, ale potrzebnych także dla jej dobrego rozwoju w przyszłości. Spór prawdziwie polityczny, czyli wynikający z miłości Ojczyzny, nigdy nie jest jałowy, lecz zawsze wydaje owoce dobre dla wspólnoty.

Szanowni Państwo!

Stajemy więc dzisiaj razem tu, na dziedzińcu Zamku Królewskiego – symbolu ciągłości państwa i wędrówki naszej wspólnoty przez dzieje – bogaci w doświadczenia, wiedzę i mądrość, zgromadzone w ciągu 550 lat parlamentaryzmu polskiego. Stajemy, aby oddać hołd naszym poprzednikom i przodkom, z wdzięcznością spoglądając wstecz na ich starania i dokonania w pracy dla Rzeczypospolitej. Stajemy, by w tym uroczystym dniu zaczerpnąć oddechu do dalszej drogi, drogi, która przed nami.

Historia nigdy bowiem nie dobiega końca i wciąż nowe wyzwania dziejowe czekają, byśmy naszym trudem im sprostali. Chcemy więc iść dalej, budując silną, suwerenną, demokratyczną Polskę na następne stulecie niepodległości. Wierzę głęboko, że my, Polacy, wielki i mądry naród obywatelski, będziemy umieli z dziedzictwa 550 lat sejmowania czerpać natchnienie i inspirację. Wierzę, że razem zapiszemy kolejne wspaniałe karty w naszych dziejach ojczystych.

Wiwat Sejm! Wiwat Senat! Wiwat wolna, niepodległa, suwerenna Rzeczpospolita!

Przeczytaj także: Uroczystości z okazji 550-lecia parlamentaryzmu
Przeczytaj także: Przewodniczący Episkopatu: umiłowanie ludu i pokora to powinność polityków
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Miłość ludzka nie jest Bogiem

2018-06-27 09:37

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 26/2018, str. 22-23

Graziako

AGNIESZKA BUGAŁA: – Ojcze, Józef wiedział, że Maryja ślubowała dziewictwo. To jest małżeństwo od początku niewyrażające sobie miłości przez współżycie.

O. AUGUSTYN PELANOWSKI OSPPE: – Wszystko się zgadza, tak było.

– Czy dziś ktoś by Ich zrozumiał? Seksualność jest w związku dwojga ludzi lansowana jako główna podpora konstrukcyjna małżeństwa.

– Nie wyobrażają sobie tego tylko ci, którzy nie doświadczają życia w czystości. Jeśli ktoś doświadcza, potrafi to sobie wyobrazić. Powściągliwość, decyzja o powstrzymaniu się jest czymś innym – można postanowić i wytrzymać dwa, trzy lata, w zależności od tego, jaki powód warunkuje tę decyzję. Ale można po prostu trwać w czystości. Jest taka łaska! To nie jest powstrzymywanie się, uporczywe pilnowanie się – nie! To jest wolność od tej potrzeby, to jest tak, jakby coś spadło z człowieka i on już nie czuje ciężaru tego przynaglenia i zachęty.

– Napisał Ojciec w „Domu Józefa”, że nie adorujemy czegoś w sobie, nie ubóstwiamy tego w sobie, ale poza sobą, na zewnątrz...

– Czystość jest czymś takim, że człowiek, doznając Miłości nie z tego świata, nie potrafi znaleźć najmniejszej fascynacji miłością z tego świata. Wydaje mu się to mniej niż banalne, nawet nudne. Podam przykład z życia Mojżesza: stare midrasze żydowskie opowiadają, że Mojżesz po objawieniu Boga na Horebie nie potrafił współżyć z Seforą. I że Sefora też nie mogła. I od tej pory żyli w celibacie.

– Doświadczyli magis poza sobą...

– Tak, stało się coś więcej! Nie postrzegajmy tego w ten sposób: musieli się codziennie powstrzymywać i w ten sposób troszczyli się o życie w czystości. Nic podobnego! Skoro Maryja i Józef mieli przy sobie taki reaktor jądrowy miłości, jakim jest Serce Jezusa, to mieli zakładać dodatkowe kaloryfery? Czy mogłoby być coś jeszcze bardziej interesującego? Gdy jest Jezus, to jest taka Miłość, że już żadna inna nie pociąga!

– Czy na tym zasadza się też celibat?

– W istocie powinien. Na początku może zacząć się od powściągania, ale czystość jest łaską, nie efektem postanowień i karkołomnych wyrzeczeń. To jest dar – dostajesz go, a nie ćwiczysz się w osiągnięciu jakiegoś poziomu.

– Czyli czystość można sobie wyprosić?

– W jedną chwilę.

– Nie ma dwóch takich samych powołań?

– Nie – i to widać w projekcie powołania św. Józefa, który odkrywamy już w Księdze Rodzaju w osobie Józefa Egipskiego. On jest tu szkicem, który Duch Święty sobie nakreślił. Jeśli ktoś jest mądry, to domyśli się, o co tu chodzi: będzie kiedyś taki człowiek i też będzie miał na imię Józef, czyli „Jahwe wzbogacił”. A tylko Jahwe może wzbogacić. I musiał się urodzić taki człowiek, był przewidziany. Mówi się, że Maryja była przewidziana w Raju, więc jeśli tak, to i Józef.

– My też?

– Przecież byliśmy utkani we wnętrzu Ziemi, zanim żeśmy się urodzili! Jesteśmy przewidziani. Nikt z nas nie jest tu przypadkiem.

– Ojcze, ale choć każdy z nas był przewidziany, to jednak przybywamy i zawodzimy. Józef dał radę ze swoim powołaniem, a nam dość często nie wychodzi.

– Są różnice w przeznaczeniach. Wielu jest powołanych do królestwa Bożego, niewielu jest wybranych; wśród tych wybranych są i tacy, którzy wybierają po swojemu, i tacy, którzy choćby nie chcieli, to i tak pójdą do nieba, bo Bóg bardzo się na nich uparł.

– Och, jak ja bym chciała, żeby się na mnie uparł...

– (śmiech) Są między ludźmi różnice. Ale Józef był jedną jedyną, wyjątkową osobą i sam też potrzebował czasu, aby odkryć, że nie jest na świecie przypadkiem, jaka jest jego misja, co ma robić. Wreszcie odkrył i zdecydował: wchodzę w to. I wszedł na zawsze.

– Józef i Maryja stworzyli Świętą Rodzinę. Mówi Ojciec, że to było pierwsze sanktuarium, bo Oni pierwsi adorowali Jezusa. I to jest nasz ideał, wzór. Ale popatrzmy na rodziny dzisiaj. Ludzie decydują się na małżeństwo i zakładają z góry, że jeśli im się nie uda, to się rozejdą. Co się takiego wydarzyło po drodze dziejów, że my, ludzie, nie wierzymy, że to się da doprowadzić do końca?

– Doświadczenie tysięcy małżeństw, które się rozpadają. Lęk związany z trwałością związku. Ludzie się boją, że to nie wyjdzie. Ale za tym wszystkim stoi grzech, czyli zaprzeczenie czystości. Widzę, jako spowiednik, gdy słucham ludzi, że nadużycia w sferze seksualnej, np. seks przedmałżeński, powodują, że w ludziach zwiększa się lęk co do drugiej osoby. Obawa jest coraz większa, szansa na zdradę jest jeszcze większa, bo są otwarte drzwi do ciała. Niebezpieczeństwo zaniku uczuć wyższych jest jeszcze większe. Nie dlatego współżycie przed ślubem jest grzechem, że Bóg ma złośliwy charakter i chce odmówić ludziom przyjemności, tylko dlatego, że konsekwencje tych nadużyć przedmałżeńskich są tragiczne dla człowieka. Wszystko, co jest nieszczęściem dla człowieka, Bóg nazwał grzechem. Gdyby ktoś się nad tym uczciwie zastanowił, toby stwierdził, że to się w ogóle nie opłaca, bo jeśli ja będę współżył przed małżeństwem, to po pierwsze nigdy nie będę ufał drugiej stronie – bo jaką mam gwarancję, że skoro ona nie może się powstrzymać od współżycia ze mną teraz, to za pięć lat powstrzyma się od współżycia z kimś innym? Nie mam żadnej gwarancji, bo widzę, że ta osoba nie umie panować nad swoim ciałem, nie umie powiedzieć: nie. Więc co, gdy przestanie mnie tak bardzo kochać? A średnio człowiek dorosły może się zakochać nawet dziesięć razy, jeśli jest normalny – to może się zdarzyć. Tylko że zakochać się albo nawet pokochać nie oznacza od razu grzeszyć. A dla wielu ludzi to jest tożsame... i ci są już nieszczęśliwi. Bo co? Skoro dziesięć razy się zakochałem, to tyle razy mam wziąć ślub?

– A po drugie: Dlaczego współżycie przed ślubem, uczciwie patrząc, się nie opłaca?

– Bo oznacza nadużywanie antykoncepcji. I pojawia się asocjacja, proste skojarzenie: seks to jest lęk.

– Przed dzieckiem...

– I dalsze: dziecko równa się zagrożenie, mój chłopak równa się agresja, bo spotkanie z nim owocuje dzieckiem, a ja nie chcę dziecka. Po dwudziestu latach takiej antykoncepcji można patrzeć na męża tylko jak na wroga, na żonę – podobnie. Antykoncepcja prowadzi do rozbicia, bo skojarzenia są jednoznaczne: to jest mój wróg, zagraża mi, muszę się bronić przed tym mężczyzną, żeby nie zajść w ciążę.

– Antykoncepcję wymyśliliśmy my, ludzie. Co zawiodło, że sami wykreowaliśmy potwora, który nas zjada? Czy Kościół na tej drodze też zawiódł?

– Nie, Kościół od początku mówił prawdę, encyklika „Humanae vitae” mówiła prawdę, ale może zbyt teologicznym językiem. Może zabrakło przykładów, prostych wskazań akcji-reakcji, opisu decyzji i ich konsekwencji. Być może wielu uznało, że to za mało życiowe, takie mądre ex cathedra, i nie przyjęło się, nie miało związku z życiem.

– Czy możemy jeszcze ten proces zatrzymać, odwrócić?

– Tak, oczywiście, że tak, wszystko da się zrobić. Trzeba zacząć od przekonywania poszczególnego człowieka, a nie tłumów. Przecież kiedy ktoś przychodzi do mnie do spowiedzi i mówię mu o konsekwencjach jego działań, to ta osoba łatwiej daje się przekonać, niż gdyby stała na wielkim placu. Pozostaje jeszcze tylko kwestia słabości, przyzwyczajeń, grzesznych nawyków, ale od tego mamy środki sakramentalne, które służą pomocą tym, co chcą wychodzić na prostą. I wychodzą. Znam takich ludzi, którzy podjęli decyzję o zmianie życia i radzą sobie bardzo dobrze. Najważniejsze: nie żałują. Poza tym jeśli ktoś eksploatuje się seksualnie przed ślubem, to zanikają w nim uczucia wyższe – nie ma poświęcenia, empatii, miłosierdzia, jest wykorzystywanie. A gdy w małżeństwie nie ma uczuć wyższych, a pojawi się wykorzystywanie, to małżeństwo nie ma szans przetrwać. Eksploatowanie się seksualne przed ślubem, bez przysięgi, nie kontaktuje się z pełnią miłości Boga, czyli ciągle się wyczerpuje...

– Muszę zadać to pytanie: co zmienia przysięga?

– Wszystko, bo to nie jest zwykła przysięga. To jest uczestnictwo w życiu Chrystusa i Kościoła, bo sakrament to jest partycypacja w tym, co Chrystus robił z Kościołem. Sakrament małżeństwa jest na obraz miłości Chrystusa do Kościoła. A jaka to jest miłość? Przede wszystkim wierna, nigdy nas nie opuści. Żeby czerpać z tej wierności, żeby mieć gwarancję, że moja przysięga nie jest gołosłowiem, to ja, przez sakrament, podłączam się do tej miłości.

– Ale tyle osób się podłącza, staje przed ołtarzem, a jednak odsetek rozwodów rośnie. Nie mówiąc już o wydłużającej się liście tych, którzy mają potrzebę sprawdzić ważność zawartego przez siebie małżeństwa.

– Tak, nawet są już specjalne firmy, które w tym pomagają. Odpowiem na to pytanie, zadając inne: Ilu ludzi podchodzi do zawieranych sakramentów, nawet do samej spowiedzi, w sposób zupełnie szczery? Nie jest tajemnicą, że duży odsetek spowiedzi przedślubnych to są spowiedzi świętokradzkie. Więc jak Bóg może coś gwarantować...? Gdy taka sytuacja ma miejsce, już na starcie jest falstart. To widać czasem po twarzach młodych ludzi, którzy stają w ślubnych strojach przed ołtarzem, że oni przyszli do kościoła odegrać role, jest im potrzebny lokal dla ich przedstawienia. W ogóle nie ma żadnego Boga... A ja, jako kapłan, jestem tu tylko aktorem, który też ma odegrać jakąś rolę. I wtedy nie ma podłączenia pod Bożą miłość, mimo że przyszli.

– Czyli jesteśmy ochrzczonymi ateistami?

– W pewnym sensie tak jest. Być może stało się tak z powodu przesunięcia akcentów w nauczaniu, tak długo powtarzaliśmy „kochaj bliźniego samego”, że odeszliśmy od treści najważniejszej: kochaj Boga. Przecież gdy spytamy kogoś na ulicy o to, co jest dla niego najważniejsze, to odpowie, że rodzina. A rodzina nie jest najważniejsza. Rodzina nie jest Bogiem. Czy ktoś zwrócił na to uwagę? A jeśli rodzina nie jest Bogiem, to Bóg przestaje być rodziną... bo rodzina jest najważniejsza. I w ten sposób odcinamy się od Niego. To nie jest niuans, to jest rdzeń.

– Bóg jest miłością, ale miłość nie jest Bogiem...

– Tak! I wtedy można pytać: Kogo ty pragniesz? Żony, która stoi przed tobą? Czy Boga, który jest w niej, który ją stworzył, który ci ją dał? Kto jest dla ciebie ważniejszy?

– I pada odpowiedź: żona.

– Dobrze, to spotkamy się najdalej za pięć lat, żeby ratować małżeństwo. Twoja żona nie jest źródłem miłości. Ty, jako mąż, też nie jesteś źródłem miłości.

– Dlaczego nie wszyscy o tym wiemy?

– Jak to? Przecież wszyscy wiedzą, to jest proste!

– Chyba jednak nie jest, bo mamy lawinę rozwodów i długą listę zapytań o ważność zawartego małżeństwa…

– Jednym z grzechów jest też głupota, Jezus mówi o tym wyraźnie. Głupota to jest niechęć do zrozumienia. Gdy jest niemożliwość, to mamy do czynienia z niedorozwojem. Ale gdy jest niechęć, to mamy do czynienia z grzechem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Tour de France 2018: kolarze spotkają się w sanktuarium maryjnym

2018-07-18 19:16

azr (KAI) / Lourdes

27 lipca odbędzie się 19. etap kolarskiego wyścigu Tour de France, świętującego w tym roku swoje 100-lecie. Tym razem kolarze wyruszą z Lourdes. Przed rozpoczęciem sportowych zmagań będą mogli wziąć udział we wspólnej modlitwie z pielgrzymami i otrzymać specjalne błogosławieństwo na drogę.

AlphaTangoBravo / Adam Baker / Foter / CC BY

Kolarze uczestniczący w Tour de France odwiedzą Lourdes w jubileuszowym roku 160-lecia objawień Matki Bożej. W miasteczku położonym u stóp Pirenejów, rozpoczną 19. etap wyścigu, uznawany za jeden z najbardziej malowniczych. Po przejechaniu 200,9 km. kolarze spotkają się na mecie w Laruns.

Zanim jednak rozpoczną sportową rywalizację, zaproszeni są do wspólnej modlitwy z pielgrzymami, nawiedzającymi sanktuarium maryjne. "Naszym wyzwaniem jest zapewnienie pielgrzymom i gościom możliwości kontynuowania ich praktyk religijnych, a zarazem skorzystania z wydarzeń towarzyszących, jakie proponuje Tour de France" - deklaruje biuro prasowe francuskiego sanktuarium. Wiadomo, że pielgrzymi i kolarze są zaproszeni do wspólnego udziału w wieczornej procesji z lampionami i nabożeństwie maryjnym w przeddzień wyścigu, a 27 lipca do udziału w Mszy św. pod przewodnictwem miejscowego biskupa Nicolas Brouwet, który na zakończenie udzieli błogosławieństwa wyruszającym w trasę.

Wyścig kolarski Tour de France już po raz 4. zagości w maryjnym sanktuarium u stóp francuskich Pirenejów. Po raz pierwszy kolarze przybyli tam 70 lat temu, a zwycięzcą etapu był wówczas Giro Bartali, który w dowód wdzięczności złożył kwiaty pod figurą Matki Bożej. Po raz ostatni metę jednego z odcinków Tour de France wyznaczono w Lourdes w 2011 r., a triumfował na niej Norweg Thor Hushovdt.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem